Ze Żmudzi pod Tatry

53

Wokół "Koliby" rośnie wiele drzew. Część z nich pewnością przyglądała się powstawaniu (w latach 1892-94) tego okazałego drewnianego domu. Pierwszego obiektu wzniesionemu w stylu nazywanym zakopiańskim, według projektu Stanisława Witkiewicza, będącego jego twórcą.

Warto odwiedzić także inne jego dzieła architektoniczne w Zakopanem. Chociażby te najbardziej, obok „Koliby”, znane – kaplicę na Jaszczurówce i dom „Pod Jedlami”. Kaplica jest niewielka, ale jej bryła powoduje, że można wodzić po niej wzrokiem, poczynając od dwuspadowego dachu zwieńczonego sygnaturką, a kończąc na otaczającym ją starym lesie świerkowym. Nietrudno wyobrazić sobie Stanisława Witkiewicza stojącego przed wejściem do kaplicy. Uśmiechającego się lekko – zadowolonego ze swego dzieła. Patrząc również na dom „Pod Jedlami” oczami wyobraźni widzę, jak po okazałych, kamiennych schodach wchodzi na piętro. Puka do drzwi. A po jakimś czasie jego sylwetka pojawia się w jednym z okien wychodzących na północ – podziwia rozległy widok na Zakopane (wówczas jeszcze wieś), jak też łagodne szczyty, w tym Gubałówkę. Przeszedłszy zaś na przeciwną stronę domu, spogląda Witkiewicz na panoramę Tatr. Piękna architektura tego domu usytuowanego celowo na okazałym wzniesieniu, przyciąga uwagę. Tak jak i panorama gór, stanowiących jego naturalne tło.

Stanisławów Witkiewiczów było dwóch
W świadomości większości ludzi istnieje tylko jeden Witkiewicz – Stanisław Ignacy Witkiewicz, który przyjął przydomek Witkacy; wybitny dramaturg, oryginalny malarz, teoretyk sztuki; znany także ze swego ekscentrycznego życia. Na powstanie jego swoistej legendy wpływ też miało samobójstwo, które popełnił 18 września 1939 r. na wieść o wkroczeniu do Polski, dzień wcześniej, armii radzieckiej.

Bohaterem jednak tego szkicu będzie jego ojciec Stanisław Witkiewicz, ów drugi Witkiewicz, niesłusznie zapomniany.

Z rodu Witkiewiczów
Ród Witkiewiczów wywodzi się ze Żmudzi. I tam, a konkretnie w rodzinnym majątku w Poszawszu*, 8 maja 1851 r. urodził się Stanisław Witkiewicz. Na ukształtowanie jego światopoglądu wielki wpływ wywarło powstanie styczniowe. Z podziwem patrzył na zaangażowanie swego ojca w narodową sprawę. Ignacy Witkiewicz pełnił bowiem funkcję naczelnika cywilnego powiatu szawelskiego. Syn natomiast dostarczał do obozów powstańczych żywność, amunicję, obrok dla koni.

Po upadku powstania majątek Witkiewiczów został skonfiskowany, a Ignacego Witkiewicza skazano na śmierć. W wyniku starań jego żony Elwiry z Szemiotów wyrok zamieniono na zesłanie na Sybir. W Tomsku, gdzie został osadzony, Ignacemu towarzyszyła dobrowolnie niemal cała najbliższa rodzina: żona, trzy córki i dwóch synów, w tym Stanisław.

Wiosną 1868 r. Stanisław Witkiewicz wyruszył do kraju. Pragnął podjąć starania o wcześniejszy powrót z zesłania ojca (w tym samym roku rodzina wróciła, ale Ignacy Witkiewicz zmarł w drodze). Chciał też wziąć udział w kolejnym zrywie narodowym. Wychowany w tradycji powstańczej, był przekonany, że społeczeństwo polskie wkrótce ponownie chwyci za broń. Ale podczas pobytu w królestwie i Galicji stwierdził, że o kolejnym powstaniu myśli bardzo niewielu. Rozczarowany wyjechał na studia artystyczne do St. Petersburga, a potem do Monachium. W stolicy Bawarii cierpiał niedostatek, nierzadko głodował, czuł się samotny i nieobce były mu myśli samobójcze. Ale też na ten czas przypadł początek jego przyjaźni z Józefem Chełmońskim, poznanie Adama Chmielowskiego (późniejszego brata Alberta), którego poglądy na sztukę wywarły wielki i trwały wpływ na Witkiewicza.

