Oddział Podróży do Nieba

0
0
Zdjęcia – z archiwum Ewy Kopicz-Kamińskiej
Doktor Józef Kopicz w otoczeniu współpracowników, Kocborowo, grudzień 1936 r.

Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością.
Przeto nigdy nie pytaj, komu bije dzwon; bije on tobie.
                                                        John Donne, motto powieści Ernesta Hemingwaya

Cechą rozwiniętych społeczeństw jest humanitaryzm. Słabych, chorych, upośledzonych otacza się troską i opieką, pomaga przetrwać trudne chwile i nie liczy się kosztów ich utrzymania. Dlatego trudno nam zrozumieć, jak w XX wieku mogła powstać tak zbrodnicza machina, która doprowadziła do eksterminacji pacjentów szpitali psychiatrycznych.

Po I wojnie światowej zaczęto prowadzić w Niemczech rozważania medyczno-filozoficzne na temat podejścia do ludzi upośledzonych umysłowo. Tę głośną dyskusję zapoczątkowała praca znanego prawnika Karla Bindinga i lekarza psychiatry Alfreda E. Hochego Wydanie zniszczeniu istot niewartych życia, która ukazała się drukiem w Lipsku w 1920 roku. Autorzy rozprawy jasno wypowiedzieli krążące w środowisku niemieckich prawników i psychiatrów poglądy o bezwartościowości ludzi chorych psychicznie, będących tylko "pustą ludzką skorupą" i stanowiących zbędne obciążenie dla wyniszczonego wojną społeczeństwa. Nawoływali do porzucenia niepotrzebnego humanitaryzmu na rzecz wyższej racji państwowej. W 1928 roku w Szwajcarii, a w 1933 roku w Niemczech wprowadzono przepisy prawne, które zezwalały na masową sterylizację pacjentów z zaburzeniami psychicznymi. Eugenika (selektywne rozmnażanie w celu udoskonalenia gatunku) znalazła też zwolenników w Polsce, jednak wśród psychiatrów nie był to ruch większościowy i ustawy sterylizacyjnej nie uchwalono.

TAKIE PODEJŚCIE DO "OPIEKI" nad osobami upośledzonymi przerodziło się w Niemczech w plan masowej zagłady pacjentów szpitali psychiatrycznych, tzw. program eutanazji. Pod koniec października 1939 roku Adolf Hitler podpisał z datą wsteczną – 1 września – rozporządzenie sankcjonujące wejście w życie tego programu. Określano go kryptonimem Akcja T4, od miejsca siedziby kierownictwa w Berlinie – Tiergartenstrasse 4. W akcji wzięło udział wielu niemieckich lekarzy psychiatrów, neurologów i pediatrów.

Opracowanie nowych technologii zabijania ludzi wymagało wielu prób i zdobycia doświadczenia. Poligonem stały się więc szpitale psychiatryczne na terenach okupowanych, gdzie m.in. zastosowano po raz pierwszy komory gazowe.

Na samym początku wojny zadanie opróżnienia zakładów psychiatrycznych na Pomorzu otrzymał SS-Obersturmführer Kurt Eimann. Zorganizowanie akcji powierzono Erichowi Grossmannowi, pełnomocnikowi do spraw służby zdrowia gdańskiego gauleitera Alberta Forstera. Już w pierwszych dniach września Grossmann zwizytował słynny zakład dla chorych psychicznie w Kocborowie i wydał rozporządzenie o zmianie zarządu, ustanawiając nowym dyrektorem Waldemara Schimansky’ego vel Siemensa. Niedługo potem rozlokowano tu oddziały SS. Na ścianach zawisły napisy "Tutaj mówi się tylko po niemiecku". W ramach akcji germanizacyjnej spalono część cennych zbiorów bibliotecznych.

KOCBOROWO OBECNIE JEST DZIELNICĄ STAROGARDU GDAŃSKIEGO. Przed wojną była to odrębna miejscowość, w której pod koniec XIX wieku powstał ośrodek zbudowany na wzór pruskiej sieci zakładów psychiatrycznych. Zajmował powierzchnię 19 hektarów, a do tego dochodziło 26 ha zabytkowego parku. Na owe czasy był to bardzo nowoczesny zakład, praktycznie samowystarczalny.

