CHOpin po raz XVII

0
5

Jak wygrywa się XVII Międzynarodowy Konkurs im. Chopina? Według opinii jurorów: pięknym dźwiękiem, prowadzeniem frazy, wyczuciem typowego dla Chopina rubata, wyobraźnią, fantazją, cieniowaniem intensywności brzmienia, a także dokładnością w odczytaniu tekstu muzycznego. „Słuchacz powinien odnieść wrażenie, że pianista tworzy wykonywaną muzykę. Rzecz jasna wszystko musi być przemyślane i zaplanowane, ale potem trzeba o tym zapomnieć i grać od serca” – podkreślił Adam Harasiewicz, członek jury tegorocznego warszawskiego wydarzenia.

Chociaż dzieli nas już kilkanaście dni od zakończenia konkursu im. Chopina, warto powrócić do niego jeszcze raz, tym bardziej że odbywa się on co pięć lat, a zwycięstwo w nim staje się przepustką do wielkiej kariery.

Eliminacje do konkursu zaczęły się już wiosną, kiedy to podczas kwietniowych przesłuchań spośród 160 pianistów połowa została zakwalifikowana do etapu w październiku. W skład jury weszło 17 wybitnych specjalistów zajmujących się wykonywaniem muzyki Chopina, pochodzących z 10 krajów świata, leżących na czterech kontynentach. Większość z nich była laureatami poprzednich edycji konkursu – Marta Argerich, Akiko Ebi, Adam Harasiewicz, Yundi Li, Garrick Ohlsson, Janusz Olejniczak, Piotr Paleczny, Ewa Pobłocka, Katarzyna Popowa-Zydroń, Dang Thai Son, Dina Yoffe – tych nazwisk nie sposób pominąć.

Przygotowania młodych pianistów do każdego z konkursów trwają lata. Jak opowiadała prof. Alicja Paleta-Bugaj, której student Łukasz Krupiński znalazł się w III etapie XVII edycji, praca jest wyjątkowo intensywna, związana nie tylko ze sprawnością techniczną, wiedzą stylistyczną, ale również świadomością własnego ciała i umysłu. Ćwiczenia na koncentrację czy techniki relaksacyjne umożliwiają kontrolę chociażby nad przyspieszonym oddechem spowodowanym tremą, który źle wpływa na płynność frazy. Na tak wysokim poziomie gry nawet najdrobniejsze szczegóły mają nieocenione znaczenie.

