Przepraszam, czy macie Złego?

60

– Hałas Warszawy – rzekła Marta – jaki niezrozumiały. – Dla mnie hałas Warszawy jest inny – rzekł cicho Halski. – Wczesne, poranne syreny znad Wisły, z rzecznych statków, z odległych fabryk, dworców i torów kolejowych.

Każde miasto posiada swoją epopeję, historię, w której to właśnie ono pełni rolę głównego bohatera. Paryż ilustrują powieści Balzaka, Londyn został zaklęty w Oliwerze Twiście Dickensa, a kiedy myślimy o Warszawie, automatycznie przychodzi nam do głowy Zły Leopolda Tyrmanda. Podobno autor opisał miasto na kartach swojej książki z taką dokładnością, że powieść mogłaby być przewodnikiem po Warszawie z lat pięćdziesiątych.

Wróciła moda na Leopolda Tyrmanda, powojenną estetykę i dawną Warszawę z jej ruinami, wulgarnym językiem i szemranym interesem. Znowu jesteśmy ciekawi, jak wyglądała i w jaki sposób funkcjonowała stolica tuż po wojnie, kiedy rodziło się w niej na nowo normalne, codzienne życie.

Powieść Tyrmanda była pierwszą pozycją, należącą bardziej do popkultury, która rezygnowała z opisywania powojennej traumy lub rodzącego się systemu komunistycznego, a miała formę trzymającego w napięciu kryminału. To był oddech i powiew wolności, nadejście innego sposobu pisania – bardziej na modę zachodnią. Pełna humoru, trzymająca w napięciu, pisana językiem wolnym od nowomowy, stanowiła znaczną odmianę dla rynku wydawniczego, zdominowanego przez socrealistyczną propagandę. 10 maja 1954 roku wydawnictwo Czytelnik wystawia zaświadczenie o zamówieniu na „powieść sensacyjną o chuliganach i bikiniarzach”, czyli właśnie na Złego. Książka stała się bestsellerem. Dedykacja umieszczona na początku: „Mojemu rodzinnemu miastu – Warszawie” ujęła szeroką rzeszę czytelników. Tyrmand stał się nie tylko pisarzem warszawiaków, ale również świata przestępczego i kryminalnego podziemia stolicy. Jak podaje Mariusz Urbanek w biografii Zły Tyrmand, pisarz był uznawany za takiego znawcę tematyki, że Komenda Główna MO zaprosiła go na cykl wykładów o chuligaństwie.

Henryk Dasko o fenomenie powieści pisał: „Zły wydany w grudniu 1955 okazał się nie tylko największym sukcesem literackim Tyrmanda, w pełni ukazującym jego świetny talent narracyjny i dar obserwacji, lecz również największym sukcesem wydawniczym powojennej prozy polskiej. Złego czytali wszyscy; nigdy przedtem ani nigdy potem nie powstała książka, która w podobny sposób elektryzowałaby wszystkie środowiska czytelników; z wyjątkiem Marka Hłaski żaden pisarz nie zdobył tak błyskawicznego rozgłosu”.

Co jednak posiada Zły, że nawet współcześnie, niemal sześćdziesiąt lat po pierwszej publikacji, książka wciąż może jeszcze zachwycać i wzruszać? Przede wszystkim Tyrmand zamknął w powieści obraz stolicy, który już na zawsze odszedł, a o którym stosunkowo mało wiemy. Unieśmiertelnił język nie takich słów, jak: przodownicy pracy, proletariat czy klasa pracująca, a język ulicy, gdzie w użyciu były określenia: knypa, kozak, szmergiel, sfatygowany czy kręcić się jak wesz po grzebieniu. Zdania typu: „Cały zasób elokwencji brudnawego blondyna wydał się zaraz nędzną freblówką wobec uniwersyteckiego poziomu oracji gościa w berecie”, mogą budzić zachwyt nie tylko wśród językoznawców.

