Jadwiga Maurer (1930-2012)

7

“Byłam amerykańską slawistką, zadebiutowałam jako pisarka polska” – powiedziała Jadwiga Maurer w 2002 roku w Kielcach Jerzemu Danielowi, autorowi posłowia do wydanego w Polsce tomu jej opowiadań Sobowtóry.

Kto z nas znał profesor Maurer, Jadwigę, Jadzię, słyszy w tym niegłośno, bez patosu wypowiedzianym zdaniu charakterystyczną dla niej nutę przekory, stop humoru i melancholii, a także – jak we wszystkim, co mówiła i pisała – błysk tajemnej wiedzy, jaką zdobyła nie z własnego wyboru.
Była to jej pierwsza wizyta w Kielcach po opuszczeniu rodzinnego miasta w1942 r. Rodzice, Anna i Baruch Graubardowie, absolwenci Uniwersytetu Jagiellońskiego, nauczyciele – ona literatury polskiej, on historii – w renomowanym żydowskim gimnazjum, a więc dobrze w mieście znani, postanowili, że nawet z dobrymi “aryjskimi papierami” nie są bezpieczni. Nocą, na chwiejnej łódce, przeprawili się przez Wisłę, potem był Kraków, potem, dzięki pomocy członków Żegoty, doszli przez Tatry do Słowacji, gdzie Jadwiga została ukryta w sierocińcu przy klasztorze franciszkanów. Pobyt tam, jej ówczesna świadomość podwójnej, skazanej na śmierć lub zdradę tożsamości, heroiczne postaci klasztornych opiekunów i opiekunek staną się tematem Biskupa, jednego z jej najpiękniejszych opowiadań, arcydzieła polskiej literatury XX wieku.
Wkrótce po wojnie państwo Graubardowie z dwiema córkami wyjechali z Polski. Jadwiga wspominała w wywiadach, że nie chciała wyjeżdżać, i że powodem decyzji ojca nie był lęk po pogromie Żydów w Kielcach, o którym różnie mówiono, a jego zdecydowanie negatywny stosunek do komunizmu. Trafili do obozu tak zwanych dipisów (displaced persons) w Niemczech i niesamowitość tej tranzytowej egzystencji “ocaleńców ze zgładzonego świata”, jak powie narratorka opowiadań z tomu Liga ocalałych – ich “byt zawieszony”, “życie wyrwane na chybił trafił ze wspólnej śmierci”, “dalszy ciąg niczego” – będzie powracającym motywem wszystkich utworów prozatorskich autorki Miejsca, którego nie było na mapie.
Maurer skończyła monachijski uniwersytet, wybierając kierunek słowiańskiej lingwistki, i w 1956 r., po ślubie z amerykańskim stypendystą Warrenem, wyemigrowała do USA. Pierwszym miejscem pracy był Uniwersytet Berkeley, gdzie wykładała przedmioty slawistyczne, dzieląc wydziałowy korytarzyk z Czesławem Miłoszem. Po krótkim pobycie w Bloomington w Indianie otrzymała profesurę na Uniwersytecie Kansas w Lawrence i tam osiadła na stałe z mężem i dwójką dzieci, rzadko gdziekolwiek wyjeżdżając, zaabsorbowana pracą pedagogiczną (podobnie jak jej rodzice lubiła szkołę) i naukową, jako autorka publikacji m.in. o Żeromskim, Prusie, Borowskim i Jerzym Kosińskim, z którym się serdecznie zaprzyjaźniła, broniąc go później przed prasowymi atakami. Odpowiadało jej życie w “małym miasteczku w Midweście”, nie kusiły akademickie fety, unikała wszelkiego wokół siebie szumu. Ale szum powstał po publikacji w 1990 ra. książki Z matki obcej… Szkice o powiązaniach żydowskich Mickiewicza. Ta metodycznie udokumentowana rewizja portretu wieszcza, rozpoczęta w latach 30. ub. wieku przez Boya-Żeleńskiego, wywołała krótkotrwałą burzę – Stanisław Pigoń nazwał ją “inkryminacją” – po czym o wkładzie Jadwigi Maurer do biografistyki Mickiewicza zapadła cisza.
W pierwszej połowie lat 60. zaczęły się ukazywać w londyńskich Wiadomościach jej opowiadania. Wydane w 1970 r. nakładem Polskiej Fundacji Kulturalnej w tomie Liga ocalałych, otrzymały nagrodę roku Wiadomości. W 1982 Oficyna Poetów i Malarzy (Londyn) wydała kolejny tom, Podróż na wybrzeże Dalmacji, zawierający opowiadania tematycznie związane z życiem w Lawrence, ale duchowo krążące wokół “czasu, który się zaciął”. Zebrane w tomie Sobowtóry opowiadania zyskały wreszcie i w kraju uznanie krytyki literackiej. W eseju Metafizyka zawieszonego bytu Barbara Olech pisała, że “pod piórem Jadwigi Maurer zrodziła się niepowtarzalna – filozoficzno-literacka – opowieść o doświadczeniu zagłady, porażający portret «ocalałych»”.
Ale chroń, Panie Boże, pisarzy przed klasyfikacją tematyczną ich utworów! Książki “o holokauście” od dość dawna odkładane są na półki hojnie przecenionych. “Na ogół w Stanach Zjednoczonych – pisała Maurer w jednym z opowiadań – nie mają żadnego powodzenia”. Te najwartościowsze, najtrwalsze, wyróżnia styl, czyli stosunek autora do tematu, pozór dystansu. Narrator opowiadań oświęcimskich Tadeusza Borowskiego jest pozornie cyniczny, narratorka Jadwigi Maurer – pozornie zobojętniała, jak lekarz medycyny sądowej dokonujący autopsji. W obu przypadkach maska cynizmu i maska zobojętnienia skuteczniej niż jawna demonstracja uwidaczniają głębię zbrodni. O koleżance z wydziału germanistyki w Lawrence, byłej więźniarce Auschwitz, Maurer w Podróży do brzegów Dalmacji napisała: “W upale, ciszy i kurzu zdawała się na coś czekać. Jedną rękę trzymała na kierownicy, w drugiej, tej z numerem, trzymała zawsze papierosa. Zdawało mi się, że starzeje się na moich oczach, że jest ostatnim i ostatecznym świadkiem epoki i szkoda jej, osoby tak ważnej i tak drogocennej, na wylot znającej Oświęcim, na to miasteczko, choć z drugiej strony nie umiałam sobie dla niej wyobrazić odpowiedniejszego miejsca”.
Jadwiga Maurer zmarła 16 października w domu córki Elżbiety w Urbanie, Illinois. Spędziłyśmy tam kiedyś letni miesiąc prowadząc razem kurs z polskiej literatury. Lubiła bezkresny krajobraz prerii, spacery do zachodu słońca. Taką ją widzę. I słyszę.

Autor: JOANNA ROSTROPOWICZ-CLARK