Kij na święte małpy

44

Kiedy czyta się "Strategie życia" Krzysztofa Zanussiego, przychodzi na myśl fragment ze "Sztuki pokoju" japońskiego twórcy stylu walki aikido Morihei Ueshiby: "Pozwól przeciwnikowi iść tam, gdzie chce – zmień mu drogę, jeśli tego pragnie, a potem pozwól mu upaść tam, gdzie chce".

Strategie życia, czyli jak zjeść ciastko i je mieć to autobiografia Krzysztofa Zanussiego w pytaniach i odpowiedziach. Materiały ze spotkań z młodzieżą, która, reżyser nie ma tu złudzeń, przeważnie nie zna jego filmów i nic o nim nie wie. Anegdoty zebrane z życia uczelnianego, z wykładów dla studentów, którzy żyją już rzeczywistością XXI wieku, nie znają wojny, głodu, politycznego terroru, smaku ideologicznego zniewolenia i, co tu dużo mówić, nierzadko nie mają pojęcia o historii, geografii, literaturze i sztuce – kilkadziesiąt lat zreformowanej edukacji zrobiło swoje. Oni urodzili się wolni, populistyczne róbta, co chceta ośmieliło ich do tej wolności, a opcja: cofnij w programach komputerowych pozwoliła nabrać przekonania, że w życiu może być przecież podobnie – jeśli zabrniemy w ślepy zaułek, co nam przeszkodzi po prostu odwrócić się na pięcie i wrócić do punktu wyjścia? Krótko mówiąc, książka stanowi zapis trudnej pokoleniowej rozmowy. Dialogu człowieka, który – z racji swojego dorobku życiowego i artystycznych dokonań – czuje się w obowiązku przekazać swoją wiedzę i doświadczenie, z młodymi, których stan umysłu został zaprogramowany na ultraliberalną, pragmatyczną postawę życiową. “Nie mogąc często argumentować pozytywnie – pisze Zanussi – (żeby uniknąć pomówień o religijną motywację) wypracowałem metodę rozumowania przez sprowadzanie do niedorzeczności”. Ale wykazanie młodym niedorzeczności ich postawy życiowej to przecież dopiero początek konstruktywnego dialogu. Tak czy inaczej trzeba w końcu przejść do sedna, do rozmowy o absolutnych wartościach, które zawsze będą się chronić w rejonach już boleśnie wyszydzonych i zdeprecjonowanych przez postmodernistyczne, neopragmatyczne filozofowanie, w najlepszym zaś przypadku w okolicach etycznego rozumowania pozbawionego metafizyki. W obszarze okaleczonej moralności wydanej na pastwę wszystkich możliwych ludzkich słabości, beż żadnego wsparcia, bez jakiegokolwiek zabezpieczenia przed zwątpieniem w sens ludzkiego życia. Podstawowa trudność w tym pokoleniowym dyskursie – jak w ogóle zwrócić uwagę młodych, zaindoktrynowanych wiarą w siłę pieniądza i konieczność szybkiego, choćby po trupach sukcesu, na niezbywalne i konieczne do życia ludzkie wartości, takie jak miłość, wierność, przyjaźń, rodzina. Jak wytłumaczyć im, nastawionym na karierę zawodową i szybkie bogacenie się co to znaczy kochać, być odpowiedzialnym za innych, być człowiekiem.

