Liryka nieludzkiego świata Auschwitz

0
1
Fot. www.history.ucsb.edu
Wielu więźniów wybierało śmierć na drutach otaczających obóz Auschwitz-Birnkenau…

Zbliża się 65. rocznica wyzwolenia KL Auschwitz-Birkenau. Na temat obozu powstało wiele prac historycznych, antologie prozy i poezji. O tej ostatniej, powstającej w warunkach urągających ludzkiej godności, traktuje poniższy tekst.

Mroczny czas ma to do siebie, że człowiek wyraźnie i jasno postrzega swoją znikomość, przypadkowość, kruchość swej ludzkiej kondycji. A słowo jest potrzebne najbardziej właśnie w sytuacji zagrożenia. Czasem jeden cytat wystarczy, by być lepiej zrozumianym niż w długim wywodzie. Słowo umożliwia bezpośrednie reagowanie na zbrodnię, krzywdę i niesprawiedliwość. Właśnie tam – za drutami, za kratami, na wygnaniu, na zesłaniu – kultura czy sztuka, piękne słowo, były szczególnie potrzebne.

Twórczość obozowa, łagrowa, więzienna uświadamiała, że w najtrudniejszych nawet warunkach można i należy pozostać osobą ludzką, istotą twórczą, a nie skazanym na pogardę i zagładę przedmiotem. Poetyckie słowo budziło w człowieku jego podmiotowość i tożsamość, chroniło przed zagubieniem godności, podeptaniem człowieczeństwa. Wiersze pozwalały przetrwać – nie w znaczeniu biologicznym, ale psychologicznym – bowiem miały niezmierny wpływ na zachowanie szacunku dla samego siebie.

ODCZYTYWANA DZIŚ NA NOWO POEZJA OŚWIĘCIMSKA poszerza poznanie, wzbogaca świadomość nie tylko historyczną, uwrażliwia, buduje w nas zupełnie nowy świat doznań i przeżyć, a nade wszystko umożliwia osiągnięcie własnego "punktu widzenia" na wiele złożonych spraw, gdyż jak pisał Henryk Jasiczek (1919-1976):

Na świat można patrzeć przez
powiększające szkła zdumienia
pomniejszające szkła zwątpienia
przez palce przez łzy muzeum Oświęcimia.
[…] tysiące pustych okularówi przez
czarne niebieskie i różowe okulary

Liryka nieludzkiego świata Auschwitz, a także wiersze tworzone po Oświęcimiu, dają nam szansę poznania rzeczy nowych, takich, obok których przechodziło się dotychczas obojętnie, zarazem ukazują w niezwykłym świetle sprawy powszednie, a niedostrzegalne i niezrozumiałe.

Twórczość obozową należy traktować nie tylko jako wyjątkowy dokument minionych czasów, ale także w wymiarze psychologicznym. Piękno poetyckiego słowa miało w obozie walor psychoterapeutyczny, ponieważ twórczość ta była szczególnym mechanizmem obronnym, ocaleniem psychiki ludzkiej przed wewnętrznym zniewoleniem, a także czynnikiem obniżającym narastające napięcie emocjonalne. Literatura i sztuka w świecie załamujących się wartości budziły wiarę w człowieka i w ocalenie ludzkich ideałów. Trwanie orientacji aksjologicznych, w których dominował humanizm, dobro, sprawiedliwość, pomagało w tak ekstremalnych warunkach przeżyć i budziło wiarę lub nadzieję w przetrwanie.

Poeta Edmund Polak (1915-1980), były więzień Auschwitz i Buchenwaldu wyznał kiedyś: "Trzeba się było jakoś bronić przed otaczającą nas brutalnością, odczłowieczeniem, obojętnością […] beznadziejnością czekania na wszystko". Jakże trafnie opisała te "szare dni" poetka Brzezinki Zofia Grochowalska-Abramowicz (1902-1998), gdy "poprzez opuszczoną wieś […] obojętne na wskroś" maszerują "szare kolumny":

Teraz mamy oczy szklane,
na ich dnie niezapomniane
nieprzebolane
wszystkie straty,
wszystkie bóle
błędnym kole
poruszamy się jak w smole,
lepko… czarno…
duszno… parno…
jak spętani… jak spętani…

Marian Pankowski (ur. 1919), poeta i prozaik, który ocalał z Auschwitz, Gross-Rosen, Nordhausen i Bergen-Belsen, przekazał tę oto refleksję (Gazeta Krakowska nr 244, 1994 r.):

"W obozie w Oświęcimiu notowałem w pamięci wyrażenia. Mówiło się: ´na rozwałkęª, a ja szukałem rymu do: ´rozwałkaª – ´załkaª; nie, to banalne. To zauroczenie i obłąkanie polskim słowem nigdy mnie nie opuściło. W obozach koncentracyjnych czułem się też pisarzem, to pozwoliło mi się zdystansować do codziennego koszmaru. Siedziałem tam, jako ja – prawdziwy i ja – pisarz, obserwujący swoje zachowanie".

