Zapomniane książki Piotra Guzego

0
0

Piotr Guzy urodził się w 1922 roku w Zawadzkiem pod Opolem jako syn powstańca śląskiego. Na skutek podziału Górnego Śląska po plebiscycie jego rodzina schroniła się w przypadających Polsce Tarnowskich Górach. Zapisał się do gimnazjum i liceum im. Księcia Jana Opolskiego, dziś niepotrzebnie przemianowanego na Stanisława Staszica. Wojna wybuchła na rok przed maturą, tak że młody alumn z formacją przysposobienia wojskowego pomaszerował na wschód, by w Rumunii skończyć w internowaniu. Stamtąd przedostał się do Francji do wojska polskiego, a następnie do Wielkiej Brytanii. Z I Dywizją gen. Stanisława Maczka wziął udział w inwazji na Europę, był ranny. Po wojnie na uniwersytecie londyńskim rozpoczął studia ekonomiczne. Nie skończywszy ich wrócił z angielską żoną i synem do Polski w 1949 r. Magisterium z ekonomii uzyskał w Poznaniu i przez pewien czas pracował w Tygodniku Zachodnim.
Nękany i inwigilowany przez bezpiekę, uciekł przez Berlin Wschodni z powrotem do Anglii w roku 1957. Zaczął pracować w BBC, a potem w Wolnej Europie w Monachium.
Przeszedłszy na emeryturę Guzy osiadł w Hiszpanii pod Walencją.
Zaczął życie literackie w fatalnym okresie. Ostre dyrektywy partii podporządkowały sobie większość pisarzy polskich. Guzy myślał, że pisząc popularne dreszczowce uniknie kontroli władz. Napisał książkę o tzw. sprawie Bergu. Przyjęło ją do druku Ministerstwo Obrony Narodowej.
Zanim się ukazała, do Poznania przyjechał Kazimierz Koźniewski i w hotelu Bazar razem z autorem sprawdzał strona po stronie cały tekst, by był politycznie poprawny. Na protesty Guzy usłyszał reprymendę: “Proszę pana, my Hamletów nie potrzebujemy, albo się jest z nami, albo przeciwko nam”.
Od literatów owego okresu wyróżnia Guzego fakt przyznania się do wstydu: “To była wredna książka. Pod sensacyjną fabułą kryła się trucizna, która w umysłach czytelnika utwierdzała poczucie bezradności, nieodwracalności systemu, szkodliwa książka, która w podstępny sposób mówiła, że inaczej już nie będzie, nie może być i z tym się należy pogodzić”.
Mimo że uczęszczałem do tego samego gimnazjum co Guzy, trzy lata różnicy wieku sprawiły, że wówczas nie poznaliśmy się. W 1937 r. byliśmy na tej samej wycieczce do Wilna i Pińska. Stoimy na wspólnym zdjęciu pod Ostrą Bramą w Wilnie. Spotkaliśmy się dopiero w 2005 r. w Toronto – dwaj opolanie gnani po świecie.
Czułem wielką satysfakcję, kiedy Guzy wybrał się do Polski i w Tarnowskich Górach w 1999 r. miał swój wieczór autorski. Okazał się on bardzo udany, publiczność dopisała, pojawiła się telewizja z Katowic, wyszły reportaże.
Gratulowałem Guzemu sukcesu i zachęcałem do ściślejszych kontaktów z czytelnikami, ale on skromnie zasłaniał się zbyt małym dorobkiem pisarskim, składającym się z czterech powieści i kilku opowiadań. Ponieważ Krótki życiorys bohatera pozytywnego i Stan wyjątkowy ukazały się u Giedroycia w Paryżu i tylko pojedyncze egzemplarze dotarły do Polski, a Requiem dla pani Tosi w Londynie, jedynie Zwidy wyszły w Polsce w 1994 r. w niskim nakładzie, faktycznie więc w Polsce Guzy pozostaje autorem nieznanym.
Zamiast domagać się publikacji swoich książek, Guzy tłumaczy, że żaden wydawca się nie znajdzie, bo nikogo już sprawy w nich poruszane nie interesują, jako że mówią o doświadczeniach innych ludzi, którzy przeszli przez gehennę i też nie chcą już o niej czytać.
A jednak kiedy natrafił przypadkiem na omówienie Krótkiego żywota w Dekadzie Literackiej z 1982 r. uradował się. “To bardzo interesująca analiza tej książki, bardzo mi pochlebna i trafna, zgodna z tym, co ja zamierzałem w tej książce powiedzieć. Poczułem się dowartościowany… Ciekawe jednak, że jak dotąd nie było nigdzie ani jednej recenzji, ani jednej nawet wzmianki o Stanie wyjątkowym. Niemiło, widać, ludziom przypominać, jaką ohydą było życie w stalinowskich początkach Polski Ludowej. Ja zaś uważam, że Stan wyjątkowy to jest najlepsza książka, jaką napisałem. Gdybym miał duże pieniądze, to bym moje wszystkie cztery powieści wydał własnym sumptem, wszystkie miałyby tę samą okładkę, tę samą czcionkę, żeby ewentualny nabywca z miejsca się zorientował, że te książki tworzą jakiś cykl. W tych czterech powieściach jest cała historia powojennej Polski: Zwidy na wysokościach to jest walka o utrwalenie władzy i moralny upadek pisarzy polskich. Krótki żywot to są już czasy gomułkowskie i wewnątrzpartyjne rozrachunki. Stan wyjątkowy to walka z Armią Krajową, więzienia, pierwsze procesy. Requiem… to jest zawsze aktualna sprawa Katynia. Gdybym miał pieniądze…”.
Minęło już wiele lat od powrotu literatury emigracji niepodległościowej do ojczyzny. Najwięksi doczekali się triumfalnego ingresu, ale o wielu innych wygodnie zapomniano. Czyżby poloniści i krytycy nie mieli obowiązku badania całej literackiej podaży i rzetelnego jej oceniania? Na jednych jest więc przyzwolenie i aplauz, innych się ignoruje. Jak to się dzieje, że nie pojawia się wcale nazwisko Piotra Guzego, że w bibliotekach nie ma jego książek?
A tymczasem nasz rodak, który w maju skończy 90 lat, nazywa siebie jednak “niechętnym optymistą”.

Autor: FLORIAN ŚMIEJA