Konkurs zainaugurowały trzy koncerty nadzwyczajne, podczas których publiczność zgromadzona w Filharmonii Narodowej w Warszawie oraz w Sali Koncertowej NOSPR w Katowicach usłyszała dzieła nie tylko polskich kompozytorów w wykonaniu znakomitych pianistów, takich jak Argerich, Goerner, Ohlsson. Towarzyszyły im Chór i Orkiestra Filharmonii Narodowej pod dyrekcją Jacka Kaspszyka oraz Wojciecha Rajskiego, a także Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia. 3 października rozpoczął się I etap zmagań konkursowych. Wśród 78 pianistów znaleźli się przedstawiciele 20 państw, w tym 14 reprezentantów Polski. Do II etapu konkursu wybrano 43 uczestników (8 Polaków), w III etapie zagrało 20 z nich, w tym 3 naszych rodaków – Łukasz Krupiński, Krzysztof Książek oraz Szymon Nehring. W finale znalazł się tylko ten ostatni. Brak w nim Książka okazał się szczególnym rozczarowaniem dla tych, którzy upodobali sobie jego wykonanie chopinowskich mazurków – kompozycji wyjątkowo trudnych, wymagających specyficznej wiedzy na temat stylistyki i inspiracji twórcy polską muzyką ludową. Czy zatem Książek został właściwie doceniony? Takie pytania zadawali sobie krytycy. Te właśnie mazurki stały się jedną z przyczyn, dla których etap III okazał się bardzo wymagający. Gatunek ten, w którym znajdujemy zamaszystego mazura, śpiewnego kujawiaka i żywiołowego oberka, zawsze stawia przed wykonawcą szczególne wyzwanie („by lewa ręka była kapelmistrzem”, a prawa „igrała swobodnie z rytmem” – mawiał Chopin). Dość często zdarza się, że pianiści, sugerując się metrum trójdzielnym, grają zamiast mazura…walczyka. „Złapanie idiomu mazurkowego” nastręcza jednak tyle samo trudności Polakom, co obcokrajowcom (choć oczywiście przyjemna byłaby myśl, że mamy to we krwi. Najwidoczniej muzyka nie zna geograficznych granic). Według opinii prof. Palety-Bugaj „utalentowany artysta idiom ten potrafi zrozumieć niezależnie od narodowości”. Potwierdzenie takiej tezy znaleźliśmy w ocenie kapituły Polskiego Radia, która przyznała nagrodę specjalną za wykonanie wspomnianych mazurków Amerykance Kate Liu. Oprócz Nehringa i Liu w finale znaleźli się również: Seong-Jin Cho z Korei Południowej, Aljoša Jurinić z Chorwacji, Aimi Kobayashi z Japonii, Dmitry Shishkin z Rosji, Eric Lu ze Stanów Zjednoczonych, Charles Richard-Hamelin i Yike (Tony) Yang z Kanady, a także kontrowersyjny Georgijs Osokins z Łotwy. Ten ostatni wzbudzał wiele skrajnych emocji nie trzymając się wiernie tekstu, a interpretując Chopina w sobie właściwy sposób, czym zdobył tyluż zwolenników co przeciwników. Publiczności zdecydowanie przypadła do gustu jego energia, indywidualność i bezsprzecznie wielki talent, chopiniści zarzucali mu zbytnią dezynwolturę, a nawet pretensjonalność. Bo to, jak Chopin operował frazą, według nich narzuca pewne granice. Osokinsa w swej kontrowersyjności porównywano do Iva Pogorelicha z X edycji konkursu (odpadł wtedy w III etapie, a Argerich, na znak protestu, zrezygnowała z udziału w jury) i do Evgenija Bozhanova z edycji poprzedniej. Podczas kolejnych występów emocje wciąż rosły, a typy zwycięzców zmieniały się z każdym wykonaniem, tym bardziej że w ostatnim etapie mieliśmy okazję słuchać naprawdę wyjątkowych, choć już zmęczonych, artystów. Przecież w ciągu kilkunastu dni zaprezentowali niezwykle obszerny i trudny wyrazowo oraz technicznie program. Ponadto warunki konkursowe, w przeciwieństwie do recitali, niosą ze sobą specyficzne emocje związane z konkurowaniem, co ma znaczny wpływ na poziom stresu u pianistów oraz poziom oczekiwań u słuchaczy. Dodatkowo pewien problem nastręczał finałowy repertuar. Koncerty fortepianowe (z czego aż dziewięciokrotnie zagrany był e-moll i tylko jeden raz f-moll) wymagają współpracy solisty z dyrygentem i orkiestrą (Kaspszykiem i Orkiestrą Filharmonii Narodowej) która, z różnych powodów i dla różnych stron, miała różny skutek. Ale chyba nikt ani na moment nie zwątpił, że poziom tegorocznej edycji konkursu był niezwykle wysoki – wystarczy porównać ją z poprzednimi, gdy jury nie przyznawało pierwszego miejsca lub też przyznawało je osobie wzbudzającej szereg zastrzeżeń. Czyżby konkursowy kryzys został zażegnany? Dlatego w nocy z 20 na 21 października prawie cały świat oczekiwał werdyktu. Cho? Hamelin? A może Liu? – szala zwycięstwa przechylała się po ostatnich wykonaniach koncertów. Jeszcze przed północą dodatkowych emocji przysporzyła Argerich, drąc swoją kartkę z ocenami i sporządzając nową. To był naprawdę trudny wybór. A na ogłoszenie wyników we foyer Filharmonii Narodowej w Warszawie, oprócz tłumu dziennikarzy i publiczności, czekali laureaci – młodzi (najmłodszy z nich miał 16 lat) i zdenerwowani. Widok Yanga w bluzie z kapturem był ujmujący, tym bardziej że w naszej pamięci jeszcze rozbrzmiewały jego niezwykle dojrzałe interpretacje dzieł Chopina. A Yang i Lu to przecież jeszcze w zasadzie dzieci. Za ich talent Janusz Olejniczak nazwał je „boskimi”. Werdykt został ogłoszony po północy: VI nagroda (7 tys. euro) – Dmitry Shishkin, V (10 tys. euro – Yike (Tony) Yang, IV (15 tys. euro) – Eric Lu, III i brązowy medal (20 tys. euro – Kate Liu, II i srebrny medal (25 tys. euro) – Charles Richard-Hamelin oraz I i złoty medal (30 tys. euro) – Seong-Jin Cho. Wyróżnienia w wysokości 4 tys. euro otrzymali pozostali. Dodatkowo przyznano nagrody specjalne: od Towarzystwa im. Fryderyka Chopina za najlepsze wykonanie poloneza (3 tys. euro) dla Cho, od Krystiana Zimermana za najlepsze wykonanie sonaty (10 tys. euro) dla Hamelina i wspomniana już za mazurki (5 tys. euro) dla Liu. Nagroda od Filharmonii Narodowej za najlepsze wykonanie koncertu nie została przyznana. Nagrodę Publiczności otrzymał zaś Nehring.