W 1920 roku funkcję dyrektora zakładu w Kocborowie powierzono doktorowi medycyny Stanisławowi Kryzanowi. Za jego dyrekcji ośrodek bardzo się rozwinął. Zatrudnieni zostali specjaliści mający możliwość prowadzenia badań, kształcenia i ciągłego rozwoju. Średni personel medyczny wysyłano na kursy szkoleniowe. Organizowano zjazdy psychiatryczne i konferencje. Lekarze mieli do dyspozycji jeden z największych w Polsce zbiorów fachowej literatury medycznej, kompletowany od końca XIX wieku.

W 1933 roku dyrektor Kryzan zatrudnił jako swojego zastępcę doktora Kopicza – specjalistę zafascynowanego psychiatrią. Urodzony 31 stycznia 1902 roku Józef Marceli Kopicz dzieciństwo spędził w Lidzbarku Welskim, pięknym pomorskim miasteczku położonym nad rzeką Wel i jeziorem Lidzbarskim. Już jako nastolatek w latach 1918-19 należał do Straży Ludowej w Brodnicy – organizacji wojskowej na Pomorzu. Na terenie byłej Kongresówki polskie wojsko dopiero powstawało, praca takich organizacji była więc bardzo ważna. Polegała na dostarczaniu armii wszelkiego rodzaju broni i sprzętu oraz przeprowadzaniu ochotników przez granicę. Działalność ta trwała do 1920 roku, kiedy to Brodnica została włączona do macierzy.

JÓZEF KOPICZ UKOŃCZYŁ STUDIA MEDYCZNE na Uniwersytecie w Poznaniu. Dyplom odebrał w grudniu 1925 roku z rąk profesora Antoniego Jurasza. Do 1928 roku pracował jako lekarz domowy. Już wtedy interesowali go pacjenci z zaburzeniami psychicznymi. Wracając z pracy, dzielił się z żoną Haliną swoimi spostrzeżeniami na temat psychiki człowieka i związanych z nią chorób. Chętnie więc przyjął propozycję starosty pomorskiego podjęcia pracy w niedużym oddziale psychiatrycznym w Wejherowie. Po likwidacji szpitala objął stanowisko prymariusza w Kocborowie. Wraz z rodziną zamieszkał w prawym skrzydle głównego budynku szpitalnego z gabinetami dyrektorów, pokojami administracji oraz biblioteką. Lewe skrzydło było domem dyrektora Kryzana. Kompleks administracyjny otaczał park, część mieszkalna, z wieżyczką i werandą, tonęła w zieleni, a pod okna podchodziły sarny. Dr Kopicz oprócz pełnienia funkcji dyrektora do spraw medycznych pracował też na oddziałach VII i XIX. Ewa Kopicz-Kamińska, także lekarz psychiatra, na podstawie publikacji ocenia, że jej ojciec zajmował się psychozami z kręgu schizofrenii oraz psychozami o podłożu zaburzeń somatycznych (np. poporodowymi).

TUŻ PRZED WYBUCHEM WOJNY, w sierpniu 1939 roku Halina Kopicz wraz z dziećmi pojechała na wakacje do Kamiennej Góry. Nie przyszło jej wówczas do głowy, że opuszcza dom na zawsze. Dr Kopicz zgłosił się do wojska w ramach mobilizacji, nie został jednak wcielony do polskiej armii, dołączył więc do rodziny. Uciekali na wschód, ale w wyniku niemieckich działań w połowie września znaleźli się we Wrocławiu. Stamtąd pojechali do rodziny Haliny do Wolsztyna koło Poznania. W tym czasie nowa dyrekcja zakładu w Kocborowie wydała rozporządzenie wzywające Polaków przebywających poza terenem szpitala, aby zgłosili się do pracy w terminie do 15 października.

