To piękne malarstwo, które zwyczajnie zachwyca

0
8

Na pierwszą tak dużą wystawę polskiego artysty, pochodzenia łemkowskiego, składa się 50 akwarel. Wśród nich są Nikifor na spacerze, Obraz dwudzielny: sceny w cerkwi oraz Kolejka. Obecnie można je oglądać w Elizabeth C. Tower Gallery, należącej do Daemen College w Amherst w stanie Nowy Jork. Imponująca kolekcja odwiedzi również Muzeum Polskie w Chicago, gdzie będzie pokazywana od 23 października do 15 stycznia przyszłego roku. Następnie powędruje do Springfield w stanie Missouri na miesięczny pokaz w galerii Meyer Library, należącej do Uniwersytetu Stanowego Missouri. To właśnie jeden z jego profesorów, Jacek Frączak, wpadł na pomysł pokazania akwarel Nikifora w Stanach Zjednoczonych.

“Wszystko zaczęło się dosyć przypadkowo. Jakiś czas temu odwiedził mnie w Springfield prof. Andrew Wise, szef Wydziału Historii w Daemen College. Rozmawialiśmy o rozmaitych akademickich projektach. Andrew to specjalista od historii Europy Środkowo-Wschodniej, co roku jeździ ze studentami latem do Przemyśla. Kiedy wspomniał o sesji historycznej poświęconej Łemkom, którą planował, zasugerowałem, abyśmy wzbogacili ten projekt o wystawę Nikifora wraz z projekcją filmu Krzysztofa Krauzego pt. Mój Nikifor. Na początku nie wiedział, kto to jest, ale gdy opisałem mu postać artysty z Krynicy, bardzo się nim zainteresował. Od tej rozmowy minął rok, a wystawa jest już do zobaczenia w galerii w Amherst” – opowiada prof. Jacek Frączak.

Przedsięwzięcie ma na celu przybliżenie amerykańskiej publiczności, zwłaszcza środowiskom akademickim i polonijnym, twórczości i osoby Nikifora Krynickiego. “Dlaczego warto pokazywać jego prace tutaj, w Ameryce? Myślę, że co najmniej z kilku powodów. Przede wszystkim jest to najzwyczajniej w świecie bardzo piękne malarstwo, które zachwyca, i jestem pewny, że każdy choć trochę wrażliwy na sztukę na pewno doceni twórczość Nikifora. Po drugie, już sama historia artysty jest wyjątkowa. Odrzucony przez społeczeństwo, nierozumiany, tworzył genialne obrazy, obok których nie można przejść obojętnie” – podkreśla prof. Jacek Frączak.

Wystawa prezentowana w Stanach Zjednoczonych pochodzi ze zbiorów znanego artysty rzeźbiarza Alfonsa Karnego. Znał on Nikifora i wielokrotnie bywał w Krynicy, dokonując zakupów. Był to czas powojenny. “Karny, opisując postać Nikifora, wspominał biedę pokoiku, w którym artysta zamieszkiwał, jego ubiór, trudno zrozumiałą mowę. Z osobliwości, które zapamiętał, było to, że Nikifor nie przyjmował ponoć papierowych banknotów, tylko monety, i Karny zawsze musiał wozić ich ze sobą sporawy pojemnik. A swoje prace malarz trzymał w dużej, drewnianej skrzyni, na której miał posłanie. Karny opisywał te spotkania z Nikiforem bardzo barwnie, wręcz je odgrywał – opowiada prof. Frączak i dodaje: – Sądzę, że by w pełni zrozumieć twórczość Nikifora, trzeba poznać historię, jaka stoi za tym niezwykłym człowiekiem, przepełnioną bólem i samotnością, a jednocześnie pięknem tworzonych przez niego dzieł”.

