Dzielna Aleksijewicz

11

Literacka Nagroda Nobla dla Swietłany Aleksijewicz to jedna z tych decyzji szwedzkiego jury, za którą należy się jemu samemu nagroda. Skromna, cicha białoruska reporterka, pisząca po rosyjsku, a mieszkająca ponad dekadę w Berlinie (na znak protestu przeciwko reżimowi Łukaszenki), wygrała z takimi literackimi wielkościami, jak Amerykanin Philip Roth czy Japończyk Haruki Murakami.

Miałem sposobność rozmawiać z Aleksijewicz przy kilku okazjach, i za każdym razem zadawałem sobie to samo pytanie: skąd w tej wątłej, kruchej, kobiecie tyle siły ducha, taki charakter? Przecież jej pamięć ugina się pod ciężarem tysięcy tragedii jej bohaterów, rosyjskich kobiet i dzieci uwikłanych w wojnę, ofiar Czarnobyla i ofiar Afganistanu, czyli – ogromu nieszczęścia, które potrafiła przetworzyć w artystyczne reportaże, znane i uznane na całym świecie. Przed Noblem otrzymała m.in. National Book Critics Circle Award, Pokojową Nagrodę im. Ericha Marii Remarque'a, Nagrodę im. Andrieja Sinawskiego, Nagrodę Fundacji im. Friedricha Eberta czy Literacką Nagrodę Europy Środkowej „Angelus”. Zanim wyróżniono ją Noblem, dwukrotnie otrzymała też Nagrodę im. Ryszarda Kapuścińskiego – za ważne i pięknie napisane książki: Wojna nie ma w sobie nic z kobiety i Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka. To tylko dobrze świadczy o jury nagrody, któremu od początku sekretarzuje niestrudzona Bożena Dudko.

Swietłana urodziła się w rodzinnym mieście mojej babci, Stanisławowie. Równo w trzysta lat po uzyskaniu praw miejskich, w roku 1962, Sowieci przemianowali ten staropolski gród na Iwano-Frankiwsk. Swietłana przeniosła się z rodziną na Białoruś, gdzie w Mińsku ukończyła radzieckie dziennikarstwo. Jak zauważyła Agata Kupracz w piśmie Fragile, Aleksijewicz sama siebie określa mianem „czerwonego człowieka” – „nie dlatego, że wpojono jej komunistyczne ideały, ale dlatego, że, jak uważa, człowiekowi urodzonemu i wychowanemu w Związku Radzieckim taki los jest dany, podobnie jak w Losie utraconym Kertesza żydowska mojra, na którą bohater nie ma wpływu”.

Kazimierz Wyka w Pograniczu powieści z 1948 roku, a więc roku urodzin Aleksijewicz, definiował reportaż jako „wyprzedzenie prozy powieściowej ku tematom, które jeszcze nie podlegają przetworzeniu artystycznemu, jeszcze są zbyt bliskie, ażeby posiąść wobec nich dystans, domagają się jednak wyrazu i zapamiętania”. Aleksijewicz właśnie tego dokonała, czego nie mogła objąć radziecka, a potem rosyjska proza: w roku 1983 ukończyła książkę reporterską o wojnie, widzianej oczyma kobiet-żołnierzy, książkę wstrząsającą i piękną jak przeciętne życie przeciętnej rosyjskiej kobiety. Przetworzyła artystycznie temat omijany szerokim łukiem przez sowiecką literaturę. Przywróciła pamięci i tym samym historii losy ponad miliona kobiet z terenów całego Sojuza, które przelewały krew w szeregach Armii Czerwonej.

Aby tego dokonać, reporterka wypracowała specyficzną, polifoniczną formę dla swoich utworów. Nazywa ją „powieścią głosów”. Jej sposób pisania przypomina technikę Eleny Poniatowskiej, jednej z największych dziennikarek i pisarek meksykańskich, której Masakra w Meksyku składa się z kilku tysięcy opowieści uczestników, świadków i rodzin ofiar masakry na placu Trzech Kultur 2 października 1968. Ciekawe, że Aleksijewicz, podobnie jak Poniatowska podjęły się rejestracji wielkich tragedii obu narodów, podczas gdy mężczyźni na ogół stronili od dania świadectwa prawdzie. W wypadku narodu sowieckiego było, i nadal jest to zrozumiałe. Tam wojna, a tym samym związane z nią krwawe czyny, była domeną mężczyzn, bohaterów („sowieckiego Sojuza”). Kobiety były postrzegane jako kury domowe i urządzenia do rodzenia kolejnych pokoleń żołnierzy, na potrzeby kolejnych, imperialnych wojen, na przykład w Afganistanie (Cynkowi chłopcy). Czasem ci żołnierze ginęli na rodzinnej ziemi, walcząc ze skutkami, także społecznymi, katastrofy atomowej (Czarnobylska modlitwa). Często nie było im dane przeżyć dzieciństwa (Ostatni świadkowie. Utwory na głos dziecięcy to książka o radzieckich dzieciach ginących podczas II wojny światowej).

Aleksijewicz niedawno odwiedziła Festiwal Conrada w Krakowie. Mówiła tam o współczesnej Rosji: „Rosjanie nie mogą odnaleźć się w kapitalizmie, który jest sprzeczny z rosyjskim charakterem. Sowietyzm pasuje do mentalności rosyjskiej, ponieważ człowiek nie ponosi w nim żadnej odpowiedzialności za własne życie: obowiązuje ta sama życiowa droga dla każdego, panuje równość społeczna i istnieje jedna wspólnota. Rosjanie to romantycy niewolnictwa. Teraz jest czas zmierzchu. Zło jest nazwane dobrem, a ludzie są zranieni kłamstwem, które biorą za prawdę” (cyt. za: CzasKultury.pl).

W ten sposób Aleksijewicz objaśnia powody odradzaniu się nacjonalizmu, ba – otwartą rehabilitację stalinizmu, a tym samym miłość do nowego cara Putina. Nic, tylko się bać, albo pójść w ślady dzielnej Swietłany – i budzić sumienie świata. Dopóki nie jest za późno…

Autor: MAREK KUSIBA