Nasz profesor

23

Wspomnienie o Wacławie Jędrzejewiczu (1893-1993) w 120. rocznicę urodzin

Dla każdego z nas, pracowników Instytutu Piłsudskiego, miał zawsze czas, radę, dobre słowo i uśmiech. Był naszym nauczycielem i wychowawcą.
Profesor Jędrzejewicz – współzałożyciel Instytutu Piłsudskiego w Ameryce – był żołnierzem, dyplomatą, politykiem, historykiem. Był oficerem Komendy Naczelnej Polskiej Organizacji Wojskowej i Pierwszej Brygady Legionów Józefa Piłsudskiego, uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku, attache wojskowym i charge d’affaires poselstwa RP w Tokio, wiceministrem skarbu i ministrem ds. wyznań religijnych i oświecenia publicznego, profesorem Wellesley i Ripon College (1948-1963) oraz autorem licznych prac z dziedziny najnowszej historii Polski.

Odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari nr 4944 (odznaczenie wręczył mu osobiście marszałek Józef Piłsudski 11 listopada 1921 r.), Krzyżem Niepodległości z Mieczami, czterokrotnie Krzyżem Walecznych, Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski (pośmiertnie – postanowieniem prezydenta Lecha Wałęsy 3 grudnia 1993 r.), Legią Honorową oraz orderami i odznaczeniami dwunastu innych krajów, jak np. estońskim Krzyżem Wolności. W 1993 r. przyznano mu Honorowe Obywatelstwo Stołecznego Królewskiego Miasta Krakowa. W 1992 prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Wałęsa nadał mu stopień generała brygady WP.
Lata pracy dla Instytutu Józefa Piłsudskiego, jak powiedział profesor w dniu swoich setnych urodzin, były najszczęśliwszym okresem jego powojennego życia. Instytut powstał 4 lipca 1943 r. Założyła go grupa znanych działaczy polonijnych oraz najbliższych współpracowników marszałka, którzy w wyniku działań wojennych znaleźli się w Stanach Zjednoczonych. Wśród nich byli ministrowie rządu II RP: Wacław Jędrzejewicz, Henryk Floyar-Rajchman i Ignacy Matuszewski.

W 1973 r. prof. Wacław Jędrzejewicz tak wspominał dzień, w którym powstał Instytut: “Była to niedziela, 4 lipca 1943 roku. Wróciłem po nocnej pracy w fabryce na Lafayette Street, a wówczas pracowano długo – 6 dni w tygodniu po 11 godzin oczywiście z ładnym over-timem. Była pewnie 6. rano, gdy myjąc się, słuchałem radia. Właśnie doniesiono o śmierci gen. Sikorskiego w Gibraltarze. Zaraz zatelefonowałem do Matuszewskiego i obudziłem go. Wiadomość ta, tak ważna z politycznego punktu widzenia, wstrząsnęła nami wszystkimi. Tegoż dnia w hotelu George Washington na East 23-ej ulicy odbywał się walny zjazd antysowieckiej organizacji politycznej pod nazwą Komitet Narodowy Amerykanów Polskiego Pochodzenia (KNAPP) założonej przez nas uchodźców, wspólnie z naszymi przyjaciółmi z dawnej Polonii. Korzystając z przyjazdu szeregu wybitnych polonijnych działaczy niepodległościowych postanowiliśmy zrealizować plan, od dawna nas nurtujący, powołania do życia Instytutu Józefa Piłsudskiego poświęconego badaniu najnowszej historii Polski. Instytut o takiej nazwie istniał przed wojną w Warszawie”.

