Dwie damy, czyli cud nad Sekwaną

11

Do Paryża zjechała z Gdańska opera: orkiestra, śpiewacy i dekoracje. Na jedno jedyne przedstawienie! I to nie dla pokazania jakiegoś samograja w rodzaju Toski czy Traviaty, ale ze światową prapremierą współczesnej opery. I to nie byle gdzie, ale w wielkiej sali UNESCO.

Pod jego auspicjami i ze wsparciem polskich władz, w ramach uczczenia, jako kulminacyjny punkt, polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej. Za mało na cud?
No to dodamy, że chodzi o znakomitą Operę Bałtycką, która z wielkim sukcesem pod każdym względem wystawiła Madame Curie, nową operę polskiej kompozytorki Elżbiety Sikory.
Skoro mowa o cudzie, to przypatrzmy się z bliska temu rzadkiemu zjawisku.
Można sądzić, iż 15 listopada miało miejsce zdarzenie o dużej wadze dla rozgłosu kultury polskiej we Francji i na świecie. Przy nabitej do ostatniego miejsca sali (1350 miejsc) “tout Paris” przyjęło Madame Curie z wielkim i w pełni zasłużonym aplauzem, dobrze wróżącym przyszłości scenicznej tego dzieła.
Ale zanim do tego doszło…
Od ponad sześciu lat KOMPOZYTORKA nosiła się z zamiarem napisania opery. Przypadek sprawił, że padło nazwisko naszej słynnej uczonej i wywołało spontanicznie pozytywną reakcję. Do kosza poleciały wszystkie brane uprzednio pod uwagę projekty.
Czy to w istocie przypadek?
Temat ten stał się wewnętrznym nakazem; nastąpiła bowiem pewna identyfikacja z tą słynną rodaczką. Z jednej strony – uczona, bodaj najwybitniejsza Polka na świecie. Z drugiej – wielki talent kompozytorski, już uznany i podziwiany. Nawet jeśli w tym porównaniu jest pewna doza prowokacyjnej przesady – Elżbieta Sikora jest skromną osobą – niemniej na te porównania można się ważyć…
Zacznijmy od cech charakteru.
Przede wszystkim niezłomna wiara w siebie, podparta ciężką pracą. Całymi latami…
Obie Polki, obie emigrantki, obie paryżanki. Obie ciekawe nowości, niebojące się podjęcia ryzyka. Obie pojechały samotnie w świat, gnane koniecznością poznawczą. Elżbieta Sikora posiadła wszelkie współczesne techniki kompozytorskie, z najbardziej eksperymentalnymi włącznie, takimi jak muzyka elektroakustyczna, elektroniczna czy komputerowa, których arkana poznała nie tylko w Gdańsku i Warszawie, ale właśnie w Paryżu.
Łut szczęścia? Taki, który dodaje sił i równoważy nieco rzucane przez los przysłowiowe kłody pod nogi?
Raczej zbieg dwóch okoliczności; obchody Roku Marii Skłodowskiej-Curie i objęcie przez Polskę prezydencji w Radzie Unii Europejskiej. Tę korzystną dla sponsorowania koniunkturę dostrzegła ambitna Opera Bałtycka i zaakceptowała projekt. Przed Elżbietą Sikorą zaś stanęło mordercze wyzwanie: napisanie opery w ciągu dwóch lat!
Wyzwanie podjęła. Napisanie opery ukończyła. Na czas.
Ryzyko, wyzwanie… Mocne słowa, acz uzasadnione; na muzykę współczesną tłumy nie walą drzwiami i oknami, niestety. Współcześni artyści zamieniają się w kapłańskie sługi… Tymczasem każda generacja kryje talenty, które dają nam sposobność przeżywania sztuki, spoglądając na świat ich oczami. To dzięki nim “dzieje się coś nowego”. Tak na szczęście rozumuje Opera Bałtycka…
W każdym narodzie istnieje zapotrzebowanie na patos i na bohatera. Również w operze. Nasza BOHATERKA, wynalazczyni radu i polonu, pierwiastków o przełomowym dla dziejów ludzkości znaczeniu, to nie “ciepłe kluchy”, lecz kobieta i naukowiec z krwi i kości. Bohaterka idealna. Kobieta nowoczesna. Jedna z pierwszych posiadająca prawo jazdy. Świadoma znaczenia, jakie może przynieść dla ludzkości praktyczne zastosowanie jej wynalazków, a zwłaszcza promieniotwórczości.
Co nie przeszkadza, że od początku swej kariery przyszło jej stawić czoło przeciwnościom i nietolerancji. Jako kobiecie, cudzoziemce i uczonej.
Już wybitny francuski matematyk Henri Poincaré intrygował, aby nie przyznano młodej Polce Nagrody Nobla w 1903 roku.
Wkrótce ginie pod kołami konnego wozu ukochany mąż. Tak zwany wypadek drogowy. Dzisiaj – banał. Wtedy – szok tym większy, że to zaledwie rok 1906!
Niespełna czterdziestoletnia wdowa, z dwiema córeczkami na wychowaniu, stawia czoło nieszczęściu i rygorom kariery naukowej z nadzwyczajną determinacją.
Po mężu obejmuje profesurę i zostaje pierwszą w historii Sorbony kobietą prowadzącą samodzielnie katedrę. Przychodzi sława. W kilka lat później odważa się na romans z wybitnym, żonatym fizykiem. Ma 44 lata. Wybucha skandal. “Celebrystka skandalistka”, jak na tamte czasy! “Ta cudzoziemka” jest na ustach całego Paryża, który obrzuca ją błotem, z całą siłą pruderyjnej i nietolerancyjnej opinii publicznej. W tej dziedzinie Paryż ma wprawę; toczy się jeszcze echo strasznego procesu Dreyfusa, który skłócił i skompromitował całą Francję na lata, ujawniając zakorzenioną ksenofobię i antysemityzm… Wbrew niewybrednym i silnym naciskom, zamiast schować się w mysią dziurę słuchając “dobrych rad”, nasza bohaterka udaje się dumnie do Sztokholmu, aby jednak odebrać przyznaną jej drugą Nagrodę Nobla. Wie, czego chce, i jest konsekwentna.
Jej patos – to głęboki patriotyzm i wyostrzona świadomość wagi wynalazku dla dobra ludzkości, pomimo jego niebezpieczeństw, przed którymi przestrzega ją sam wielki Einstein…
Oto kilka elementów libretta.
Muzykę tworzy się dla wszystkich. Z założenia. Odbiorcą jej jest przede wszystkim przeciętny śmiertelnik. Cóż więc widzimy i słyszymy?
Paleta dźwiękowa i warsztat muzyczny Elżbiety Sikory są wprost imponujące i znakomicie wspierają akcję opery. Patetyczna chwilami dramaturgia i siła wyrazu tego dzieła jest ewidentna, potwierdzona emocjonalną gęsią skórką. Rola tytułowa, nad wyraz trudna i bogata psychologicznie, została napisana, z wokalnego punktu widzenia, z całym mistrzostwem warsztatowym i doświadczeniem zawodowym kompozytorki. Pod wprawną ręką dyrygenta śpiewaczka staje na wysokości zadania. Jej interpretacja – wręcz wstrząsająca.
Pozostali soliści, chór (komentujący interesująco akcję) i tancerka (jakże oryginalna choreografia) – wyśmienici!
Dobrze to więc świadczy o jakości muzycznej utworu i wysiłku reżysera, którego propozycja jest inteligentna, wspierana adekwatną scenografią. Nie bez powodu BBC, biorąc pod uwagę zróżnicowany repertuar i odkrywcze umiejętności tegoż reżysera, uznała Operę Bałtycką za jeden z dziewięciu  najlepszych teatrów operowych w Europie. Dodamy, że jego praca została już powszechnie uznana. I nie bez kozery. Salome Straussa (premiera w kwietniu tego roku) spotkała się z międzynarodowym aplauzem.
Muzycznie Madame Curie została prawidłowo odczytana i nader fachowo poprowadzona.
Wiele elementów składa się więc na to, żeby ta opera “poszła” w świat…
Na tysiąc “urzędujących” kompozytorów we Francji 45 procent stanowią cudzoziemcy i 10 procent kobiety… Bravo, Mrs. Sikora, and good luck!

Autor: JAKUB WINNICKI