Kolejnym atutem powieści jest metodyczny opis ulic i kawiarni, z których część jest nam dobrze znana również dzisiaj, a porównywanie ich życia z lat pięćdziesiątych ze współczesnym przynosi wiele frajdy. Tym sposobem poznajemy nocne życie takich lokali, jak: Kameralna, Pod Kurantami, Klub Literatów, Lajkonik, Szwajcarska, Kopciuszek, Bar Owocowy itp. Zatem obok historii miłosnej Marty Majewskiej i Halskiego oraz potyczki Nowaka i Merynosa pojawia się wiele niezwykle trafnych spostrzeżeń na temat życia samego miasta. Barbara Hoff, słynna projektantka mody PRL-u oraz druga żona pisarza, wskazuje na dwie inspiracje tej powieści, jakimi były ballady miejskie oraz książka EugŹne Sue Tajemnice Paryża – sensacyjna historia o podziemnym świecie francuskiej stolicy, którą Tyrmand się zaczytywał. Nauczył się z nich bycia uważnym obserwatorem i wydobywania z rzeczywistości tego, co ogólne, choć zilustrowanego indywidualnymi przykładami. Z wyraźnym zachwytem portretuje on najróżniejsze aspekty życia społeczności miejskiej. Przykładem jest słynny opis warszawskich tramwajów, w których latem zawsze wszystkie okna są zamknięte, a zimą otwarte. Pisarz był również uważnym obserwatorem mody, o której pisze w tych słowach: „O, mody warszawskie! Tak już jest, że żywiołowość mody męskiej przewyższa w Warszawie modę damską. (…) Moda męska ma w tym mieście coś z sił natury bardziej ślepych i bezdusznych niż moda damska. Zdarza się, że model wiatrówki, nowy rodzaj wiązania krawata lub nowy typ popularnego obuwia zdobędzie sobie herb elegancji i wtedy młodzież męska Warszawy zaczyna się upodabniać do ogarniętego pożarem lasu”. Wiele z tych przewrotnych i lekko złośliwych tyrmandowych opisów nie straciło na aktualności do dziś.

Najważniejszą kwestią jest jednak koncepcja samego głównego bohatera. Zły to nasz jedyny polski superbohater. Postać na miarę Spidermana lub Batmana, która podobnie jak oni mierzy się z pytaniem, czy jego działania są moralnie słuszne lub ogólniej: czy czyny oparte na przemocy, nawet w dobrej wierze, nie są zawsze ambiwalentne. Konstrukcja tej postaci wyraża romantyczny model „strażnika miasta”, opiekuna mieszkańców, który skuteczniej od policji wymierza sprawiedliwość i broni słabszych. Tak jak Nowy Jork ma swojego człowieka-pająka, który wie, że „wielka moc to wielka odpowiedzialność”, tak Warszawa ma Złego. Swoją misję wyjawia on w rozmowie z Kalodontem: „Przede wszystkim musimy stoczyć walkę w tym mieście. Ciężką, trudną walkę. O to, aby spokojni ludzie mogli cieszyć się swym spokojem”. Paradoksem Nowaka jest jednak wykorzystanie jego osoby jako symbolu złego-człowieka. Ten, który powinien być nazywany „dobrym” lub „obrońcą”, staje się postrachem i jest ścigany zarówno przez świat przestępczy, jak i przez policję. Tym sposobem Tyrmand ujawnia działanie propagandy i siłę prasy: „Słowo odegrało rolę trującego gazu. Przenikało wszędzie i wyrządzało krzywdę atakowanemu. (…) Ta sama nieskończoność znaczeń zawarta została w słowie ZŁY, rzuconym od niechcenia przez Filipa Merynosa, i słowo to utkwiło w potocznym języku Warszawy”. Zatem sprawdza się stara zasada, że ten, który najsilniej poświęca się dla innych, jest najsurowiej oceniany i najczęściej płaci za to najwyższą cenę. Te wszystkie cechy świadczą o tym, że powieść Tyrmanda to również świetny thriller, którego zakończenie trudno przewidzieć. Zachwycała się nim nawet tak nobliwa polska pisarka jak Maria Dąbrowska, w której dzienniku czytamy: „Do trzeciej w nocy czytałam Złego Tyrmanda. Wszyscy się z tego wyśmiewają, a ja uważam to za ważną książkę 10-lecia. Może równie ważną, jak w swoim czasie Dzieje grzechu Żeromskiego; niższa klasa artyzmu, ale tak samo szmirowato-melodramatyczna; lecz rzeczywistość jest szmirowata i to powinno było znaleźć swój ekwiwalent w literaturze. Pisane, mimo pewnych dłużyzn, z takim talentem, że w miarę czytania robiło mi się słabo i dostawałam bicia serca. Czułam, że sobie szkodzę, a jednak czytałam”.