Po powrocie do kraju wraz z Chełmońskim, Antonim Piotrowskim i Chmielowskim otworzyli na poddaszu Hotelu Europejskiego „Wielką malarnię”. Warszawska publiczność, gustująca w tradycyjnej, uwznioślonej sztuce, odrzuciła jednak proponowane przez trzech artystów malarstwo realistyczne. Aby więc zarobić na utrzymanie, Stanisław Witkiewicz zajął się ilustracjami do czasopism i książek. Wtedy też poznał Helenę Modrzejewską, z którą złączyła go niespełniona miłość, nigdy niewygasła. Na początku lat 80. Witkiewicz zachorował na gruźlicę i na leczenie wyjechał w Alpy Tyrolskie. Po powrocie, w 1884 r., objął funkcję kierownika artystycznego Wędrowca, redagowanego w Warszawie.

Żona i syn
Wkrótce po objęciu posady w Wędrowcu Witkiewicz ożenił się z Marią Pietrzkiewicz, nauczycielką muzyki. W roku 1885 przyszedł na świat Stanisław Ignacy Witkiewicz. Ponieważ Stanisław Witkiewicz obiecał Helenie Modrzejewskiej, że będzie matką chrzestną jego dziecka, chłopiec został ochrzczony dopiero sześć lat później. Wtedy to – w 1891 r. – wielka aktorka wróciła z zagranicznych wojaży. Warto dodać, że ojcem chrzestnym chłopca był słynny Jan Krzeptowski, zwany Sabałą.

Małżeństwo Witkiewiczów nie należało do udanych. Maria Witkiewiczowa, zawiedziona w miłości małżeńskiej, całe uczucie przelała na swe jedyne dziecko. Wychowywała je zresztą we wrogości do ojca. Na początkową niechęć syna do ojca wpływ miał też fakt, że Stanisław traktował potomka jak człowieka dorosłego – bez żadnych roztkliwień.

W późniejszych latach to Stanisław Witkiewicz zajął się wychowaniem syna. Czynił to zresztą w bardzo oryginalny sposób. Na przykład, jako zdecydowany przeciwnik systemu szkolnego, zorganizował Stasiowi lekcje w domu. Jedynie egzaminy semestralne zdawał w szkołach. Pozwalał również synowi czytać wszystko, na co tylko miał ochotę. Sprzyjał też rozmaitym jego zainteresowaniom. O tym, co to wychowanie przyniosło, przekonano się najpierw w Polsce, potem na świecie. O podejściu ojca do sztuki, tożsamej dla niego z życiem, świadczy, między innymi, taki oto fragment listu do syna (czerwiec 1905 r.): „Można jeść z głodu tanie pomyje (…), ale nie wolno jest pić pomyj ducha, pomyj sztuki dlatego, że tanie. Oddaj wszystko, co masz za jeden diament myśli i wróć bosy, oberwany, ścigany przez wierzycieli, ale nie kupuj taniej wiedzy, tandetnego ducha, tandetnej rozkoszy dlatego, że tania. Otrząśnij się z przygnębienia – bądź dumny, nie zadowalaj się byle czym ani w sztuce, ani w życiu (…)”.

W innym liście do syna, będącym reakcją na jego zamiar podjęcia, w 1905 r., studiów w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, tak napisał: „Co za szczególną mieszaniną sprzeczności jest życie i czy koniecznie każde nowe pokolenie musi być antytezą i reakcją poprzedzającego? Więc po to my walczyliśmy przeciwko niewoli szkolnej, przeciw stadnemu duchowi w sztuce (…) żebyście wy właśnie czuli się dobrze w szkolnym systemie?”.