Józef Kopicz postanowił wrócić do Kocborowa mimo próśb i łez żony. Uważał, że miejsce lekarza jest przy chorych. Mówił, że nic złego nie zrobił, więc nie ma czego się obawiać. W sobotę 15 października na dworcu w Starogardzie spotkał urzędnika, który go ostrzegał, że SS na niego czeka. Jednak doktor zlekceważył ostrzeżenie. Zgłosił się do biura zakładu, skąd skierowano go na pierwsze piętro do SS-Obersturmführera Karla Braunschweiga. Widziano go dwa dni później, gdy wraz z inspektorem Franciszkiem Dunajskim i pielęgniarzem Józefem Tochą prowadzony był pod eskortą SS w kierunku Starogardu.

Po jakimś czasie, zaniepokojona brakiem wieści od męża, do Kocborowa przyjechała Halina. Nikt jednak nie umiał powiedzieć, co się z nim stało. Pojechała więc do więzienia w Starogardzie. Ówczesny pracownik kancelarii więziennej Marcin Żychski zdradził jej, że w depozycie znajdują się obrączka i zegarek dr. Kopicza. Wtedy uświadomiła sobie, że mogło stać się najgorsze.

NIE WIADOMO, JAK WYGLĄDAŁY OSTATNIE CHWILE ŻYCIA DOKTORA Kopicza i przed jakimi stawał dylematami. Tę niekompletną układankę można złożyć jedynie z materiałów archiwalnych, które zostały zawarte w powojennych publikacjach oraz relacji nielicznych świadków.

Po zgłoszeniu się do szpitala w Kocborowie dr Kopicz został aresztowany. Pretekstem do zatrzymania był fakt, że kiedy w sierpniu 1939 roku dyrektor Kryzan przebywał na urlopie, zastępujący go doktor Kopicz podpisał się pod odezwą Polskiego Związku Zachodniego, nawołującego do bojkotu niemieckich sklepów. Przez dobę trzymano go w budynku dyrekcji i poddawano torturom. Wieszano za ręce związane z tyłu na haku wbitym w ścianę i bito pasami koalicyjnymi zakończonymi karabińczykami. Kiedy torturowany tracił przytomność, cucono go, oblewając wodą.

Z więzienia w Starogardzie przewieziono doktora Kopicza, Franciszka Dunajskiego i Józefa Tochę do Lasu Szpęgawskiego, gdzie w nocy z 18 na 19 października wszyscy zostali zamordowani wraz z kolejnym transportem pacjentów.

Mniej więcej miesiąc później dwaj bracia Drewsowie, Edmund i Maksymilian spotkali w jednej z restauracji w Starogardzie pijanego SS-mana Kutowskiego, który był przy egzekucji dr. Kopicza. Od niego dowiedzieli się, że lekarz stał nad grobem spokojnie, z rękami skrzyżowanymi na piersiach. Po wojnie jeden z pacjentów, któremu udało się uciec, opowiadał Halinie Kopicz, że doktor nie próbował ucieczki, został ze swoimi pacjentami do końca.

Jego zegarek sprzedano na publicznej licytacji w Starogardzie. Podczas ekshumacji w 1950 r. Halina Kopicz rozpoznała charakterystyczną oprawkę okularów należących do jej męża.

GDY JÓZEF KOPICZ ZGŁASZAŁ SIĘ W KOCBOROWIE do pracy, nie wiedział, że trwa akcja "oczyszczania" szpitala i wielu pacjentów leży już w masowych grobach w Lesie Szpęgawskim. Niemcy nie afiszowali się z tym, gdzie i po co wywożą chorych, zacierali ślady swoich działań, mordowanie nazywali ewakuacją. Pierwsza taka "ewakuacja" miała miejsce w Lesie Szpęgawskim 22 września 1939 roku. Do kopania dołów zostali zatrudnieni okoliczni chłopi. Wybrano osłoniętą, niewidoczną z daleka polankę.

