Dźwięk bicia serca

0
5

Przede wszystkim cieszy bardzo tryumf musicalu Hamilton, o którym pisałam wiosną przy okazji premiery w Public Theatre. Liz-Manuel Miranda i producenci zadbali, by przeniesienie z dołu miasta na Broadway nie naruszyło wyjątkowego charakteru musicalu, który w nowatorski sposób prezentuje – w rytmach rapu i hip-hopu – tryumf i upadek Aleksandra Hamiltona: sieroty porzuconego przez rodzinę, ambitnego emigranta z Karaibów, studenta na Columbia University, rewolucjonisty, osobistego sekretarza George'a Washingtona, prawnika, bankowca, polityka, jednego z twórców nowego państwa Stanów Zjednoczonych.

Premiera na Broadwayu odbyła się w sierpniu, bilety szybko zostały wyprzedane do końca roku, ale rzecz powinna trwać i trwać długo, więc warto zdobyć bilet, zaprowadzić młodsze rodzeństwo albo starsze dzieci, wziąć z sobą gościa z Polski, pójść samemu, pójść z przyjaciółmi, i cieszyć się ze spektaklu, który pulsuje energią, porywającą muzyką i mądrym słowem (Richard Rogers Theatre 226 W. 46 St.).

Pięknie, z wyczuciem i rozmachem, został przypomniany musical Duncana Sheika (muzyka) i Stevena Satera (libretto i słowa piosenek) Spring Awakening. Premiera w 2006 r. tej ciekawej adaptacji XIX-wiecznej sztuki Franka Wedekinda o kłopotach dorastania mocno zapisała się w pamięci i zainicjowała kariery debiutujących wtedy aktorów: Lei Michele, Jonathana Groffa i Jonathana Gallaghera jr. Sheik i Sater przycięli melodramatyczne tendencje niemieckiego pisarza, podkreślając całkiem współcześnie ciężar osamotnienia i zderzenia pokoleń. Całość prezentowana w precyzyjnym tempie nabrała wymowy paraboli: życiem płaci się za brak porozumienia, za rygor i hipokryzję społeczną. Dwoje protagonistów – naiwna Wendla oraz nieco niezdarny, zahukany przez ojca i nauczycieli Moritz giną. Trzeci młodociany bohater – odważny Melchior – kończy w brutalnym poprawczaku.

Reżyser Michael Arden podjął nowe wyzwanie: przedstawienie zostało przygotowane razem z głuchymi aktorami zespołu Deaf West. Jeśli się pomyśli o trudach takiej inscenizacji – jak zgrać ruch sceniczny, jak zastąpić wizualnymi akcenty normalnie zaznaczane dźwiękiem, jak przekazać treść dialogów i piosenek bez odniesienia do wymawianych słów – rzecz wydaje się prawie niemożliwa. A tu mamy zwartą i poruszającą całość, we wdzięcznej choreografii Spencera Liffa sprawnie zespolonej z amerykańskim językiem migowym.
Rolę Wendli wykonują dwie aktorki: słysząca Katie Boeck, we współczesnym ubraniu, która gra na gitarze i śpiewa, oraz Sandra Mae Franck – sygnalizująca dialog i słowa piosenek w języku głuchoniemych. Rola Moritza jest również obsadzona podwójnie: przez Alexa Boniello, który – podobnie jak Boeck – swym współczesnym kostiumem dodaje akcent dnia dzisiejszego, oraz przez charyzmatycznego Daniela N. Duranta z Deaf West. Marlee Matlin, znana z filmu Children of a Lesser God, świetnie sprawdza się w roli matki Wendli.
Przedstawienie toczy się w podwójnym, lecz spójnym wymiarze: w rozśpiewanym języku angielskim oraz w roztańczonych gestach rąk, bowiem aktorzy, słyszący i głusi, tłumaczą wszystko równolegle na język migowy. Po pierwszej scenie, gdy musimy się odnaleźć w tej zupełnie nowej konwencji, poddajemy się jej całkowicie i z przyjemnością, bo przedstawienie jest rzeczywiście magiczne: delikatne w lirycznych momentach, porywające w rockowych rytmach buntu i protestu (premiera 27 września, przedstawienia do 24 stycznia 2016, w Brooks Atkinson Theater 256 W. 47 St.).

W obu przypadkach musicalowa forma świetnie się sprawdziła, nie ujmując nic z powagi przekazu  – historycznej prawdy w pierwszym wypadku, a społeczno-psychologicznej w drugim. Gorzej na Broadwayu z dramatem, ale o tym innym razem, bowiem w mniejszych salach buzuje od ciekawych przedstawień, a wiadomo jak to bywa z off-Broadwayem: ledwo co się ukaże i już zaraz znika.

Tak się właśnie stało z inscenizacją wyśmienitej sztuki Caryl Churchill Cloud Nine, przygotowanej przez Jamesa Macdonalda i Atlantic Theatre Company. Przemknęła, pozostawiając tylko za sobą mocne wrażenie, jak ogon komety. Premiera dramatu w Anglii, w 1979 r., wywołała dyskusje, wpisując się w narastającą wówczas falę „walczącego feminizmu”. Nic dziwnego, bo traktowała bez osłonek o drażliwych sprawach erotyki, zdrad małżeńskich i wiktoriańskich wprawdzie, lecz nadal trwałych, przynajmniej jako fasada, modelach moralności.

