Jak powstał oddział „Hubala”

8

Na początku września 1939 roku na stanowisko dowódcy 110. Pułku Ułanów mianowany został ppłk Jerzy Dąmbrowski, a jego zastępcą, po dotarciu do oddziału, został mjr Henryk Dobrzański.

Foto: Archiwum
Major "Hubal" w otoczeniu żołnierzy Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego (Gałki Krzczonowskie, luty 1940 r.). Od lewej: ppor. M. Szymański "Sęp", ppor. A. Kubisiak "Leszczyna", ppor. Z. Morawski "Bem", kpt. J. Grabiński "Pomian", M. Cel "Tereska", por. F. Karpiński "Korab", kpr. J. Michalak, mjr H. Dobrzański "Hubal", uł. T. Madej "Nawrocki", rtm. J. Walicki "Walbach", wachm. J. Alicki, kpr. W. Jura, uł. Z. Bobrzyk "Roch Kowalski", szer. H. Białas "Mściwój", plut. J. Lewandowski "Lech", kpr. F. Głowacz "Lis". Zdjęcie z książki H. Sobierajskiego i A. Dyszyńskiego "Hubal", mjr Henryk Dobrzański 1897-1940, wyd. II, Warszawa 2005 r.


Powstanie 110. Rezerwowego Pułku Ułanów związane jest z nieujętą w planach mobilizacyjnych Rezerwową Brygadą Kawalerii "Wołkowysk", którą od początku września 1939 r. tworzył w Białymstoku dowódca Ośrodka Zapasowego płk Edmund Heldut-Tarnasiewicz. Brygada ta w połowie września weszła w skład Grupy Operacyjnej "Wołkowysk", dowodzonej przez generała brygady w stanie spoczynku Wacława Przeździeckiego. Na początku września na stanowisko dowódcy 110. Pułku Ułanów mianowany został ppłk Jerzy Dąmbrowski, a jego zastępcą, po dotarciu do oddziału, został mjr Henryk Dobrzański.

WKROCZENIE ARMII CZERWONEJ w granice Polski i utrata łączności gen. Przeździeckiego z Naczelnym Dowództwem sprawiła, iż dalsze użycie pułków pozostawało niejasne. Początkowo brygada skierowała się na Wilno, jednak na skutek nadchodzących informacji o upadku miasta zmieniono kierunek marszu. Od 20 września kierunkiem marszu było Grodno, które w tym czasie miało już za sobą pierwsze starcia z Armią Czerwoną. Idący na czele Brygady "Wołkowysk" 110. Pułk Ułanów do miasta jednak nie wkroczył, kierując się w stronę Puszczy Augustowskiej. Po dotarciu do Puszczy Augustowskiej ppłk Dąmbrowski poprowadził swój oddział w kierunku północno-zachodnim, osiągając 22 września około godziny 13:00 miejscowość Podmacharce, gdzie pułk zatrzymał się w celu zjedzenia posiłku.

Tutaj właśnie, według Marka Szymańskiego, ppłk Jerzy Dąmbrowski miał podjąć dramatyczną, i jakże dobrze znaną z książki Melchiora Wańkowicza i filmu Hubal Bohdana Poręby, decyzję o rozwiązaniu pułku. Tu właśnie miał mieć swój początek (według większości autorów) Oddział Wydzielony Wojska Polskiego mjr. Henryka Dobrzańskiego. Jednakże temu twierdzeniu zaprzecza bogata dokumentacja – zapiski bezpośrednich uczestników tamtych wydarzeń. Według tych relacji wieś Podmacharce była tylko miejscem, w którym ppłk Dąmbrowski powtórnie skierował do żołnierzy pytanie, czy decydują się oni dalej kontynuować walkę. Rezygnacja i odejście z oddziału w tym momencie była równoznaczna z przekroczeniem granicy litewskiej i internowaniem.

