Ta sztuka jest pełna zatajonych śmieci

22

Z Magdą Fertacz, autorką sztuki Trash Story, rozmawia Justyna Jaworska...

– Skąd tytuł „Trash story”? Miałabyś pomysł na polski odpowiednik?
– Mogę powiedzieć, co mną kierowało. „Trash” to jak wiadomo „śmiecie”, ale także „kicz, szmira”. Wyobrażam sobie, że pamięć to taka wielka sieć, którą zarzucamy i wyławiamy odpadki. Im głębiej się zarzuci, tym cięższe śmiecie leżą na dnie. I ta sztuka jest pełna takich śmieci: historycznych, rodzinnych, zatajonych. Tak zaśmiecona jest polska pamięć zbiorowa i póki się jej nie wyczyści, przyszłe pokolenia nic na niej nie zbudują. Mój bohater, Mały, próbuje coś takiego robić. A jeśli chodzi o kicz, to przecież tandetny jest tu wątek miłosny. Mnóstwo tam sentymentalizmu, którego się nie wstydzę, użyłam go z premedytacją. Teraz jest taka tendencja, by o poważnych tematach pisać w sposób groteskowy, ale ja wolałam inną nutę, celowo sentymentalną, bliższą właśnie kiczu. A polski tytuł mógłby brzmieć Gniazdo.

– Bo to i rodzina, i bociany w finale…
– Ale też syf bocianiego gniazda. Bociany są strasznymi syfiarzami, czego nikt by się nie spodziewał: nasze piękne narodowe ptaki.

– Od razu zapytam o dziewczynkę. Najbardziej niepokojącą postacią w twojej sztuce jest mała Niemka Ursulka: duch, medium? Skąd ci się ona wzięła?
– Ursulka tak naprawdę wzięła się z reportażu Włodzimierza Nowaka Noc w Wildenhagen. Wildenhagen to obecnie Lubin koło Świecka. Ostatniej styczniowej nocy 1945 roku, gdy nadciągali Rosjanie, niemieckie kobiety popełniły tam zbiorowe samobójstwo, wieszając siebie i swoje dzieci. Prawdziwa Ursulka (Adelheid Nagel) przeżyła próbę powieszenia. Matka nie dopilnowała jej, udusiła się, zanim mała Adelheid skoczyła, by zawisnąć na sznurze. Teraz jest już starszą panią, a reportaż opowiada o jej powrocie do rodzinnej wioski i próbie zmierzenia się z tamtą dramatyczną historią. W domu, w którym te kobiety się wieszały, mieszka obecnie sołtys Lubina. Nie pozwolił Adelheid Nagel obejrzeć domu, nawet nie wpuścił na podwórko. Tłumaczył się, że nie jest to jego historia, że go to nie dotyczy. Innej rodzinie mieszkającej obecnie w Lubinie zdarzyło się kiedyś wykopać na swoim podwórku ciało młodej dziewczyny, przenieśli je na niemiecki cmentarz i zapomnieli o sprawie. I właśnie ze zderzenia tych dwóch opowieści stworzyłam postać błądzącej duszy niemogącej zaznać spokoju. Chciałam, żeby to był byt, który zachowuje wszystkie cechy małej dziewczynki, czyli wcale nie jest słodki, raczej pełen prymitywnego dziecięcego zła. Niewątpliwie jest w dzieciach coś takiego, potem się to zatraca w procesie socjalizacji.

– A postać Złodziejaszka?
– Wymyśliłam dla Ursulki lalkę jako jej swoiste alter ego. Ma być nośnikiem tego, co w niej ciemne. Sama mam dziecko, więc wiem, że dzieci często tworzą sobie przyjaciela, który może to wszystko, czego nie mogą one. Lalka jest także w stanie przeżyć najgorsze tortury, zawsze pozwoli się potem pocieszyć. Jest taka perwersja w małych dziewczynkach, że zabijają żabkę, by zrobić jej piękny grób. Chłopcy biegną z zabitą żabką na kiju, ich okrucieństwo ma inny kontekst.

– Ale zabawy ze Złodziejaszkiem to także terapia.
– Nie chcę rozstrzygać, czy to, o czym mówi Ursulka, dzieje się naprawdę, czy tylko w głowach ludzi, którzy wolą zapomnieć o tajemnicy tego domu. Dziecinna zabawa w złodzieja snów jest przecież wyprawą do obszarów wypartych ze świadomości. Dziewczynka wyciąga z innych to, co ukryte najgłębiej i jest w tym okrutna. I za to właśnie ją lubię i wyjątkowo rozumiem. (…)

– Tymczasem „Trash Story” to także oskarżenie wobec świata mężczyzn, bawiących się w wojnę. Łączysz feminizm z pacyfizmem?
– To połączenie samo się narzuca, bo kobiety były od wieków łupem wojennym. A te, które uniknęły gwałtu czy śmierci, ponosiły ofiarę czekania i samotności. W pewnym momencie Matka w mojej sztuce mówi nawet, że każda kobieta jest sama, trzeba się do tego przyzwyczaić. W swojej sztuce Kurz także zderzam kobiecy świat z męskim i podejmuję temat kobiecej obcości, nawet wobec najbliższych: męża czy syna.

