„Biały kruk” Anatola Girsa

0
2
Repr. Archiwum SWAP
Wykonana z obozowego pasiaka okładka książki Byliśmy w Oświęcimiu

Księgozbiór biblioteki Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce powiększył się ostatnio o unikatową pozycję przekazaną w darze przez p. Walentynę Jantę-Połczyńską.

Jest to książka Byliśmy w Oświęcimiu, wydana w 1946 r. w Monachium przez Oficynę Warszawską na Obczyźnie. Początki tego wydawnictwa sięgają 1938 r., kiedy to w Warszawie dwaj artyści graficy, Anatol Girs i Bolesław Barcz, założyli firmę wydawniczą Oficyna Warszawska. Ich nazwiska były już dobrze znane, bowiem od 1931 r. prowadzili razem Atelier Girs – Barcz, pierwszą w Polsce pracownię grafiki użytkowej, specjalizującą się w reklamach i bibliofilskich wydaniach książek. Współpracowali z Główną Księgarnią Wojskową wykonując projekty szat graficznych dla wielu książek, uznawanych dzisiaj za bibliofilskie rarytasy: Polska na morzu, Polska lotnicza, Album Legionów Polskich, Księga chwały piechoty i inne. O ich klasie świadczą międzynarodowe nagrody: Grand Prix i złoty medal we Florencji (1933); Grand Cup w Londynie (1934); Grand Prix i złoty medal w Mendozie (1934); Grand Prix i złoty medal w Brukseli (1935); złoty medal w Tel Awiwie (1937); Grand Prix i złoty medal w Paryżu (1937). W 1937 r. Anatol Girs zakończył dwuletnią pracę nad nową czcionką, którą nazwano militari.

SUKCESY GIRSA I BARCZA, jak to u nas bywa, nie wszystkim były w smak. Girs mówił: "Żydzi uważali mnie za antysemitę, endecy za Żyda albo masona. Jedni i drudzy niczego nie zamawiają, a wszystko, co myślą, jest nieprawdą". Wojskowe, artystyczne beztalencia (z kilkoma gwiazdkami na pagonach) pracujące w Głównej Księgarni Wojskowej próbowały różnymi sposobami zaszkodzić zdolnej parze cywilów, z którymi na polu artystycznym nie mieli żadnych szans. Ze swoimi intrygami dotarli aż do Marszałka Józefa Piłsudskiego, od którego usłyszeli ripostę, na jaką zasługiwali: "Zostawcie Girsa w spokoju, bo on was wystawia na większych idiotów niż jesteście".

W 1939 r. Oficyna Warszawska prosperowała świetnie, a jej właściciele przygotowywali wiele ambitnych projektów wydawniczych. Niestety, wybuch wojny zniweczył te plany. Z nastaniem okupacji niemieckiej dostali zgodę na dalsze prowadzenie firmy, jednakże pod bacznym okiem szpiclów. Mimo to dla polskiego podziemia wykonywali pewne druki i wydawali ekspertyzy drukarskie. 7 września 1944 r. podczas Powstania Warszawskiego siedziba Oficyny Warszawskiej została zbombardowana. Całe wyposażenie oraz przechowywane stare druki i projekty nowych grafik spłonęły. W gruzach wydawnictwa zginął Bolesław Barcz.

PO UPADKU POWSTANIA Girsa wywieziono do obozu koncentracyjnego w Niemczech. Jego matkę i żonę – do Auschwitz-Birkenau. Matka zginęła, zaś żona z Oświęcimia trafiła do obozu w Bergen-Belsen, skąd w kwietniu 1945 r. w stanie beznadziejnym przewieziono ją w transporcie misji Czerwonego Krzyża hrabiego Folke Bernadotte do Szwecji, gdzie zmarła w szpitalu.

Anatol Girs przeżył pobyt w kilku obozach. Ostatni, Allach-Dachau w Bawarii, został wyzwolony 30 kwietnia 1945 r. przez wojska 7. Armii Amerykańskiej. Po zakończeniu wojny nie chciał wracać do Polski zajętej przez Sowietów. W pół roku po wyjściu na wolność reaktywował w Monachium wydawnictwo i nazwał je Oficyna Warszawska na Obczyźnie. Pierwszą publikacją, która ukazała się w listopadzie 1945 r. (w opracowaniu graficznym Girsa), był zbiorek poezji Imiona nurtu Tadeusza Borowskiego – młodego poety, z którym zaprzyjaźnił się w obozie.