WIEŚ PODMACHARCE z całą pewnością nie była miejscem rozwiązania 110. Pułku Ułanów. Pobytu w tej wsi nie możemy traktować jako momentu powstania Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego mjr. Henryka Dobrzańskiego, a co najwyżej jako przekształcenie 110. Pułku Ułanów w jednostkę ochotniczą. wiadczy o tym m.in. relacja rtm. Bilińskiego, bardzo wiarygodna ze względu na funkcję pełnioną w oddziale, w której czytamy: "Dnia 18 IX godz. 3:00 wyruszył 110 p. uł. w straży przedniej Brygady (z m. Izabelin) według załączonej w szkicu marszruty. Po paru drobnych utarczkach z bandami komunistycznymi dn. 20 IX o świcie pułk przeprawił się w m. Hoża na zachodni brzeg Niemna. Dnia 21 IX nocuje w Mikaszówce, a dn. 22 IX około godziny 13-ej osiąga m. Podmacharce. Tutaj d-ca 110 p. uł. ppłk Dąbrowski na specjalnej odprawie oficerskiej oświadcza, że ´nie ma zamiaru maszerować na Litwę w celu internowania się (w myśl rozkazu d-cy brygady), a postanowił bić się z wojskami sowieckimi, które wtargnęły w nasze granice i że kto z oficerów sobie życzy, może natychmiast jechać na Litwęª". Rtm. Tomasz Dworzecki-Bohdanowicz stwierdza w swojej relacji, że następnego dnia, 23 września, z oddziału odeszli: rtm. Napoleon Kostanecki, kwatermistrz pułku, oraz ppor. Jan Magrowicz, który był dowódcą plutonu przeciwpancernego. Pozostali zdecydowali się na walkę.

PO TYCH WYDARZENIACH 110. Pułk Ułanów przesunął się w kierunku południowo-wschodnim (w kierunku Lipska). W rejonie miejscowości Krasne (na północ od szosy Augustów – Grodno) 23 września około godz. 15:00 doszło do pierwszego starcia z Armią Czerwoną. Pułk stracił wszystkich żołnierzy z plutonu kolarzy wraz z jego dowódcą podchor. Mościckim.

Po walce w rejonie miejscowości Krasne 110. Pułk Ułanów przeszedł szosę Augustów – Grodno i skierował się na południowy zachód, by po przejściu około 40 kilometrów dotrzeć w rejon Dolistowa Dużego. Tutaj 24 września, w wyniku zaskoczenia przez oddział z 20. Brygady Zmotoryzowanej Armii Czerwonej, rozbity został szwadron rtm. Moczulskiego. W walce poległa część żołnierzy i dowódca szwadronu, reszta, około 56 żołnierzy, dostała się do niewoli. Zaraz po tych wydarzeniach pułk wyruszył 24 września w całonocny marsz do wsi Tajno Podjeziorne.

O trudnej sytuacji, w jakiej znalazł się oddział, dowiadujemy się z bardzo cennej relacji Józefa Bispinga, w której czytamy: "We wsi Tajno pozostawiono tabory i po krótkim odpoczynku pułk wyruszył dalej. Orientowaliśmy się, że znajdujemy się w pasie terenu między dwiema armiami nieprzyjacielskimi, który to obszar zwężał się z dniem każdym. Wobec postępującego nasycenia lasów augustowskich przez oddziały pancerne npla, dowódca zdecydował skierować linię marszu na południowy zachód w kierunku Łomży. Był to pamiętny marsz całonocny, ciężka przeprawa przez rozległe bagniste tereny nadbiebrzańskie. (…) Konie grzęzły w bagnie. Po tysięcznych trudach świt zastał nas po łomżyńskiej stronie. Dociągnęliśmy na postój do wsi Janów o 6 km od Kolna".