Rzecz to tym trudniejsza, że ten podstawowy konflikt pokoleniowy rozgrywa się w przestrzeni konfliktu o zasięgu światowym. Obecna wojna światowa, brutalna i nie całkiem przecież bezkrwawa, toczy się właśnie wewnątrz tak zwanego społeczeństwa rozwiniętego. Społeczeństwa stojącego coraz wyżej w rozwoju cywilizacyjnym – nigdy chyba ludziom nie było tak dobrze, zdobycze techniki i nauki nie służyły tak znacznej liczbie ludności, tak powszechnie jak dziś – które składa się, o ironio!, z coraz bardziej chamskich i prymitywnych jednostek. Zanussi stawia tu bezwzględną diagnozę: syte społeczeństwa są niekulturalne. Ich kultura to tania rozrywka. Sztuka to kicz i tandeta. Oto gust, który lansuje syta większość. Nie ma się co łudzić. Żyjemy w czasach, kiedy arystokratyzm ducha został wypchnięty na bokserski ring pod pięści plebejskiej rubaszności. Wszyscy byliśmy przecież świadkami wyjścia z szafy Wisławy Szymborskiej, która po Nagrodzie Nobla przyznała się do erotycznej fascynacji tężyzną fizyczną Andrzeja Gołoty, wszyscy możemy słuchać poezji nieżyjącego już Tadeusza Różewicza, która sięgnęła właśnie hiphopowego bruku. Pop kultura wkracza dziś śmiało na tereny dla niej jeszcze do niedawna niedostępne. Przesącza się wszystkimi możliwymi medialnymi kanałami i zawłaszcza przestrzeń przynależną niegdyś wyłącznie kulturze wysokiej. Elity, nie tak dawno jeszcze kulturalne, pokornie spuszczają głowę przed barbarzyńcami i niechętnie wracają do czasów, kiedy w kulturze ważne miejsce zajmowały kryteria estetyczne, kiedy dzieło sztuki miało skłaniać do refleksji nad dobrem, prawdą i pięknem.

Gorzkie to rozważania dla twórcy kina autorskiego. Jego osobiste doświadczenia ostatnich lat przekonały go o sile rażenia szerzącego się w kulturze prymitywizmu i chamstwa, o bezsilności duchowych autorytetów, artystów i ludzi pióra. Skarlały świat skarlałego człowieka. “Mam tutaj – wyrzuca z siebie Zanussi – poczucie pewnej nieodpowiedzialności humanistyki, która dopuściła do tego, żeby dla świętego spokoju niczego nie wartościować, bo jak coś będziemy wartościowali, to komuś będzie przykro”. Odejście od wartościowania w kulturze przekłada się proporcjonalnie na brak rozeznania w tym, co jest moralnie dobre, a co złe. Uderza w wartości najwyższe, które stanowią o wartości życia. “Człowieczeństwo – dopowiada Zanussi – jest pewną wartością, która stanowi kontinuum, to znaczy można być bardziej albo mniej człowiekiem. To «człowieczeństwo stopniowane» jest wyrazem poglądu, że wartość życia może być większa lub mniejsza. Jak jest bardzo mała, to można ją właściwie przekreślić. Można powiedzieć również, że czasem wartość życia jest zerowa. I wiadomo, że takie odczucia leżały u podłoża nazistowskiej eksterminacji”.

Książka Zanussiego, która w założeniu miała być przewodnikiem dla młodych umysłów po meandrach i pułapkach życia, jest jednak pełna goryczy i lęku. Autor słusznie obawia się, że niełatwa będzie droga jego rozważań do młodych czytelników. I nie chodzi tu tylko o brak pokoleniowego porozumienia czy nieskuteczną metodę argumentacji, problem w tym, że spośród krytyków i medialnych zarządców nikt nie pokwapi się, żeby przybliżyć tę książkę młodym. Nikt nie wyłoży jej na witrynie księgarskiej, nie pokaże jej na szklanym ekranie, nie zachęci do czytania. Cisza będzie nad tą książką, bo ona o wartościach, o człowieczeństwie, o arystokratyzmie ducha i dobrym guście, o konieczności dokonywania trudnych życiowych wyborów, pomaganiu sobie nawzajem, o wrażliwości społecznej – o wszystkim, co stanowi o jakości ludzkiego istnienia.

W tym momencie czas był, by sięgnąć już raczej po Sztukę wojny starożytnego chińskiego stratega Sun Tzi. Dziś adepci sztuki pokoju są, niestety, na przegranej pozycji. A jeśli jeszcze się łudzą, że pokojową argumentacją coś wskórają, niech za naukę posłuży im wspomnienie Zanussiego z podróży do Indii o składaniu ofiary w świątyni małp w Benares-Waranasi. Tam oprócz ofiarnego kosza owoców niezbędny jest porządny kij. Małpy są święte, pewnie, ale drapanie przez małpy już nie.

***
Krzysztof Zanussi, Strategie życia, czyli jak zjeść ciastko i je mieć, Wydawnictwo Poznańskie 2015

Autor: JADWIGA NOWAK