Tak jak w pięćdziesiątych latach Zły posiadał wszystkie cechy, aby nazwać go bestsellerem, tak teraz jest klasykiem, którego wstyd nie czytać. Książka cieszy się dużą popularnością. W 2007 roku ukazała się w formie audio-booka (lektorem jest Marek Kondrat), zaś w 2011 roku wydawnictwo MG rozpoczęło cykl wydawania wszystkich powieści Tyrmanda właśnie od Złego. Ze wszystkich książek tego wydawnictwa to ta sprzedawała się najlepiej podczas tegorocznych Targów Książki w Warszawie. W 2014 roku ukazała się również wcześniej niepublikowana minipowieść Wędrówki i myśli porucznika Stukułki. Wydawnictwo MG ogłosiło konkurs na jej dokończenie. Wciąż czekamy na wyniki.

Sam Zły doczekał się w ostatnim czasie dwóch ważnych adaptacji. W październiku 2010 roku miała miejsce premiera spektaklu na podstawie powieści w reżyserii Jana Buchwalda w Teatrze Powszechnym w Warszawie. W rolę Marty Majewskiej wcieliła się Paulina Chruściel, Halskim był Piotr Ligienza, zaś Henrykiem Nowakiem Grzegorz Falkowski. Spektakl nie zyskał jednak dobrych recenzji. Głównym zarzutem była zbyt wielka chaotyczność oraz brak najważniejszego bohatera, czyli właśnie Warszawy. Krytyk teatralny Paweł Sztarbowski na łamach Metra zasugerował, że gdyby spektakl zaczynał się od sceny końcowej, czyli współczesnej szansy na „prawdziwy” superprzekręt, mogłoby to być naprawdę ciekawe przedstawienie.

Drugą inscenizacją jest musical Zły w reżyserii Wojciecha Kościelniaka, grany w Teatrze Muzycznym w Gdyni, którego premiera miała miejsce 4 września 2015 roku. Spektakl jest wolny od wszystkich chorób, jakie toczą nowojorski Broadway i londyński West End. Stanowi on bowiem połączenie musicalu z teatrem dramatycznym, a tym samym oferuje widzom śpiew i taniec, które wyrażają konkretny sens i tworzą fabułę. To prawdziwe dzieło sztuki, a nie komercyjne show dla spragnionych wrażeń turystów. Reżyser perfekcyjnie zrozumiał tę kultową książkę okresu PRL-u oraz oczekiwania widzów wobec jej adaptacji. Stworzył wierną inscenizację powieści, czyniąc jednocześnie odwołania do współczesnej kultury masowej – wprowadzając postać Zorro oraz elementy komiksowe rodem z Marvela (część wypowiedzi bohaterów pojawia się w dymkach na ścianach). Z pewnością Zły, obok Lalki i Chłopów, będzie współtworzył nowy kanon ambitnego musicalu, który wykracza poza warstwę wyłącznie estetyczną.

Syn pisarza Matthew Tyrmand, który był obecny na premierze, stwierdził, że musical Zły jest świetną adaptacją powieści jego ojca. „Twórcy doskonale oddali atmosferę upadku, która toczyła Warszawę w latach pięćdziesiątych – podkreślił – przy czym jednocześnie świetnie zachowywali poczucie joie d’vivre codziennego życia. W całość zostały wplecione zabawne przerywniki, zaś charakterystyka postaci była dobrze wyjęta z książki i przeniesiona na scenę. Jestem pod ogromnym wrażeniem całego przedsięwzięcia i mam nadzieję, że spektakl ma szansę zaprezentować się również w Warszawie”.

Jedyne, czego Zły do dziś się nie doczekał, to adaptacja filmowa. Ta książka zasługuje na wysokobudżetową produkcję, w której zostanie zrekonstruowana stolica we wszystkich detalach i która ukaże ekspresyjne sceny walki oraz grozę przestępczego środowiska, z jego specyficznym językiem i unikatowym charakterem. Powieść Tyrmanda to materiał na film, do którego nie trzeba wiele dodawać, wystarczy ożywić opisany w niej świat za pomocą nowoczesnej techniki, a on wciągnie w swoje niebezpieczne, ale i magiczne zaułki polską publiczność. Książka bowiem aż dźwięczy zaklętym w niej miastem, wystarczy jedynie dobrze się w nią wsłuchać.

Autor: MARIA KĄDZIELSKA