Uzdrawiam duszę skrzypiec

0
5

Lutnictwo to zawód bardzo rzadki… to niemal powołanie…

… jak ksiądz i jak lekarz. Lutnik walczy z duszą skrzypiec i też je uzdrawia, bo często skrzypce są chore. My, lutnicy, jesteśmy trochę jak szarlatani. Czy jest to powołanie? Tak jak muzyk i jak artysta. Lutnik musi poznać różne tajniki sztuki wykonywania instrumentu, żeby później fantastyczny muzyk, taki jak ty, mógł na nim zagrać i docenić to, co lutnik zrobił. Wiadomo, wymaga to wielkiej pracy, lat nauki. Nie jest tak, że pójdziesz do pracowni lutniczej i w ciągu roku coś poznasz i już wiesz, jak robić skrzypce.

Skąd u ciebie fascynacja czymś tak rzadkim jak tworzenie skrzypiec? Często słyszy się, że ojciec jest lutnikiem i tradycja przechodzi z ojca na syna.

Zazwyczaj od wieków tak było, że z pokolenia na pokolenie ojcowie przekazywali ten zawód synom i szło to rodzinami. Później powstały szkoły lutnicze. W Polsce mamy jedną z najstarszych tradycji na świecie, jeśli chodzi o lutnictwo. Nawet jest teoria, że to w Polsce powstały pierwsze skrzypce. Tak uważają polscy znawcy, a ostatnio kilku badaczy lutnictwa z Niemiec i ze Stanów to potwierdza. W XV i XVI wieku również najlepsi skrzypkowie pochodzili z Polski…

A jakie tradycje są w twojej rodzinie?

Nie było u nas lutników, ale byli muzycy. Grali na różnych instrumentach, przeważnie na skrzypcach, i to była tradycja rodzinna. W mojej rodzinie nad kołyską nowo narodzonego dziecka zawieszano skrzypce. Każdy musiał na nich grać. A jeśli nie na skrzypcach, to na jakimś innym instrumencie. Moja mama też grała na skrzypcach, ale potem zaczęła śpiewać. Mój dziadek i pradziadek uważali, że skrzypce są najbardziej wrażliwym instrumentem i że najlepiej szkolą słuch. Ja też jako dziecko zacząłem grać na skrzypcach, a jako 12-latek poznałem lutnika w Limanowej i on zwrócił moją uwagę na lutnictwo. Zauważył, że mam zamiłowanie do malarstwa i rzeźby, więc powiedział, że może zainteresowałbym się lutnictwem, bo lutnictwo łączy te sztuki.

Te skrzypce, na których przed chwilą grałam, pięknie brzmią, natomiast wyglądają klasycznie, jak typowy instrument koncertowy. Jesteś jednak znany na świecie jako lutnik kreatywny, który wychodzi poza normy zwykłego instrumentu i poszukuje ściśle artystycznej formy jego tworzenia. Widzę tutaj właśnie twój inny, wielce oryginalny instrument.

To są skrzypce, które nazywają się Wenus, inspirowane są rzeźbą Wenus z Milo.

Szyjka i ślimak są pięknie wyrzeźbione. To unikat. Takich instrumentów się nigdzie nie spotyka. Same skrzypce mają też przepiękny, nietypowy kształt. Jak takie eksperymenty rzeźbiarskie odbijają się akustycznie na instrumencie?

Wiadomo, że nie mogę zbyt dużo improwizować ani dodawać innych materiałów, nie mogę zbyt dużo wychodzić poza granice, poza formę, ponieważ to muszą być skrzypce, muszą brzmieć… Nie odchodzę aż tak bardzo daleko od tradycyjnej formy, aby dźwięk nie zmienił się radykalnie.

Ale tworzysz unikatowe dzieła…

Generalnie te dodatkowe rzeczy wychodzą poza normę w granicy, do której mogę coś zmienić. Kształt w środku jest ten sam, pozostaje forma, pozostają menzury i wielkość. Nie mogą skrzypce być ani większe, ani kwadratowe, bo wtedy nawet nie będzie można na nich grać, ergonomia i wygoda gry muszą być zachowane. Nie mogę zrobić skrzypiec też zupełnie okrągłych, bo też nie będziesz mogła na nich zagrać. Są pewne elementy, które muszą być stałe. Taki kształt skrzypiec uformował się przez wieki, właśnie ze względu na piękny klasyczny kształt, ale też ze względu na wygodę gry. Był to szereg decyzji akustycznych i ergonomicznych. Gdy robię skrzypce, muszę wykonać je “pod rękę” zamawiającego instrument muzyka. Nie każde skrzypce będą dla ciebie wygodne. Może spodobać ci się ich dźwięk, ale gdy weźmiesz instrument do ręki, okaże się, że jest dla ciebie niewygodny. Dlatego muszę wykonywać instrumenty indywidualnie dla każdego.

Wróćmy do twoich rodzinnych stron. Południe Polski to właściwie stolica polskiego lutnictwa…

W Nowym Targu była pierwsza szkoła lutnicza, później przeniosła się do Zakopanego. Dzięki temu wielu lutników pochodzi z Podhala. Wiadomo również, że muzyka tam kwitnie, góralska muzyka szczególnie, muzyka ludowa, która od wieków używa skrzypiec.

Czyli na początku miałeś swojego mentora…

Tak, miałem paru lutników-nauczycieli, w Limanowej był to Adam Stalma, potem w Zakopanem słynny ród Mardułów.

U którego Marduły się uczyłeś?

U Stanisława… Jestem bardzo dumny z jego przyjaźni i z tego, czego mnie nauczył. Stanisław Marduła miał bardzo otwarte podejście do lutnictwa. Większość lutników nie jest otwarta na sztukę, na nowe kształty, na awangardę. To tak jak w muzyce. Ty grasz utwory od Bacha po muzykę współczesną. Lutnicy często kopiują tylko instrumenty klasyczne, stradivariusy czy instrumenty Guarneriego.

Myślę, że to zależy też od wyobraźni, od osobowości lutników. Mniej artystycznie uzdolnieni lutnicy skupiają się na rzemiośle, na tym, aby instrument wyszedł dobry, żeby pięknie grał i dobrze się sprzedał, a ty, oprócz walorów rzemiosła skrzypcowego, traktujesz lutnictwo jako sztukę samą w sobie.

Często trudno się wypowiedzieć na temat instrumentu, czy jest to dzieło sztuki (na przykład Stradivarius), czy tylko “mebel” z manufaktury, z fabryki, który nie ma żadnych walorów artystycznych. Gdy instrument został wykonany indywidualnie przez artystę lutnika, jest on zdecydowanie dziełem sztuki.

Autor: