Jego były „Czerwone maki…”

0
0
Fot. Bogumiła Żongołłowicz
W Australii Gwidon Borucki często był proszony o wykonanie najsłynniejszej polskiej pieśni z okresu II wojny światowej – nigdy nie odmawiał, nawet w późnym wieku

W Australii zmarł Gwidon Borucki (1912-2009), pierwszy wykonawca "Czerwonych maków na Monte Cassino".

Żołnierz armii generała Władysława Andersa, muzyk, piosenkarz i aktor "odszedł w ślad za swymi licznymi towarzyszami broni i wiernymi słuchaczami", jak napisał Andrzej Jaroszyński, ambasador RP w Australii w liście kondolencyjnym do wdowy. "Jego długie życie było wyrazem najszlachetniejszych wartości polskiego etosu: służbie Ojczyźnie, wierności ideałom wolnej Polski, krzewieniu sztuki ku pokrzepieniu serc tysiącom polskich żołnierzy w latach wojny i tysiącom tułaczy, którzy – tak jak On – wybrali walkę o wolną Polskę na obczyźnie".

Odszedł ostatniego dnia 2009 roku. Nie doczekał 98. urodzin. Śmierć przyszła nagle i zaskoczyła wielu, jako że artysta występował przed wierną publicznością niemal do końca. I niemal za każdym razem kończył swój występ Czerwonymi makami, których był pierwszym wykonawcą.

URODZIŁ SIĘ W KRAKOWIE 2 WRZEŚNIA 1912 ROKU, a wychował w Przemyślu, skąd pochodziła cała jego rodzina. Był najstarszym z trzech synów Maurycego i Czarny z Körnerów Gottlieb. W Przemyślu brał lekcje śpiewu i gry na fortepianie, tu kupił sobie pierwszy akordeon.

W 1932 roku podjął studia w Wyższej Szkole Handlu Zagranicznego we Lwowie. Na utrzymanie zarabiał śpiewając w popularnym lokalu rozrywkowym "Cyganeria" w Hotelu Krakowskim.

Dość szybko jednak pracą artystyczną związał się z Warszawą. W 1936 roku został zatrudniony w Café Club, mieszczącym się u zbiegu Alei Jerozolimskich i Nowego Światu, gdzie grała orkiestra Witkowskiego. Występował jako refrenista i artysta kabaretowy. Nagrywał dla Polskiego Radia. Po jednym z występów podszedł do niego Kazimierz Krukowski. Przyszedł w towarzystwie słowika Warszawy – Zofii Terné i ówczesnego dyrektora teatru Cyrulik Warszawski – Fryderyka Jarossy’ego, który zaproponował Gwidonowi pracę.

Z Cyrulikiem Gwidon Borucki był związany do wiosny 1939 roku. Występował w programach rewiowych i przedstawieniach, między innymi w komedii muzycznej Alfreda Longina Schütza Romans z urzędem skarbowym, w którym wystąpił obok Jadwigi Andrzejewskiej i Eugeniusza Bodo. Poznał wtedy takie sławy, jak Jerzy Jurandot, Marian Hemar i Ludwik Sempoliński – od tego ostatniego wiele się nauczył. Śpiewał w duecie z Zofią Terné, Leną Żelichowską i Heleną Kitajewicz.

Latem 1939 roku, podczas objazdowych występów, którymi Cyrulik Warszawski kończył swoje istnienie, w Zakopanem, poznał piękną dziewczynę, która w rok później została jego żoną. Jako że na wrzesień zaplanowana została premiera nowego teatru Jarossy’ego Figaro, wrócił do Warszawy. Do premiery już jednak nie doszło.

KIEDY WYBUCHŁA WOJNA, po wielu perypetiach przedostał się do Lwowa, gdzie zaczęli ściągać także inni artyści. Znalazło się dla niego miejsce w zespole Henryka Warsa. Konferansjerem był Bodo, a na śpiewaczkę przyjęto… znajomą z Zakopanego. Wymyślono dla niej sceniczny pseudonim – Renata Bogdańska. W Kijowie, podczas objazdu Rosji, baba w chuście na głowie za trzy ruble udzieliła im ślubu…

Na Uralu dowiedzieli się o wybuchu wojny niemiecko-rosyjskiej. Podczas pobytu w Taszkiencie zespół zaczął się rozpadać. Kiedy nadjechał teatr Ref-Rena, należący do kolei, przenieśli się z żoną do niego. Sypialnym wagonem, doczepianym do różnych pociągów, przemieszczali się z miejsca na miejsce. Zimą 1941 roku dotarli do Czkałowa, gdzie dowiedzieli się, że tworzy się armia Andersa. Wkrótce zostali wciągnięci w jej szeregi.

W Tocku przyłączono ich do 10. Dywizji Piechoty. W kwietniu 1942 roku wylądowali w Persji. Po drodze grali w Palestynie, Egipcie i Iraku. Pod koniec 1943 roku z Aleksandrii popłynęli "Batorym" do Włoch już jako 2. Korpus Polski 8. Armii Brytyjskiej. Z miasteczka Campobasso, gdzie zakwaterowano ich wojskowy teatr Polska Parada, docierali do żołnierzy w okopach i lazaretach.