Oddział zajmujący się egzekucjami pacjentów z Kocborowa nazwano eufemistycznie Himmelfahrtskommando, czyli oddział podróży do nieba. Niemcy podczas wykonywania egzekucji z reguły byli pijani, często w przeddzień urządzali całonocne libacje przy dźwiękach szpitalnej orkiestry. Jak wspominała potem jedna z pielęgniarek, wracając z lasu SS-mani mieli ubrudzone krwią ręce, twarze, mundury i wcale się z tym nie kryli. Spokojnie jedli w kantynie, przechwalając się, kto ilu zabił, kto im uciekł itd. Pacjentów nie informowano, co ich czeka, ale czuli, że coś złego się dzieje. Nie wszyscy pensjonariusze byli "nieobecni", część z nich cierpiała na choroby okresowe, uleczalne. Akcja trwała do 31 stycznia 1940 roku. Od września do stycznia wymordowano 1686 chorych.

W LATACH 1940-1945 TRWAŁA REALIZACJA AKCJI T4. Zakład w Kocborowie pełnił funkcję placówki pseudonaukowej eksterminacji nie tylko ludzi upośledzonych umysłowo, ale i kalekich, przywożonych też z innych ośrodków. Oblicza się, że podczas wojny zginęło tu ok. 5000 chorych. Ciała pacjentów sprzedawano także Instytutowi Anatomii z Gdańska, profesorowi Rudolfowi Spannerowi uwiecznionemu w Medalionach Zofii Nałkowskiej.

Po wojnie jedna z ulic Starogardu Gdańskiego została nazwana imieniem doktora Józefa Kopicza. Jego nazwisko widnieje na pamiątkowej tablicy w szpitalu. Był jedynym lekarzem wśród zamordowanych pracowników szpitala.

Córka doktora nie wyobrażała sobie, że mogłaby mieć inny zawód niż lekarz psychiatra. Podczas studiów i po studiach pracowała w zakładzie w Kocborowie, który jako Szpital dla Nerwowo i Psychicznie Chorych im. Stanisława Kryzana działa do dziś. Dr Ewa Kopicz-Kamińska od wielu lat zajmuje się problemami związanymi z AIDS. Mimo wieku emerytalnego, nadal jest aktywna zawodowo.

– Nie pamiętam twarzy ojca – mówi – tylko jego głos, zapach i wieczne pióro w kieszeni marynarki.

MATKĘ DOKTORA KOPICZA a moją prababcię Agnieszkę z Danielewiczów poznałam, gdy byłam w szkole podstawowej. Miała wtedy ponad 90 lat i mieszkała w Lidzbarku Welskim. Władała biegle kilkoma językami. Mówiła, że czyta prasę przesyłaną przez rodzinę z Londynu, żeby dowiedzieć się prawdy o tym, co dzieje się na świecie.

Wciąż widzę jej uśmiech i twarz okoloną białymi lokami. Zapamiętałam ją jako ciepłą i serdeczną. Nie miałam wtedy pojęcia, ile bólu mogą kryć jej głębokie oczy. Straciła przecież dwoje dzieci, syna Józefa, w domu zwanego Juchem i przedwcześnie zmarłą córkę Annę Sokołowską, moją babcię, której nigdy nie poznałam.

Źródła

Tadeusz Nasierowski, Zagłada osób z zaburzeniami psychicznymi w okupowanej Polsce. Początek ludobójstwa, Neriton, Warszawa 2008;
Zagłada chorych psychicznie w Polsce 1939-1945, praca zbiorowa pod red. Zdzisława Jaroszewskiego, PWN, Warszawa 1993;
Józef Milewski, Stulecie szpitala w Kocborowie, Starogard Gdański 1995;
Krystyna Szwentnerowa, Zbrodnia na Via Mercatorum, Wydawnictwo Morskie, Gdynia 1958;
Agata Gut, Eutanazja – ukryte ludobójstwo pacjentów szpitali psychiatrycznych w Kraju Warty i na Pomorzu w latach 1939-1945, strona internetowa Instytutu Pamięci Narodowej;
Wspomnienia doktor Ewy Kopicz-Kamińskiej.

Autor: JOANNA SOKOŁOWSKA-GWIZDKA