Wacław Jędrzejewicz wspomina dalej: “Powołano mnie na dyrektora Instytutu. Wkrótce rzuciłem fabrykę i całkowicie poświęciłem się Instytutowi. Pamiętam mój pierwszy dzień pracy. Duży pokój, biurko i wielki stół, ofiarowane przez Węgrzynka. Wszystko puste, ani jednej książki, ani jednego dokumentu”.
Obecnie, po prawie 70 latach istnienia, Instytut posiada jeden z największych polskich zbiorów archiwalnych poza granicami Polski (ponad półtora milionów stron dokumentów). Znajdują się tu również biblioteka (ponad 20 tysięcy książek), obrazy polskich mistrzów, odznaczenia, zbiory numizmatyczne, filatelistyczne i inne pamiątki muzealne.
Profesora poznałam w lutym 1979 r., kiedy przyleciałam z Polski podążając za mężem Janem Kapuścińskim, który musiał wyjechać z kraju za walkę z komuną. Nie znałam języka, nie miałam perspektywy pracy i byłam trochę przerażona Ameryką. Na drugi dzień po przyjeździe mąż polecił mi zgłosić się do Instytutu Piłsudskiego, aby zostać tam wolontariuszką. Gdy przekroczyłam próg Instytutu, znalazłam się nagle jakby w przedwojennej Polsce. Powitali mnie pracownicy – wszyscy wolontariusze, a najmłodsza osoba w wieku mojej mamy – przedwojenni dyplomaci, członkowie rządu, wojskowi. Średnia wieku powyżej siedemdziesiątki. Zostałam bardzo ciepło przyjęta. Od pierwszego dnia wiedziałam, że będzie mi dobrze z tymi ludźmi, którzy walczyli o Polskę niepodległą i nie przestali dla takiej Polski pracować. I to im i profesorowi Jędrzejewiczowi zawdzięczam niezapomniane dobre pierwsze lata pobytu w Ameryce.

Najważniejszą osobą w Instytucie był profesor – przewodnik dla wszystkich – szanowany, czarujący i bardzo lubiany człowiek, najważniejszy autorytet w sprawach historii, polityki, a także ludzkich.
Ważnymi i niezapomnianymi wydarzeniami w latach 80. były codzienne lunche organizowane z różnych okazji i bez okazji. Klara Karpińska, była aktorka, przygotowywała kawę i nakrywała stół, który ciągle stoi w naszej galerii i przy którym ciągle odbywają się spotkania, ale tylko przy specjalnych okazjach. Wszyscy obecni w tym dniu w Instytucie – pracownicy, goście, stypendyści, badacze – zasiadali do stołu, wyciągali swoje kanapki i zaczynały się rozmowy, wspomnienia, dyskusje. Najciekawsze były opowiadania profesora – o jego przygodach, wydarzeniach okresu międzywojennego, o marszałku Piłsudskim. Dużo miejsca zajmowały pogawędki o jego ulubionym kocie. Szkoda, że nikomu nie przyszło do głowy, aby je nagrywać.

Pamiętam jego opowiadanie przy stole w 1989 r., a potem zapisane w jego wspomnieniach: “Rok 1934-35 – jako minister oświaty zaproszony do Wilna na wielki Zlot Harcerstwa. Po defiladzie msza św. przy Ostrej Bramie. Wreszcie księża weszli przed ołtarz i rozpoczęła się msza. Siedzę na fotelu i nagle podniosła mi się w oczach jakaś zasłona i ujrzałem siebie idącego przez tą samą Ostrą Bramę, po tych samych kamieniach w bieliźnie, boso, otoczony trzema kozakami, konno (było to w 1919 r.). Przypomniała mi się nędza mego ówczesnego położenia, w zdawało się beznadziejnej sytuacji, a tu dziś jestem w tym samym miejscu jako przedstawiciel Polski. Niezapomniane to dla mnie przeżycie – obraz upadku i zmartwychwstania. To mi pozostało na całe życie, a bardzo piękny obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej wisi w mym mieszkaniu w Nowym Jorku”.

Ważnym wydarzeniem w historii Instytutu były wykłady z najnowszej historii Polski prowadzone przez profesora.
W latach 1981-1982 w okresie Solidarności i stanu wojennego w Polsce przybywała do Nowego Jorku ogromna liczba młodych emigrantów z Polski. Była to generacja, która w szkole uczyła się zafałszowanej historii Polski, a w podręcznikach nie było wolno nawet o marszałku Józefie Piłsudskim wspominać.
Zwróciliśmy się więc z prośbą do prof. Jędrzejewicza, aby wygłosił serię wykładów z historii okresu dwudziestolecia i opowiedział o marszałku Piłsudskim. Był przecież świadkiem ważnych wydarzeń w Polsce, obejmował wysokie stanowiska wojskowe i rządowe, należał do osób z najbliższego kręgu zaufanych Józefa Piłsudskiego.

