Powrót do krainy dzieciństwa

11

Z początkiem grudnia sztuka ustępuje zwykle w Nowym Jorku miejsca dekoratorstwu, a historia – tradycji.

Sezon świąteczny rządzi się swoją własną estetyką, której zasad usiłują się trzymać nie tylko projektanci wystaw sklepowych i ulicznych dekoracji, ale także kuratorzy muzealni.

W każdym większym i mniejszym nowojorskim muzeum pojawia się więc choinka, a w niektórych także wystawy – nazwijmy to – okolicznościowe, których głównym zadaniem jest podtrzymywanie gwiazdkowego nastroju.

W tym roku jednak z okazji, jaką stanowią winter holidays, skorzystała zaledwie jedna z ponad stu nowojorskich placówek wystawienniczych – The New York Historical Society.

Choć w nazwie ma „towarzystwo historyczne”, NYHS jest przede wszystkim muzeum artystycznym, ze zbiorami liczącymi ponad półtora miliona eksponatów, dodatkowo posiadającym też ogromny zasób archiwaliów i wielką bibliotekę, złożoną głównie z publikacji dotyczących dziejów Nowego Jorku.

Jednak – po części dlatego, że jest to muzeum koncentrujące się wyłącznie na historii miasta, a być może także ze względu na niefortunne skojarzenia z zakurzonymi papierami i szkieletami w starych szafach – popularność NYHS jest daleko mniejsza niż – na przykład – MoMA czy Guggenheim Museum, choć jest to przecież najstarsze z muzeum w Nowym Jorku. Powstało w 1804 roku, a więc niemal 70 lat wcześniej niż – następne w chronologicznej kolejności – Metropolitan Museum!

Od 1908 zbiory NYHS mieszczą się w prestiżowej lokalizacji przy Central Parku, w gmachu, który sam w sobie też jest już obiektem zabytkowym, zaprojektowanym przez zespół architektoniczny York&Sawyer w specyficznej, nowojorskiej wersji stylu neoromańskiego. Teraz, po gruntownym remoncie trwającym od 2011 roku, w już udostępnionej części tego reprezentacyjnego „pałacu miejskiego” mieści się wyjątkowo stylowa biblioteka, kilka sal przeznaczonych na wystawy czasowe, nowoczesne, interaktywne children’s museum oraz sala widowiskowo-kinowa, gdzie wszyscy zwiedzający mogą obejrzeć filmową prezentację dziejów Nowego Jorku.

Gmach muzeum, z westybulem wyłożonym marmurami, spektakularną klatką schodową, witrażami, kryształowymi żyrandolami i woskowanymi parkietami, także po remoncie zachował charakter i klimat eleganckiej rezydencji typowej dla Manhattanu minionego stulecia. Jeśli więc szukać świątecznego nastroju w wersji łączącej amerykańską tradycję z nowojorskim genius loci, to najlepiej właśnie tutaj. Zwłaszcza w tym roku. Przez cały grudzień będą tu bowiem – obok innych ciekawych ekspozycji – prezentowane aż dwie wystawy odnoszące się, przynajmniej pośrednio, do atmosfery świąt.

Pierwsza z nich to ekspozycja Holiday Express: Toys and Trains from the Jerni Collection, prezentująca kolekcję zabytkowych, nowojorskich zabawek sprzed – mniej więcej – stulecia.

Z tym, że są to zabawki wielce specyficzne, odkąd tylko wymyślono tradycję podarków pod choinkę uchodzące za najbardziej atrakcyjne prezenty gwiazdkowe. Przynajmniej dla chłopców. I to niekoniecznie dla tych najmłodszych, bo przecież zabawkowa kolejka z parowozem, wagonikami, trakcją oraz miniaturową stacją z semaforem i zestawem maleńkich choinek to marzenie większości mężczyzn w każdym wieku. No, może teraz kolejki straciły nieco na popularności wobec gier na konsole, ale ciągle mają przecież całe rzesze miłośników.

Na ekspozycję w NYHS – obejmującą niemal całą przestrzeń muzealnego westybulu, zmienionego z tej okazji w bajkowy, przysypany śniegiem Toy Wonderland – złożyło się kilkadziesiąt takich miniaturowych, zabytkowych kolejek, stacyjek i małych, malowniczych miasteczek rozrzuconych wśród zimowego, górskiego krajobrazu. Wśród tego bajkowego pejzażu, po estakadach spektakularnie podwieszonych pod sufitem, nad głowami zwiedzających, suną więc – sapiąc i gwiżdżąc – miniaturowe parowozy, mijając świerkowe lasy i zasypane śniegiem pola. Stają pod maleńkimi semaforami. Zatrzymują się przy lilipucich stacyjkach. Wynurzają – dudniąc kołami i błyskając światłami – ze skalnych tuneli i mijają z turkotem mosty nad górskimi przełęczami. Kiedy zaś giną z oczu, ich bieg można wciąż obserwować na wielkich kolorowych panelach naściennych, które wyglądają jak witraże, co jeszcze potęguje wrażenie podróży w krainę dzieciństwa.