Dzieciństwo Nikifora Krynickiego, a właściwie Epifaniusza Drowniaka, upłynęło w skrajnej nędzy. Urodził się prawdopodobnie w 1895 roku w Krynicy Wsi, jako syn upośledzonej, samotnej i bardzo biednej wiejskiej kobiety. Jego ojciec był Polakiem, jak się przypuszcza, jednym z artystów malarzy, których wielu mieszkało wtedy w willi „Trzy Róże”, największego w tamtym czasie pensjonatu w Krynicy. Matka Nikifora, niema Rusinka Eudokia (Jewdokia) Drowniak pracowała tam jako sprzątaczka. Ze swym nieślubnym dzieckiem żyła w całkowitej izolacji. Mówiono, że kiedy szła do pracy, zawiniątko z chłopcem zostawiała pod mostem. Po matce Nikifor odziedziczył wadę słuchu i wymowy. Osierocony podczas I wojny światowej, nieumiejący porozumieć się z otoczeniem, traktowany przez krynicką społeczność jako odmieniec, był wciąż poniżany i wyśmiewany. Po wielu latach wysłuchiwania jedynie jego „bełkotu” zaprowadzono malarza do laryngologa, który zdiagnozował wrodzoną wadę – przyrośnięty język, co nieodwracalnie utrudniało mówienie. Do roku 1963 nie posiadał nazwiska – posługiwał się jedynie imieniem. Wtedy dopiero wyrobiono mu dowód osobisty i paszport oraz urzędowo nadano nazwisko „Krynicki”. W dokumentach zapisano fikcyjną datę urodzenia i fałszywe imiona rodziców. Dopiero długo po jego śmierci sąd w Muszynie w 2003 roku rozstrzygnął, że prawdziwe imię i nazwisko Nikifora to: Epifaniusz (Epifan) Drowniak.

Obrazki zaczął malować około 1915 roku, wykorzystując wszystko, co tylko się do tego nadawało – na przykład austriackie druki urzędowe, zużyte zeszyty szkolne, opakowania po czekoladkach i papierosach czy papier pakowy. Przez całe życie Nikifor był bardzo mocno uczuciowo związany z Krynicą, więc gdy ramach akcji „Wisła” trafił w okolice Szczecina – o czym świadczy jego malarstwo z tamtego okresu (morze, molo czy parasole plażowe) – to, nie zwracając uwagi na rygory dekretu o wysiedleniu bądź też nie rozumiejąc sytuacji, wrócił do swojej rodzinnej miejscowości. Władze nowosądeckie wydały w tym czasie zakaz meldowania Łemków, zatem odnalazł tu zaledwie kilka rodzin łemkowskich, i to tylko etnicznie mieszanych. Stał się więc wędrowcem, wyrzutkiem społeczeństwa, z czasem przeistoczył się w żebraka. Jeszcze trzykrotnie go wywożono, a on zawsze wracał. Swoją „przenośną pracownię” rozkładał codziennie w różnych punktach uzdrowiska, stając się dla mieszkańców i kuracjuszy nieodłącznym elementem Krynicy. Był półanalfabetą, dlatego na jego obrazkach – podpisywanych „Netyfor malarz” lub „Matejko” – widnieją koślawe napisy pełne błędów.

W jego twórczości znajdują odbicie fakty z jego życia, m.in. właśnie wysiedlenia i podróże. Szczególną zaś inspiracją Nikifora stała się cerkiew greckokatolicka. Wiele jego dzieł przedstawia pejzaż z sylwetką cerkwi w tle, wnętrze świątyń lub wizerunki świętych widziane w specyficzny sposób – oczami prymitywisty. Malarz często też portretował przechodniów, ludzi otaczających go na co dzień, a także samego siebie. Oblicza się, że w ciągu swego pracowitego życia Nikifor namalował kilkadziesiąt tysięcy obrazków i nigdy się nie powtarzał. Znaczną ich liczbę rozdał lub zagubił bądź sprzedał w latach największej biedy.

Talent Nikifora jako pierwszy odkrył ukraiński malarz Roman Turyn. To on zaprezentował go światu i sprawił, że niepozorny artysta z Krynicy, odrzucony przez społeczeństwo, został wreszcie doceniony. Po latach nędzy Nikifor pod koniec życia dostąpił zaszczytu wystawiania swoich obrazów w prestiżowych galeriach na całym świecie. Zyskał międzynarodową sławę, był pokazywany w towarzystwie największych znakomitości polskiego malarstwa współczesnego.

“Bardzo się cieszę, że możemy pokazywać jego prace tutaj, w Stanach Zjednoczonych. Na razie są to trzy wystawy, ale jestem otwarty na propozycje i chętnie udostępnię kolekcję na przykład dla kolejnych galerii czy uniwersytetów” – deklaruje prof. Jacek Frączak. Warto dodać, że Nikifor nie jest pierwszym artystą z Polski, którego w Stanach Zjednoczonych promuje polski naukowiec. Niedawno na Uniwersytecie Missouri została otwarta inna wystawa o polskim kolorycie – prezentująca ilustracje Mirosława Urbaniaka, znakomitego rysownika prasowego, który współpracował z Życiem Warszawy, a obecnie jest cenionym autorem m.in. komiksów, z powodzeniem także porusza się w świecie reklamy.

Autor: ANNA ARCISZEWSKA