Profesor zgodził się z entuzjazmem, a zarząd Instytutu pomysł zaaprobował. I tak od kwietnia 1981 r. rozpoczęły się w Instytucie wykłady, na które przychodzili “młodzi” spragnieni prawdziwej wiedzy historycznej. Po każdym wykładzie Piotr Naimski, założyciel Komitetu Obrony Robotników, referował najnowsze wiadomości z Polski. Wykłady te były nagrywane na taśmach magnetofonowych, następnie wolontariusze spisywali je na maszynie. Tak powstał skrypt Rola Józefa Piłsudskiego w odbudowie i umacnianiu państwa polskiego.

Wśród słuchaczy wykładów byli działacze Solidarności i opozycji polskiej, jak Irena Lasota, Jakub Karpiński czy dr Jan Kapuściński. W spotkaniach tych brali udział m.in.: Mirosław Domińczyk, dr John Micgiel (obecnie profesor na Columbia University), dr Marek Zieliński z żoną Joanną, dr Jerzy Thieme z żoną Moniką, Danuta i Andrzej Ciskowie, dr Czesław Karkowski, dr Tomasz Księżyk, dr Janusz Jachowicz z żoną Igą. Utworzyła się żywo działająca grupa dyskusyjna, której celem była aktywizacja działań dla budowania przyszłości Instytutu opartej na ideach niepodległościowych Marszałka Piłsudskiego. Niektórzy z tej grupy przez krótsze i dłuższe okresy byli członkami rady Instytutu i dzięki temu, jak mówiono, Instytut żył i się odmłodził.

O swoich wykładach prof. Wacław Jędrzejewicz pisał w liście z dnia 28 maja 1981 r. do Wandy Piłsudskiej, córki Marszałka: “I my wciągamy «młodych» do Instytutu. Ostatnio od paru miesięcy wprowadziliśmy swobodne wykłady z najnowszej historii Polski dla przyjezdnych młodych z Kraju. Ja padłem ofiarą tej inicjatywy, która rozwija się znakomicie. Raz na miesiąc mam swobodną pogawędkę na dany okres, ilustrowaną dokumentami naszego Instytutu, poczem zaczyna się dyskusja. Proszę mi wierzyć, że od czasów moich studenckich nigdy nie słyszałem tak ciekawych zapytań i dyskusji. Trwa to bardzo długo, około trzech godzin ku wielkiemu zainteresowaniu słuchaczy i nas. W rezultacie mamy szereg nowych członków i chętnych do pracy w Instytucie… w godzinach wieczornych, bo w dzień sami pracują”.

Lata biegły. My byliśmy coraz starsi, a profesor taki sam – ciągle młody. Trudno było pomyśleć, że dochodzi do 90-tki. Przyjeżdżał codziennie kolejką z Queensu. Chodził prężnym, młodzieńczym krokiem. Wspinał się po drabinie, aby wziąć z półki książkę czy czasopismo i nie pozwalał sobie pomóc. Przyjmował kolejki interesantów, pisał listy, publikacje, książki, prowadził prace doktorskie. Bardzo lubił Gwiazdkę w Instytucie, w czasie której był duszą towarzystwa.

Kochaliśmy go i szanowaliśmy. Każdy z nas chciał być godnym pochwały profesora – pracowaliśmy jak mogliśmy najlepiej dla Instytutu, ale jednocześnie dla niego – bo Instytut dla profesora był najważniejszy.
Okrągłe rocznice obchodzone były hucznie. W grudniu 1982 r., blisko 90. rocznicy urodzin podczas uroczystości w Fundacji Kościuszkowskiej, związanej z promocją jego książki Piłsudski – A life for Poland profesor powiedział: “A życie miałem wspaniałe. Wszystkie własne błędy, omyłki, niedociągnięcia, których było tak wiele, wszystkie ciężkie chwile w więzieniach – niemieckim i bolszewickim – i inne biedy pokrywają się mgłą zapomnienia wobec faktu służby w bitwach, w polu czy podziemiu, czy na wysokich urzędach, zawsze pod znakiem Józefa Piłsudskiego. Odczucie tego i zrozumienie daje mi prawdziwe szczęście. A co do końca życia? Tu muszę przytoczyć słowa kaprala Szczapy z I Brygady: «Jestem żołnierz Piłsudskiego i śmierci na mnie nie ma»”.

99-lecie i 100-lecie urodzin były już obchodzone w domu jego córki Ewy Beck w Cheshire Connecticut. Zmarł 30 listopada 1993 roku. A my często go wspominamy i radzimy się przy podejmowaniu ważnych decyzji. Profesor Jędrzejewicz ciągle jest wśród nas.

Autor: MAGDA KAPUŚCIŃSKA