PISANO ZATEM DLA ODERWANIA MYŚLI od strasznej rzeczywistości i niepewnego jutra. Twórczość stawała się istotnym czynnikiem samoobrony, odwracała uwagę od koszmaru i grozy życia obozowego, od codziennych spraw pełnych lęku, smutku, cierpienia i śmierci, w stronę innego świata. Obóz, jak pisał nieznany poeta, to:

Drutami okolony skrawek świata,
Gdzie tylko ludzie numerami są[…]

a może obóz to universum zła, z własnym, pozornie absurdalnym, niezrozumiałym porządkiem, aksjologicznym i moralnym, a być może Auschwitz to anus mundi

W obozie oświęcimskim wiersze, poematy bądź pieśni tworzyli znani, uznani poeci, np.: Tadeusz Borowski (1922-1951), Jan Maria Gisges (1914-1983), Tadeusz Hołuj (1916-1985), Aleksander Marian Kubicki (1908-1972) czy Stanisław Wygodzki (1907-1992), ale także autorzy mniej znani: Włodzimierz Borkowski (ur. 1920), Monika Dombke (1920-2005), Andrzej Kamiński (1921-1985), Edward Marzec (1914-1962), Franciszek Stryj (1912-1985), Kazimierz Wójtowicz (1919-2006) czy Krystyna Żywulska (1914-1992).

W ciągłym zagrożeniu pisali z rozlicznych motywów – dla podtrzymania psychicznego współtowarzyszy obozowej niedoli i własnego ducha; dla zachowania przynajmniej wewnętrznej wolności; dla potwierdzenia człowieczeństwa. Literatura czasów pogardy stawała się w tamtych, tak trudnych latach, powiernikiem najgłębszych niepokojów, doznań i wrażeń, a zarazem źródłem wiary w ocalenie, ratując przed wewnętrznym załamaniem lub zwątpieniem.

LUDZIE PRZESIĄKNIĘCI CYWILIZACJĄ I KULTURĄ EUROPEJSKĄ zazwyczaj nie wytrzymywali upadku na samo "dno życia", wielu z nich wybierało śmierć – szło na druty otaczające obóz; po prostu nie byli w stanie żyć w warunkach totalnej deprywacji psychicznej:

Nagle trzask suchy ciemność przeszył
i z drutów zwisnął bezkształtny cień.
Nim inni przyszli – poszarzał dzień.
Nie żył […].
Numer mu skreślono w księdze.
Tyle było tysięcy – tyle przyjdzie tysięcy…

Edmund Polak, Na druty, 1943 r.

Zarazem twórczość w więzieniach hitlerowskich i obozach zagłady była przejawem buntu przeciw zniewoleniu, stanowiąc dowód, że i w najtrudniejszych chwilach życia duch ludzki nie da się ujarzmić oraz wznosi się ponad zbrodnię, nienawiść bądź zło. Mimo nieludzkich, niewolniczych warunków systemu obozowego twórczość, działalność artystyczna czy oświatowa rozwijały się w ukryciu. Właśnie twórczość umożliwiała zachowanie wewnętrznej wolności, a nawet dawała szansę rozwoju osobowości i samorealizacji. "Człowieka zlagrowanego" – dzięki działaniom twórczym – zastępował homo creator… Była to swoista akcja ruchu oporu zmierzająca do przeciwdziałania destrukcyjnym wpływom atmosfery obozu koncentracyjnego na psychikę więźnia, autentyczna obrona przed "odczłowieczeniem". Oprawcy mogli przecież zniszczyć ciało, lecz nie zdołali zabić duszy. Wiersze zapobiegały wypaleniu wewnętrznemu, duchowej pustce, nastrojom smutku, rozpaczy, a więc stawały się swoistym oczyszczeniem i rozładowaniem negatywnych odczuć, emocji i wzruszeń.

TWÓRCZOŚĆ OBOZOWĄ można też rozpatrywać w kategoriach ważnego mechanizmu obronnego, którego zadaniem było wypracowanie sfery wewnętrznej wolności, swoistego "rezerwatu psychicznego". Warunki nie pozwalały na ujawnianie myśli, pragnień, dążeń i marzeń. Do podstawowych cech życia obozowego należały – świadomość stałego zagrożenia, uniemożliwienie zaspokojenia podstawowych potrzeb biologicznych i psychicznych, ciągły głód, o którym pisała w Oświęcimiu poetka:

Boże, zlituj się nade mną
ześlij mi kawałek chleba!
Patrz – tak mało mi dziś trzeba
Boże,
byłeś Ty kiedy głodny?