– W „Trash Story” bardzo mnie poruszyła scena czytania listów: niezależnie od okropności wojny pokazujesz, jak zdegradował się język. Listy spod Stalingradu czy z Auschwitz są jeszcze literackie, te z Iraku dresiarskie i wulgarne.
– Listy spod Stalingradu są znane, to mój wybór z KARTY, poskładałam opublikowane fragmenty i zachowałam język. Co śmieszne, język współczesny też jest oryginalny – korzystałam z reportażu Sylwestra Latkowskiego i z internetowych wypowiedzi żołnierzy walczących w Iraku. Natomiast mam wrażenie, że język kobiecy aż tak bardzo się obecnie nie zmienił, nie potrzebuje tej maski wulgaryzmu.

(cała rozmowa pt. „Syf bocianiego gniazda” ukazała się w Dialogu, miesięczniku poświęconym dramaturgii współczesnej – teatralnej, filmowej, radiowej, telewizyjnej).

***
„Trash Story” to nagrodzona Gdyńską Nagrodą Dramaturgiczną sztuka o pamięci, z którą trudno się rozliczyć. Jej akcja rozgrywa się w małej wiosce na ziemiach odzyskanych, w poniemieckim domu zamieszkiwanym obecnie przez Polaków. Dominującą postacią, wyznaczającą rytm rodzinnego życia, jest despotyczna Matka, która narzuca pozostałym domownikom kult swojego starszego syna – żołnierza służącego w Iraku, zaginionego w tajemniczych okolicznościach po powrocie do domu. Mężczyzna, choć popełnił samobójstwo, jest wciąż obecny wśród żywych, stając się główną figurą psychodramy toczonej między matką a wdową po nim i zakochanym w niej dziewiętnastoletnim bratem. W domu jest jeszcze jeden duch – dziesięcioletniej Niemki Ursulki, która zginęła na strychu powieszona przez matkę na wieść o wkroczeniu Armii Czerwonej. Jej dusza błądzi, nie mogąc zaznać spokoju. Boleśnie ingeruje również w codzienne życie jego nowych mieszkańców.

Przedstawienie wyreżyserowała Monica Payne, amerykańska reżyserka pracująca m.in. na scenach teatru UCLA w Los Angeles czy Steppenwolf Theatre Company w Chicago.

W przedstawieniu biorą udział: zdobywczyni dwóch nagród Emmy Allyce Beasley (Matka), Curtis Nielsen (Ojciec), Anna Podolak (Wdowa), Alex Walton (Syn), Marcus Lorenzo (Brat), Amanda Hawkins (Ursulka), Melessie Clark (Ursulka), Malena Ramirez (Ursulka).
Spektakl prezentują Kulture+ Productions wraz z Konsulatem Generalnym RP w Nowym Jorku, John Jay College oraz Culture.pl.

Trash Story
3-13 grudnia 2015 (czwartki, piątki, soboty – godz. 8:00 wiecz.; niedziele – godz. 3:00 ppoł.)
John Jay College – Black Box Theater
860 11th Ave. (między 58 i 59 St.), NY
bilety – 18 dol. – na stronie http://trashstory.brownpapertickets.com lub pod telefonem (800) 838-3006
inf.: www.kultureplus.com

***
Czy wojna może nas czegoś nauczyć? Czy doświadczenie wojny może nauczyć negacji i przeciwstawienia się ideologii i nienawiści, które ją wywołały? Historia pokazuje, że nie. Nie ma czasu pokoju. Wojna toczy się nieustannie, jak nie na kontynencie europejskim, to na innym.

Jedyne, czego uczy wojna, to umierania i strachu. Niczego więcej. A jednak jest wszczynana, raz za razem, nieustająco. Każda wojna ma swój początek w jednostkowym sumieniu, każda wojna to wybór pojedynczego sumienia, tak samo jak nienawiść, która niezauważalnie przekształca się w nienawiść narodową. Fakt obiektywizacji nienawiści ułatwia pozorne, powierzchowne rozgrzeszenie. Jedynie powrót do myśli, że wszystko co zbiorowe składa się z tego co jednostkowe i wymaga osobnej, indywidualnej refleksji, pozwala na odkrywanie prawdy, a w wysiłku poznania prawdy jest siła pojednania.

Czego sobie i Państwu życzę. Magda Fertacz

Autor: Justyna Jaworska