Skandalu dziś taka sztuka nie wywoła, bo tematy tabu zostały dawno wydobyte na światło, poddane inspekcji, połatane i przybrane w kokardki poprawności. Małżeństwo partnerów tej samej płci stało się prawie banalnym faktem. Homoseksualizm nie stoi na przeszkodzie adopcji dzieci czy ambicji zawodowych. Lecz też nikt nie ma iluzji, że ta czy inna otwarcie przyznawana orientacja seksualna rozwiązuje wszelkie egzystencjalne problemy.

Bez otoczki prowokacji sztuka jakby zajaśniała innym, nawet ciekawszym światłem. Jej wymowa pogłębia się psychologicznie, wydobywa komplikacje osobistych i społecznych stosunków. Pierwszy akt, osadzony w realiach kolonialnej jeszcze Afryki, utrzymany jest w konwencji farsy, więc bezkarnie rozśmiesza i bawi. Fakt, że to mężczyzna, perfekcyjnie niepewny Chris Perfetii, odgrywa rolę Betty, głównej bohaterki kompletnie podporządkowanej woli męża, podkreśla tylko jej beznadziejne zagubienie i nieświadomość.
Drugi akt jednak rozgrywa się w czasach nam bliższych, w Londynie, pod koniec XX wieku. Ton nadany tutaj przez Macdonalda jest bardziej tentatywny i liryczny, gra zespołu wyciszona. Powoli siostra i brat, córka i matka, czy też byli kochankowie próbują po długim rozstaniu czy okresie nieporozumień wypracować nowe formy współżycia. Piękna i wzruszająca jest scena, gdy stara już Betty, która odeszła w końcu od męża, z trudem ucząc się niezależności, spotyka się z duchem-wspomnieniem samej siebie, taka jak kiedyś była: śliczna, naiwna, bezpiecznie osadzona w pewnościach nakazów społecznych, lecz wewnętrznie rozdarta i bezradna. Stara Betty obejmuje tamtą nieśmiałą młodą, w geście wielkodusznego przebaczenia samej sobie (Atlantic Theater Company, przedstawienia od 5 października do 1 listopada w Linda Gross Theatre 336 W. 20 St.).

Szczodrość serca nadaje także ton fascynującemu przedstawieniu Before Your Very Eyes, przygotowanemu przez zespół Gob Squad we współpracy z Public Theater. Wyznacza to nowe wyzwanie dla tego kolektywu angielskich artystów osadzonego w Berlinie. Gob Squad znany jest bowiem ze swych „przedstawień-kolaży,” pełnych innowacji technicznych i ironicznego humoru, gdzie wszyscy są odpowiedzialni za wszystko: oprawę wizualną, tekst, reżyserię  i grę na scenie. Tym razem po raz pierwszy polegają na innych jako wykonawców swoich pomysłów. Znaleźli wspaniałych współpracowników w nowojorskich dzieciach.

Bezosobowy głos – trochę na serio, trochę ku zabawie – przypomina, że wszyscy jesteśmy tu, na ziemi, ledwie przez moment, nieuchronnie bieżąc ku śmierci. Mikrofon przyłożony do piersi jednego z młodych aktorów wychwytuje równy rytm uderzeń serca. Dobry to początek. I dalej dobrze się toczy ten ciekawy eksperyment-medytacja na temat przemijania. Dzieci dorastają na naszych oczach – dzięki kostiumom i prostym trikom makijażu zamykając w cyklu 90 minut cały łuk życia: z kokonu dzieciństwa, przez trudne wyzwania młodzieńczych buntów, rozczarowania wieku dojrzałego, ku smętkowi starości.

Prostocie tego łuku zaprzecza wyśmienita i skomplikowana muzyka. I bardzo zróżnicowane buzie i głosy młodych aktorów, którzy – choć dzielą ten sam ludzki los – nie tracą ani na moment swej poszczególnej, wyrazistej osobowości. Rodzimy się indywidualnie i odchodzimy indywidualnie.

***
Before Your Very Eyes. Pomysł, reżyseria, scenografia, kostiumy i oświetlenie: kolektyw Gob Squad, przygotowanie i projekcje wideo: Gob Squad i Shawn Duan, coach młodych aktorów: Bridget Kelso Anthony. Występują dwie grupy dzieci w wieku 11-14 lat Team I: Charlotte Beede, Rose Bell-McKinley, Meghan Chang, Keanu Jacobs, Simone Mindolovich, Elijah Pluchino, Miles Sherr-Garcia, oraz Team A: Mikai Anthony, Eloise Celine, Margalit Duclayan, Jasper Newell, Maeve Press, Matthew Quirk, Aja Nicole Webber. Gob Squad z Berlina, premiera 26 października, przedstawienia do 29 listopada, w Martinson Hall w the Public Theater, 425 Lafayette St., East Village.

Autor: GRAŻYNA DRABIK