Halina Nelken (1923-2009) Głód, 1944 r.

Poniżające tatuowanie numerem po przekroczeniu bram obozu i ciągłe apele poranne, wieczorne, w chłodzie i deszczu, pod rozpalonym niebem skwarnego lata, zagrożenie, lęk, ból, strach – to codzienność obozowa, która stawała się często motywem przewodnim poezji oświęcimskiej. Człowiek w obozie zagłady stawiał się bezimiennym numerem – bez przeszłości i przyszłości:

A jednak te numery nazwiska swe miały,
żyły, jadły normalnie, ba, nawet się śmiały…
Czy to kara, przekleństwo, czyśmy winni sami?
A może z nas też ludzie, tylko z numerami!

– pytał sam siebie w oświęcimskim obozie w maju 1941 roku Franciszek Stryj, a nieznana autorka dopowiadała w wierszu napisanym w Birkenau:
 

Apel, apel, apele[…]
Staliśmy na nich godzinami,
zmęczone, zziębnięte, okryte łachmanami,
w drewniakach przestępując z nogi na nogę[…].
Jedna po drugiej na ziemię się wali,
a komin jeden, drugi i dalsze
takie właśnie więźniarki pali.

WIERSZE TE BYĆ MOŻE NIE NOSZĄ ZNAMION UTWORÓW WYBITNYCH czy artystycznych, niemniej każdy z nich ma niewątpliwą historyczną wartość dokumentu, świadectwa nieludzkich zachowań w tych czasach pogardy i zła. Stanowić mogą swego rodzaju dowód zbrodni i najmocniejszy, choć subiektywny przekaz prawdy o Oświęcimiu. Tym bardziej, że czas minionych dekad daje jakże konieczny dystans.

Lirykę nieludzkiego wszechświata Auschwitz powinni studiować nie tylko ludzie pióra – poeci, prozaicy, krytycy literatury pięknej, ale także historycy, a nawet psycholodzy bądź psychiatrzy, którzy odnaleźć mogą np. kliniczny wręcz opis osobowości "muzułmanów", zespołu uogólnionego wyniszczenia biologicznego i wyczerpania psychicznych sił obronnych. To jeszcze żywe istoty, a już umarłe, wegetujące bez jakiejkolwiek woli życia, które nie posiadają już naw et instynktu samozachowawczego… O nich właśnie pisał w obozie oświęcimskim w 1942 r. Kazimierz Wójtowicz w utworze Muzułmanie:

Stoją pod blokiem skuleni, w bezruchu.
Głodni śmiertelnie, złamani na duchu.
Szkielet ich w zżółkłej, opuchłej powłoce
Zimnem wstrząsany, straszliwie dygoce.
A mgła wilgocią nasyca pasiaki […].
Muzułman martwy, półnagi, bosy
Spokojnie znosi pośmiertne ciosy –
Nie wstanie!

W tej jakże dramatycznej poezji odnaleźć możemy wstrząsające opisy "choroby drutów kolczastych", kończącej się niekiedy depresją lub samobójstwem; obrazy wprost wyjęte z malarstwa Hieronima Boscha. "Gdy wieczorem wychodziło się z bloku i widziało jęzor ognia nad kominem krematorium, jak się wiedziało, że ci Żydzi, którzy stali w południe między drutami elektrycznymi – tam właśnie poszli, a niebo było zaczadzone tą okrutną ziemią…" można było zwątpić nie tylko w człowieka, ale i w Boga; a być może nawet wykładnię Apokalipsy, gdy kruszą się w tych wierszach kolejne pieczęcie tajemnicy, a serca się łamią; pozostała w tej poezji jednak nadzieja, jak w wierszu Kazimierza Dąbrowskiego (1908-1944), napisanym w KL Auschwitz, którym pragnę zakończyć ten esej:

Przyjdą dni dobre, przyjdą na pewno.
Pokoju zrodzi się owoc,
Ludzie w Oświęcimiu wierzyć nie będą
Koszmarnym wierszy mych słowom.

Adam A. Zych jest emerytowanym profesorem Dolnośląskiej Szkoły Wyższej we Wrocławiu, autorem antologii poezji oświęcimskiej Na mojej ziemi był Oświęcim… (1987, 1993); Auschwitz Gedichte (edycja niemiecka 1993, 2001); The Auschwitz Poems (edycja angielska 1999). W 2000 r. został wyróżniony Medalem Miasta Oświęcimia

Autor: ADAM A. ZYCH