BEZPOREDNIE RELACJE pozostawione przez świadków uczestniczących w wydarzeniach, które miały miejsce 28 września 1939 r. w Janowie pod Kolnem, dają odpowiedź na pytanie o okolicznościach rozwiązania 110. Pułku Ułanów. Wartościową, zawierającą dużo szczegółów, jest relacja ppor. Witolda Krasickiego. Napisał on: "28 września 1939 roku staliśmy w dużym domu w Janowie, na południe od Kolna. Na dworze deszczyk, jest chmurno i bardzo jesiennie. Około południa oficer ordynansowy pułku ppor. Kazimierz Jeleński zawiadamia mnie, że ppłk Dąmbrowski zaprasza na obiad. W dużej jadalni siedzi nas czterech: pułkownik, wyglądający bardzo marnie, jakby w gorączce, adiutant rtm. Biliński, ppor. Jeleński i ja. (…) Nagle pułkownik zabiera głos. Mówi, że rozesłał patrole we wszystkich kierunkach, a także żołnierzy po cywilnemu, by znaleźć wyjście z matni. Jesteśmy ze wszystkich stron otoczeni przez pierścień wojsk sowieckich. Wobec tego nie widzi innego wyjścia jak rozwiązać pułk. Bolszewicy pozwolą ułanom wrócić do swoich wiosek, zaś oficerowie, podchorążowie, podoficerowie i ochotnicy winni starać się w małych grupkach, najlepiej po cywilnemu, stąd wydostać. On sam zaszyje się w lasach nad granicą litewską, usiłując robić dywersję na tyłach nieprzyjaciela lub będzie czekał spokojnie do wiosny. A w najgorszym razie przejdzie granicę litewską. (…)

Po obiedzie pułkownik kazał Jeleńskiemu zwołać odprawę oficerów. Zebrało się tego sporo: i etatowych z pułku, i przybyłych ochotników. Sala pełna. Pułkownik zawiadamia, że zarządza rozwiązanie pułku. Wszyscy mają małymi grupkami przedzierać się, jak się da.

W tym momencie odzywa się stojący przy nim zastępca d-cy pułku mjr Dobrzański, że on podejmuje się pułk z matni wyprowadzić. Na to pułkownik powtórzył, że on pułk rozwiązał. I tyle tego. Nie zauważyłem, choć stałem niedaleko, by pułkownik chwytał za pistolet, by potem szlochał czy wybiegał z izby" [podkreślenie – ŁK].

RELACJA TA UKAZUJE, co naprawdę stało się w trakcie odprawy oficerskiej i jest wiarygodnym źródłem. Nie było, więc żadnej przykrej wymiany zdań między Dąmbrowskim a Dobrzańskim, jak chce Zygmunt Kosztyła (Oddział Wydzielony Wojska Polskiego majora "Hubala", Warszawa 1987). Konflikt bowiem nie polegał na tym, że jeden chciał rozwiązać pułk, a drugi walczyć (jak sugeruje wielu autorów podejmujących temat Oddziału Wydzielonego WP mjr. Henryka Dobrzańskiego "Hubala"), lecz na tym, że ppłk Dąmbrowski chciał kontynuować walkę po rozwiązaniu pułku, a mjr Dobrzański był przekonany, że uda mu się wydostać z pułapki całością sił.

Po odprawie, na której ppłk Dąmbrowski rozwiązał 110. Pułk Ułanów, poszczególne grupy żołnierzy skupione wokół: ppłk. Dąmbrowskiego, mjr. Dobrzańskiego i rtm. Bilińskiego wyruszyły w drogę, każda w swoją stronę. Najprawdopodobniej późnym wieczorem 28 września 1939 roku jako pierwszy z Janowa pod Kolnem wyjechał oddział ppłk. Dąmbrowskiego. Drugi w kolejności wyjechał oddział mjr. Henryka Dobrzańskiego, a następnie grupa rtm. Bilińskiego. We wsi pozostali tylko ci, którzy postanowili zdjąć mundur i wrócić do domu. Opisując wyjazd swojej grupy Józef Bisping zarejestrował taki obraz: "… reszta pułku już w rozsypce pozostała za nami". Według por. Jerzego Sobieszczańskiego: "… pozostali żołnierze zakopali broń, oddali konie gospodarzom, założyli cywilne ubrania i rozeszli się do domów".

Więcej informacji na temat mjr. "Hubala" i jego oddziału można znaleźć na stronie www.majorhubal.pl.

Autor: ŁUKASZ KSYTA