Girs, nazywany artystą książki, niezmiernie dbał o szatę graficzną publikacji. Dotyczyło to również wydanego w 1946 r. zbioru opowiadań Byliśmy w Oświęcimiu napisanych z jego inicjatywy. Autorami byli koledzy z obozu: Tadeusz Borowski, Krystyn Olszewski i Janusz Nel Siedlecki. Książka, jak na powojenne warunki, została pięknie wydana. Uwagę zwraca okładka: oświęcimski pasiak z naszytym obozowym numerem (6643) Siedleckiego.

Borowski wyznał później, że z piętnastu opowiadań zawartych w tej książce, cztery są jego autorstwa, trzech jest współautorem, a pozostałe to spisane przez niego opowieści Olszewskiego i Siedleckiego. Był też autorem znajdującego się na końcu książki słowniczka "Określenia oświęcimskie".

BYLIŚMY W OŚWIĘCIMIU WYDRUKOWANO w nakładzie 10 tys. egzemplarzy. Girs wpadł na niezwykły pomysł: część nakładu została oprawiona w oryginalne obozowe pasiaki. W kilku egzemplarzach okładki przepleciono kawałkiem kolczastego drutu, a jeden oprawiono w skórę z esesmańskiego płaszcza.

Na tej książce Girs nic nie zarobił. Sprzedał zaledwie 100 egzemplarzy, a 700 przekazał w darze Bibliotece Narodowej w Warszawie. Część nakładu rozeszła się w postaci egzemplarzy autorskich i okazowych. W 1946 r. do Polski powrócili Tadeusz Borowski i Krystyn Olszewski. O Borowskim wkrótce zrobiło się głośno, opowiedział się za nową rzeczywistością i współpracował z komunistycznymi pismami literackimi. Fakt ten mocno zaciążył na dalszych losach nakładu Byliśmy w Oświęcimiu.

Oficyna Warszawska na Obczyźnie wydała w Monachium sześć tytułów o różnym nakładzie. W 1947 r. Girs zdecydował się na emigrację do Ameryki. Niesprzedane książki (łącznie 12 tys. egzemplarzy), w tym 8 tys. Byliśmy w Oświęcimiu, obrazy, grafiki i prywatne archiwum wyekspediował do Bostonu. Przesyłkę traktował jako kapitał zakładowy, który miał mu umożliwić wznowienie działalności wydawniczej w Stanach Zjednoczonych. Jak płonne były to nadzieje, okazało się po przybyciu do Nowego Jorku, gdzie Girs nie znalazł żadnego punktu zaczepienia i nikt mu nie pomógł. Posłuchał "najgorszej rady przyjaciół" i przeniósł się do Detroit, gdzie ponoć miało być lepiej, a okazało się jeszcze gorzej. Był bezrobotny, nie stać go było na sprowadzenie do Detroit swojego "kapitału zakładowego", zdeponowanego w bostońskim magazynie. Żadna z organizacji polonijnych, do których się zwracał, nie przyszła mu z pomocą, a chodziło o sumę zaledwie 60 dolarów.

STAŁĄ PRACĘ W FABRYCE ŚRUB Girs znalazł w 1950 r. Ponownie się ożenił i z wielkim trudem opłacał tzw. składowe w bostońskim magazynie. Na dodatek Urząd Podatkowy nakazał mu zapłacenie podatku od wartości przetrzymywanych w Bostonie książek. W tej sytuacji zaproponował najpoważniejszym organizacjom polonijnym, aby przejęły na własność jego książki jedynie za cenę zwrotu kosztów ich magazynowania w Bostonie. Niestety, żadna nie wykazała zainteresowania. Z pomocą starał się mu przyjść mieszkający w Buffalo emigracyjny pisarz Aleksander Janta, który zwrócił się do Stowarzyszenia Byłych Więźniów Politycznych i Obozów Koncentracyjnych, sądząc, że ta organizacja powinna być zainteresowana książką Byliśmy w Oświęcimiu. Niestety, jej prezes odpowiedział: "Stowarzyszenie nasze nie chce – a osobiście uważam, że nie może – zająć się rozprowadzaniem książki, której jednym z autorów jest wybitny pisarz komunistyczny, odznaczony przez reżym warszawski najwyższymi odznaczeniami". Na nic zdały się tłumaczenia Girsa, że gdy książkę pisano i wydano w Monachium w 1946 r., Borowski nie należał jeszcze do "czołowych pisarzy komunistycznych"; był wówczas nikomu nieznanym, młodym, zabiedzonym po strasznych przejściach człowiekiem. Tadeusz Borowski znalazł się pod pręgierzem opinii emigracyjnej. Girs zrozumiał, że jest to koniec marzeń o odzyskaniu książek składowanych w Bostonie.

