JWP Imaginacyja i jej brak w Czasie Ostatecznym

0
4

Że może to właśnie – śmiertelnie znużona „Wielką Podróżą przez siedem granic, pięć języków i trzy duże religie” intuicyjnie szukam jakiejś pomocy – będzie właściwy klucz do tej książki? A może raczej w tym momencie, ot tak, żeby przewietrzyć przyczadzoną głowę, policzyć, która to byłaby strona, gdyby strony tej książki były numerowane normalnie – od początku do końca, a nie na odwyrtkę. Potem można by użyć do numeracji na przykład liczb ujemnych. To by dopiero było machnięcie kotem za ogon. Przewrotność Czasów Ostatecznych w czystej postaci. Kabała, numerologia i liczby ujemne. Albo te, olśniewa mnie nagle, które mieszczą się między 1 a 2. Nie śmiem już wspomnieć o zerze… Niezła kabała byłaby w kabale. A może by tak z numeracji stron w ogóle usunąć ten chrześcijański z ducha obraz nicości.

Tak się zaczynam bawić i krotochwile sobie robić, bylebym nie musiała dalej brnąć we mgle Księgi mgły i co kilka stron wytrzepywać z butów piasek z Księgi piasku. Ciężko jest, zaprawdę, uwierzcie mi, umęczonej Księgą drogi czytać coś w Czasach Ostatecznych. Mało brakowało, a za urzędowe – z jakiejś powiedzmy państwowej instytucji do spraw książki – zwolnienie mnie z czytania Ksiąg Jakubowych, gotowa byłam obiecać, że już żadnej książki nigdy więcej do ręki nie wezmę. Krótko mówiąc, rozwlekłość Ksiąg Jakubowych Olgi Tokarczuk daje się mocno we znaki. Co więcej, autorka tego kuriozalnego dzieła w jakimś stopniu zdaje się mieć świadomość jego największej słabości. Spod pióra księdza Chmielowskiego wychodzą jej takie oto słowa: „Bo martwi mnie to, że jednak streszczanie czyichś poglądów nie do końca oddaje ich ducha, bo gubi się językowe nawyki autora, jego styl, nie streszcza się ani humoru, ani anegdoty. Więc takie kompilacje są tylko przybliżeniem, a gdy potem jeszcze kto streści streszczenie, to już naprawdę robią się z tego same fusy, i w ten sposób wiedza staje się jakby wyciśnięta. I nie wiem, czy to raczej wygniotki, jak te owoce z wina, z których już wyciągnięto wszelką essencyję, czy odwrotnie – aqua vitae, kiedy to destyluje się coś bardziej rozwodnionego, słabszego, sam spirytus samego ducha”.
Spirytus spirytusem, duch duchem, a jakie ksiądz Chmielowski robił destylaty, wszystkim wiadomo.

Destylat Olgi Tokarczuk z poglądów Jakuba Franka – które już w jego ustach były ledwie streszczeniem i koniunkturalną mieszanką istniejących doktryn religijnych – oddaje swego ducha wśród piętrzących się natrętnie przymiotników, peryfraz i kwiecistych metafor. A kiedy już autorce określeń brak, kiedy dostaje niebezpiecznej już dla własnego życia zadyszki, zawsze pomocnym okazuje się niezawodne „wszelakich” i „wszelakiego rodzaju”. Jako i „I tak to się toczy”, „Tak to właśnie jest”, „I tak to się kończy”.

I tak to się kończy. Zawsze. Przerost ambicji nad talentem. Nie wystarczy sam nośny temat – historia Jakuba Franka, osiemnastowiecznego hochsztaplera i awanturnika religijnego. Postać wyraźnie promowana dziś na bohatera naszych czasów (równie nieudany okazał się film o Franku Daas z 2011 roku debiutanta Adriana Panka, wysiedziałam w kinie do końca, mam nauczkę). Nie wystarczy smakowita oprawa graficzna, nawiązująca swym bogactwem do szaty graficznej Nowych Aten Benedykta Chmielowskiego, kiedy nie ma się pomysłu na sprawną narrację, kiedy szwankuje styl i wyobraźnia.

Proszę mi wierzyć. Potwierdzą to wszyscy moi znajomi i przyjaciele, że należę do osób, którym naprawdę ciężko przychodzi decyzja, żeby wyjść z kina w czasie seansu, i do tych czytelników, którzy łatwo się nie poddają. Jeżeli ktoś naprawdę „od deszczki do deszczki” przeczytał Księgi Jakubowe Olgi Tokarczuk, proszę o wiadomość. Osobiście prześlę mu wyrazy podziwu i współczucia.

Cóż, król jest na razie nagi. Materiał na nowe szaty Franka surowy. Pośpieszyła się autorka. Te tysiąc stron w takiej postaci, ten modny gruby buch aż prosi się o pisarską wizję, o choćby odrobinę lekkości i powietrza w zaduchu efektownych podziałów na księgi i intrygujących, chwytliwych podtytułów.

„Jaka piękna katastrofa” – kończy swoją recenzję z Ksiąg Jakubowych Leszek Bugajski w styczniowej Twórczości, nawiązując do historii Greka Zorby. Jeśli nie z książki Kazantzakisa, to na pewno z filmu Michalisa Kakojanisa pamiętamy te słowa i scenę, kiedy wali się wadliwie skonstruowana kolejka linowa. Hey, boss – mówi Anthony Quinn – how beatifull catastrophe – i po chwili obaj z Alanem Batesem zaczynają się szaleńczo śmiać. Ale nie każdemu przecież do śmiechu na widok nieszczęścia. Zwłaszcza jeśli nie musi uczyć się tańczyć od Greka Zorby…

Dodam tu jeszcze, że Księgi Jakubowe przeszły przez weryfikację aż dwóch konsultantów. Konsultantem historycznym był prof. Andrzej Link-Lenczowski, a konsultantem do spraw frankizmu dr Paweł Maciejko. Jaka szkoda, że na Księgi Jakubowe przed wydaniem nie popatrzył troskliwym okiem jakiś konsultant literacki…

Co zaś do kontrowersyjnej wypowiedzi Olgi Tokarczuk o Polakach jako kolonizatorach Kresów I Rzeczypospolitej, przytoczę jedynie odnośny fragment Ksiąg Jakubowych: „Biegun – tak mówią na tego zbiegłego chłopa o odmrożonej twarzy i czerwonych rękach. Duży, milczący, rysy twarzy ma zamazane, bo po odmrożeniu pozostały na niej blizny. Jego wielkie czerwone dłonie przypominają jakieś bulwy, chropawe i napuchłe. Budzą respekt. Jest silny jak tur i wyjątkowo łagodny. Śpi w oborze, przybudówce, której ściana jest ciepła, bo przylega do domu. Pracowity i sprytny, pracę wykonuje solidnie i z chłopskim pomysłem, powoli, ale dokładnie. To jego przywiązanie jest dziwne, co mu po Żydach, którymi jako chłop zapewne gardzi i których nienawidzi? To oni są przyczyną wielu jego chłopskich nieszczęść – dzierżawią pańskie dobra, rozpijają chłopów w karczmie, a gdy tylko który poczuje się trochę pewniej, już zachowuje się jak właściciel niewolników”.

Jeżeli zatem Polacy kolonizowali Kresy to… wspólnie z Żydami. Czyżby autorka po pierwszej (ostatniej) stronie swojej opowieści po prostu trochę zapomniała, co napisała – najprawdopodobniej własną przecież ręką – na stronie 782?

(Olga Tokarczuk Księgi Jakubowe, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014)

Autor: JADWIGA NOWAK