A kiedy już wprowadzimy się w świąteczny nastrój, warto oderwać się na chwilę od zabawek i wspiąć na marmurowe schody prowadzące na piętro. Bo u ich szczytu, na pierwszym piętrze, czeka na zwiedzających kolejna wystawa okolicznościowa. W niewielkiej sali, tuż przy schodach, od początku grudnia prezentowany jest jeden z największych artystycznych skarbów NYHS – Maesta, autorstwa ucznia Giotta, jednego z najsławniejszych i najwyżej cenionych malarzy wczesnego włoskiego renesansu, Taddea Gaddiego.

Maesta to łacińskie określenie Madonny Tronującej. To jeden z wielu ikonograficznych wariantów Madonny z Dzieciątkiem, najbardziej spośród nich majestatyczny, dostojny, władczy… Matka Boża jest w tym schemacie Matką, ale zarazem Królową Nieba i Ziemi. Matką triumfującą. Matką zwycięską.

W przedstawieniu z NYHS Madonna, otoczona złotą aureolą, siedzi na tronie, adorowana przez dziesięcioro świętych, mając za sobą światłość, bo tak właśnie w XIV stuleciu, kiedy powstał tryptyk Gaddiego, wyobrażano sobie niebo.

Na skrzydłach – bo pierwotnie malowidło stanowiło centralny panel tryptyku wykonanego do prywatnej kaplicy jednego z pałaców we Florencji – artysta przedstawił trzy sceny z życia Marii, które otworzyły dla niej, zwyczajnej kobiety, bramy nieba: Zwiastowanie, Narodziny oraz – na przeciwnym skrzydle – Ukrzyżowanie Chrystusa.

Na odwrocie skrzydeł mamy jeszcze dwa przedstawienia świętych – Katarzyny Aleksandryjskiej oraz Krzysztofa.

Tryptyk jest rekonstrukcją, a przez ostatnie dwa lata był wyłączony ze zbiorów muzeum i poddany gruntownej renowacji. Teraz wrócił. Akurat na święta.

Złote tło przedstawienia, wczesnorenesansowa surowość jego wykonania, prostota geometrycznej kompozycji i powaga tak samej sceny, jak i jej „aktorów” wynikają z czasów realizacji dzieła, datowanego na rok 1334.

Ten obraz jest wciąż bardziej „średniowieczny” niż renesansowy, przez co stanowi doskonałe świadectwo procesu, w którym malarstwo „budziło się do życia”. Gdy z ilustrowanego traktatu filozoficznego na temat wieczności zmieniało się powoli w realistyczną opowieść o świecie doczesnym.

Obok wartości historycznej, a jest to jeden z nielicznych przykładów malarstwa wczesnorenesansowego w Nowym Jorku, i w ogóle w Ameryce, Maesta z NYHS ma więc jeszcze szczególny walor – nazwijmy to – emocjonalny.

Bo właśnie poprzez tę swoją formalną „nieporadność” malowidło nie pozwala nam – jak zdarza się obrazom z tematem religijnym z późniejszego czasu – zatracić się bez reszty w owej, świeżo wtedy dla sztuki odkrytej, fascynującej doczesności. Nie pozwala więc także zapomnieć, że Narodzenie to opowieść z pogranicza realności i… metafizyki.

Przypomina, że Christmas to nie tylko choinki, szopki, prezenty, kolędy i Kevin sam w Nowym Jorku. Każe pamiętać o tym, że poprzedzone cudem Narodzin, obiecane nam Boże Królestwo jest nie z tego, lecz „z tamtego” świata.

Niby wszyscy o tym wiemy, ale w przedświątecznym ferworze zapominamy. Chyba zbyt łatwo?

No ale właśnie od tego, od przypominania o sprawach „spoza tego świata”, jest sztuka. Najpierw przemawia do emocji. A potem skłania do refleksji.

Pozostając zaś w klimacie okołoświątecznym, inne oferowane przez muzeum ekspozycje też można potraktować jak prezenty gwiazdkowe, pierwsza z nich dotyczy bowiem Batmana i spółki, czyli Gotham Heros, druga – Pabla Picassa i jego projektu malarskiego, który w wyniku wielu zbiegów okoliczności trafił do zbiorów NYHS, a trzecia prezentuje Nowy Jork jako Silicon Valley Wschodniego Wybrzeża. Coś dla siebie znajdą więc tu zarówno wielbiciele komiksów, baletu czy elektroniki.

Nie wspominając, oczywiście, o miłośnikach historii.

***
Holiday Express: Toys and Trains from the Jreni Collection
30 października 2015 – 28 lutego 2016
Maesta: Gaddi’s Triptych Reunited
1 grudnia 2015 – 20 marca, 2016
New York Historical Society
Museum & Library
170 Central Park West (77th Street), Manhattan

Autor: BOŻENA CHLABICZ