PO BITWIE POD MONTE CASSINO dowódca wydał rozkaz, aby przygotować przedstawienie dla oddziału, który zatknął polską flagę na gruzach klasztoru. Ref-Ren siadł do maszyny i wystukał słowa. Alfred Schütz ułożył melodię.

"Zbudzili mnie w środku nocy, abym nauczył się nowej piosenki – wspominał Gwidon Borucki. – Nie pogrzebano jeszcze wszystkich poległych, gdy zaśpiewałem Czerwone maki po raz pierwszy. Początkowo ze wzruszenia nie mogłem wydobyć głosu, patrząc na zmęczone, ale radosne twarze naszych chłopaków (…) na maki czerwone rosnące dookoła, jakby wojny nie było (…) na jasny dzień, na przezroczyste, błękitne niebo bez chmur (…). Miałem łzy w oczach. Wszyscy bardzo wzruszeni…".

Gwidon Borucki śpiewa Czerwone maki na Monte Cassino dla żołnierzy 3. Dywizji Strzelców Karpackich. Cervano nad rzeką Predapio. Zdjęcie z albumu J.L. Englerta i K. Barbarskiego Generał Anders, London 1981, s. 80

Nie zdążył nauczyć się tekstu na pamięć. Korzystał z kartki, a koledzy z zespołu, którzy wraz z nim wykonywali refren, spoglądali na ogromny plakat ze słowami. Podobnie jak żołnierze z pierwszego rzędu widowni. "Czerwone maki były jedną z wielu piosenek stworzonych po drodze z Rosji do Włoch i we Włoszech. Nie uwierzyłbym, gdyby mi ktoś wtedy powiedział, że stanie się tym, czym się stała: hymnem zwycięstwa" – wspominał Borucki.

TO ZWYCIĘSTWO ŚWIĘTOWAŁ WRAZ Z INNYMI W FERMO, a po zakończeniu wojny zamieszkał w Londynie, dokąd ściągnął go jeden z jego młodszych braci. Pracował w BBC. Tu, w radiu BBC, pracowała dziewczyna, którą wcześniej spotkał w północnych Niemczech i z którą przypadli sobie do gustu. Teraz przypomniał sobie o niej…

Wcześniej rozstał się z Renatą Bogdańską, która w 1948 roku wyszła za generała Andersa i która w rok później wręczyła Ewie Boruckiej bransoletę, którą dostała od Gwidona w Palestynie. "To był prezent od Gidka dla żony – powiedziała – a więc powinna należeć do ciebie". Pozostali w przyjaźni przez resztę życia.

Koniec wojny nie oznaczał zakończenia pracy artystycznej Gwidona Boruckiego. Dopiero wówczas rozpoczęła się jego prawdziwa kariera.

ZAGRAŁ W PONAD CZTERDZIESTU FILMACH sensacyjnych, wojennych i komediowych, między innymi w Hotelu Sahara z Ivone de Carlo i Peterem Ustinovem, State Secret z Douglasem Fairbanksem oraz Colditz Story z Johnem Millsem i Christopherem Rhodesem. Wystąpił w rolach krupiera w kasynie w Monte Carlo, węgierskiego farmera, pilota, polskiego uchodźcy politycznego, holenderskiego biznesmena, belgijskiego marynarza, włoskiego policjanta, właściciela kafejki, zarządcy hotelu, rosyjskiego księcia, enkawudzisty, kelnera i właściciela sklepu z sukniami…

Wystąpił w wielu operetkach i komediach muzycznych. Szczytem jego kariery była główna rola w komedii muzycznej Grab Me a Gondola Jamesa Gilberta i Juliana More’a. Spektakl ten szedł w Londynie na West Endzie przez dwa lata.

W 1959 roku Gwidon Borucki został zaproszony do odegrania głównej roli w Grab Me a Gondola w Australii. Włoskiego księcia grał w Melbourne przez rok. W tym samym czasie podjął pracę w telewizji. Prowadził na kanale 7 swój program "Tea for Two".

KILKA MIESIĘCY POBYTU W AUSTRALII wystarczyło mu, aby zdecydować się osiąść tu na stałe. Ściągnął z Anglii żonę. W jakiś czas potem zakończył karierę artystyczną, aby zostać właścicielem agencji nieruchomości G. Lorraine & Co. Nie odsunął się jednak od środowiska polskiego w Melbourne. Przez 12 lat pełnił funkcję prezesa Polskiego Koła Kulturalnego. Organizował i wystawiał rewie i kabarety, w których sam brał udział. Były to między innymi: Dziura w moście (1962), Wolne żarty (1963), Mąż Fołtasiówny (1964).

Działał nieprzerwanie, do końca występując w domach opieki społecznej, klubach seniora, na uroczystościach prywatnych.

Za kilkudziesięcioletnią działalność artystyczną na emigracji Gwidon Borucki (pseudonim sceniczny Guido Lorraine) otrzymał wysokie odznaczenia od rządu polskiego w Londynie i od władz wolnej Rzeczypospolitej. Ostatnim wzruszającym wyróżnieniem był Złoty Liść Retro 2009 przyznany mu przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego za całokształt działalności propagującej twórczość 20-lecia międzywojennego poza granicami Polski.

Autor: BOGUMIŁA ŻONGOŁŁOWICZ