Zachowane w znacznej części, zresztą bardzo liczne, listy** Witkiewicza seniora do Witkiewicza juniora uzmysławiają, jak bardzo przejmował się losem syna (ten zaś listy swoje do ojca zniszczył po jego śmierci). Jak starał się, mimo upływu lat, wciąż nim kierować, doradzać, chronić go. Jak też jednocześnie potrafił być, zwłaszcza w początkowym okresie, apodyktyczny.

Wszechstronny artysta
Stanisław Witkiewicz był nie tylko architektem i malarzem, ale również teoretykiem sztuki, krytykiem artystycznym, poetą, publicystą, projektantem przedmiotów użytkowych (w tym mebli), strojów, biżuterii, instrumentów muzycznych. W jednym ze swoich tekstów pisał: „Artysta musi być bezwzględnie szczery. To co czuje i jak czuje w (…) chwili, w której w jego umyśle powstaje obraz – to musi on wypowiedzieć bez żadnych zastrzeżeń, żadnych zboczeń, z całą żywiołową bezwzględnością”. Do tego dochodziło jeszcze propagowane przez niego pojęcie prawdy artystycznej. Polegającej jednak nie na wiernym, fotograficznym przedstawieniu na obrazie natury. Uważał bowiem, że artysta ma prawo do dokonywania wyboru i przekształcania w wyobraźni elementów występujących w naturze. Owo przekształcanie może być jednak tylko takie, aby widz oglądający dzieło czuł, że ma do czynienia z czymś rzeczywistym, prawdziwym. Pojęcie prawdy artystycznej, według Witkiewicza, dotyczy doskonałości kształtu przedstawianych obiektów, harmonii barw, światłocienia. Z tym, że może ona się ograniczyć do doskonałości w przedstawieniu jednego z tych elementów. To dlatego wyraził pogląd, że można „samo światło uznać za treść obrazu”. Witkiewicz był także wyrazicielem poglądu, że „bezwzględną wartość dzieła mierzy się tylko jego cechami artystycznymi”. Wierny temu poglądowi zwalczał konsekwentnie wyznawany przez rodaków (zresztą nie tylko przez nich) prymat treści w sztuce, który zaowocował stworzeniem hierarchii tematów. Właśnie tej kwestii był poświęcony szkic Witkiewicza Malarstwo i krytyka u nas, zawierający następujący spektakularny fragment: „Z jakichkolwiek też powodów i ktokolwiek się smuci lub cieszy, światło rozkłada się na nim zawsze według jednej i tej samej zasady. Czy to będzie Zamoyski pod Byczyną, czy Kaśka zbierająca rzepę, nie przybędzie ni w pierwszym, ni w drugim wypadku ani jednego połysku, ani jednego cienia albo refleksu, jeżeli będą o tej samej porze dnia oglądani (…)”. Wręcz policzkiem, żeby nie wyrazić się dosadniej, dla osób głoszących wyższość tematu w sztuce, było owo zrównanie, jako tematu malarskiego, zwycięskiego hetmana wielkiego koronnego Jana Zamoyskiego z Kaśką zbierającą rzepę.

Na kontrowersyjny odbiór Witkiewiczowskich poglądów na sztukę, w wielu punktach zbieżnych z tzw. nową sztuką, która u schyłku XIX w. kształtowała gusty estetyczne w Europie, wpływało nie tylko to, że polska publiczność ceniła dzieła o tematyce patriotycznej. Równie ważne było, że winny one być tworzone w duchu akademickim. Tymczasem w kwestii ducha akademickiego Witkiewicz głosił pogląd zdecydowanie przeciwny. Odrzucał bowiem ograniczenia akademickie i wzory pochodzące z antyku, jak też dziewiętnastowieczną konwencję odtwarzania rzeczywistości.