Aleksander Janta, który podobnie jak Girs nie łączył wartości dzieła artystycznego czy literackiego z poglądami i biografią jego twórcy, nadal próbował jakoś pomóc wybitnemu drukarzowi i wydawcy. Usilnie apelował w polonijnych mediach o uratowanie ważnych dla kultury polskiej książek wydanych przez Oficynę Warszawską na Obczyźnie.

WALKA O OCALENIE NAKŁADU Byliśmy w Oświęcimiu trwała aż do 1953 r. Niestety, Girs i Janta przegrali. Własność Girsa zdeponowana w bostońskim magazynie (książki, obrazy, grafiki i archiwum) poszła na przemiał! W ten sposób, za przyzwoleniem amerykańskiej Polonii, zniszczono jedną z najbardziej wartościowych polskich pozycji wydawniczych, które ukazały się na emigracji. Ironia losu sprawiła, że wkrótce potem Girs dostał dobrą pracę w amerykańskiej firmie offsetowej w Detroit, a jego sytuacja materialna uległa zasadniczej poprawie. Po latach wspominał: "Ponad pół roku po tym wydarzeniu z przemiałem, dostałem stałą pracę i miłe warunki. Dobry kredyt. Kupiliśmy domek. Było miejsce na książki. Tylko książek już nie było".

Wbrew infamii środowisk emigracyjnych wobec Tadeusza Borowskiego i jego twórczości, Girs nigdy nie zerwał z nim więzów przyjaźni, jakie łączyły ich od czasów obozowych. Serdecznymi listami podtrzymywał Borowskiego na duchu, gdy dowiadywał się, że poeta przeżywa poważne depresje związane z poobozową traumą. W liście z 19 kwietnia 1949 r. pisał do niego: "Nie można żyć ciągle we wspomnieniach obozowych. To się napisało i trzeba z tym skończyć. Inaczej nigdy się nie będzie artystą pióra". Niestety, Borowski nie potrafił oderwać się od tragicznych wspomnień, co doprowadziło go do samobójstwa 1 lipca 1951 r. Trzy dni później urodziła się jego córka.

JAKIE BYŁY LOSY POZOSTAŁYCH WSPÓŁAUTORÓW Byliśmy w Oświęcimiu? Krystyn Olszewski ukończył Politechnikę Warszawską, był znanym architektem urbanistą. Tworzył plany rozwoju Warszawy, Bagdadu i Singapuru, gdzie osiadł na stałe w 1986 r. W Singapurze nadzorował budowę metra. Janusz Nel Siedlecki w 1946 r. wyjechał z Niemiec do Szkocji, gdzie ożenił się i został konstruktorem instalacji grzewczych.

Anatol Girs po przejściu na emeryturę w 1969 r. przeprowadził się z Detroit do West Chesterfield w stanie New Hampshire, gdzie z pomocą dwóch córek wydawał sporadycznie ozdobne publikacje pod szyldem Girs Press; malował też obrazy. W 1973 r. otrzymał nagrodę nowojorskiej Fundacji Jurzykowskiego za osiągnięcia w sztuce drukarskiej. Zmarł w 1990 r.

Opowiadania Tadeusza Borowskiego (U nas w Auschwitzu, Dzień na Harmenzach, Proszę Państwa do gazu, Ludzie, którzy szli) zaliczane są obecnie do najlepszej prozy na temat niemieckich obozów koncentracyjnych. Doczekały się w Polsce wielu wydań i od kilkudziesięciu lat są obowiązkową lekturą w szkołach średnich. Prozę obozową Borowskiego przetłumaczono na 15 języków obcych, m.in. na fiński, hebrajski i turecki. Emigracyjna infamia wobec niego i jego twórczości okazała się skuteczna tylko doraźnie. Wobec dobrej literatury wszelkie polityczne "wykluczenia" zawsze skazane są na porażkę.

Źródła

Andrzej Kłossowski, Anatol Girs – artysta książki, Biblioteka Narodowa, Warszawa 1989;
Aleksander Janta, Nowe odkrycie Ameryki, Libella, Paryż 1973;
Encyklopedia wiedzy o książce, pod red. Aleksandra Birkenmajera, Bronisława Kocowskiego i Jana Trzynadlowskiego, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1971.

Autor: TEOFIL LACHOWICZ