W ścisłej czołówce znalazły się aż cztery nazwiska pochodzenia azjatyckiego. Skąd takie zainteresowanie muzyką Chopina wśród artystów z Dalekiego Wschodu? Według prof. Palety-Bugaj jest kilka tego powodów: łatwość grania brillant, charakteryzująca się niebywałą lekkością i precyzją, otwarcie świata, a co za tym idzie – możliwość kształcenia się w Europie i Ameryce. Poza tym „w mentalności Azjatów, tradycji, wychowaniu leży generalnie nieokazywanie wielkich uczuć. I tu nagle Chopin oferuje im największy wachlarz uczuć, jaki można sobie wyobrazić, jeśli chodzi o muzykę. W każdym człowieku prawdopodobnie istnieje wielka tego potrzeba, szczególnie jeśli ma artystyczną wrażliwość”. Dlaczego tak mało Polaków znalazło się w finale? Tegoroczni finaliści „oprócz tego, że pięknie grają, są również laureatami wielu konkursów. Nasi rodacy, choć niezwykle zdolni i świetnie przygotowani nie mieli takiego estradowego doświadczenia” – konstatuje pani profesor. Rzeczywiście, życiorys zaledwie 21-letniego Cho jest niezwykle imponujący: to student Konserwatorium Paryskiego w klasie Michela Béroffa, zwycięzca Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego w Moskwie, zdobywca III nagrody Międzynarodowego Konkursu im. Piotra Czajkowskiego tamże oraz Międzynarodowego Mistrzowskiego Konkursu Pianistycznego im. Artura Rubinsteina w Tel Awiwie.

Jednym z walorów tegorocznej edycji konkursu jest bezapelacyjnie udział w nim internetu, mediów społecznościowych, telewizji i radia. Chopin cały czas krążył nam po głowie, wręcz „przybijał piątkę” podczas zabawnych relacji na Facebooku o tym, jak obcokrajowcy wymawiają polskie szeleszczące słowa, jakie robią miny podczas grania, jaką ostatnio przeczytali książkę czy jak uczyli się tańczyć oberka. Konstruowano zabawne memy wykorzystujące charakterystyczną dla Polaków emocjonalność, podobną do tej, która towarzyszy nam podczas oglądania meczu narodowej reprezentacji w piłce nożnej. Tyleż właśnie emocji przyniósł tegoroczny konkurs – szeroko komentowany w mediach społecznościowych (również przez laików), dokładnie relacjonowany i omawiany w TVP Kultura oraz TVPHD, rozbudzający swoimi reportażami i ocenami zainteresowanie w internecie. Każde z wykonań na kanale YouTube śledziło na żywo minimum kilkanaście tysięcy par oczu i uszu. Wydaje się, że po raz pierwszy na trzy tygodnie października świat opanowała swoista chopinomania. Konkurs stał się wydarzeniem na miarę mistrzostw świata w piłce nożnej. To znak naszych czasów. Dzięki internetowi muzyka Chopina dotarła nawet do odbiorców potencjalnie niezainteresowanych.

XVII Międzynarodowy Konkurs im. Fryderyka Chopina miał stać się konkursem „na oczyszczenie Chopina” z niedobrych tradycji wykonawczych. Wygrana czy choćby sam udział szeroko otwierają drzwi kariery. Czy laureat I nagrody uniesie ciężar tradycji tego konkursu? – pytają chopiniści. Tylko czas jest w stanie to zweryfikować, a piękno mu się nie poddaje.

Autor: AGATA ADAMCZYK