Tatry i Podhale
Od roku 1886 Stanisław Witkiewicz był częstym gościem w Zakopanem. A w czerwcu 1890, ze względu na stan zdrowia (gruźlica), zamieszkał w nim z rodziną na stałe. Tak jak wielu współczesnych mu polskich artystów i pisarzy, należał do wielbicieli skrawków Polski, które nazywały się: Tatry i Podhale. Góry, jak i tereny rozciągające się u ich stóp, były częstymi tematami jego prac malarskich i literackich. Przykładami tych pierwszych mogą być obrazy: Wiatr halny, Owce we mgle, Czarny Staw – kurniawa, Widok tatrzański – gniazdo zimy, Pejzaż zimowy w Tatrach, Morskie Oko. Jego teksty prozatorskie związane tematycznie z Tatrami są zapisem aktualnych wrażeń, nastrojów, oglądanych kolorów. Utwory Witkiewicza są powszechnie uważane za najpiękniejsze współczesne opisy przyrody. Książka Na przełęczy. Wrażenia i obrazy z Tatr, będąca także opisem życia górali tatrzańskich, przez kilka dziesięcioleci była swego rodzaju biblią Tatr. Obecnie już nie jest, ale i żadna książka nie zastąpiła jej w tej roli.

W 1891 r. ukazało się pierwsze wydanie Sztuki i krytyki u nas, analizującej stan sztuk plastycznych, jak też krytyki sztuki na ziemiach polskich. W roku następnym, na łamach Kuriera Warszawskiego, Stanisław Witkiewicz opublikował cykl artykułów zatytułowanych Styl zakopiański, które miały na celu, między innymi, nadanie charakteru rodzimego, podhalańskiego zakopiańskiej Szkole Przemysłu Drzewnego. Szkoła ta, kierowana przez obcokrajowców, była bowiem rozsadnikiem obcych wzorów, chociażby tyrolskich.

Witkiewicz nie tylko stworzył styl zakopiański, lecz też bardzo wiele uczynił dla jego popularyzacji. Twierdził bowiem, że stanowi on „resztki zaginionego, dawnego, drewnianego stylu polskiego, że z tych resztek da się styl polski odtworzyć”. W związku z popularnością tego stylu, pod koniec XIX w., miał bardzo wiele zamówień na projekty domów. Nie pobierał za nie honorariów w ogóle albo bardzo niewielkie. Propagowanie bowiem budownictwa w stylu zakopiańskim, jako rdzennie polskiego, traktował, jako swój obowiązek patriotyczny. Zdecydowanie inny punkt widzenia na tę sprawę miała jego żona zajmująca się finansami rodzinnymi.

Ostatnie lata życia
W 1904 r. stan zdrowia (płuca i serce) Stanisława Witkiewicza, gwałtownie się pogorszył; niemal nie opuszczał domu, a bardzo często również łóżka. Za namową lekarzy zdecydował się wyjechać na pewien czas na Południe. Pocieszeniem dla niego było to, że w tej podróży mógł mu towarzyszyć syn. 21 października wspomnianego roku wyruszyli do Lovranu na półwyspie Istria (obecnie w granicach Chorwacji), niedaleko Triestu (pierwotnie miejscem pobytu miała być mała wyspa na Adriatyku – Lussin Piccolo). Witkacy powrócił stamtąd do Zakopanego na początku stycznia 1905 r., zaś jego ojciec – w maju.

W listopadzie 1908 r., pod opieką Marii Dembowskiej, z którą był związany, i swej siostry Eugenii, Witkiewicz senior ponownie udał się do Lovranu. Był przekonany, że tak jak poprzedno, będzie to pobyt tylko kilkumiesięczny. Nie przypuszczał, że do Polski żywy już nie powróci.
Postępy gruźlicy sprawiły, że był coraz słabszy, coraz bardziej wyniszczony. Dawał mu się we znaki także artretyzm. Tak więc o podróży do Zakopanego mógł już tylko marzyć. I marzył! O tym, w jakiej kondycji fizycznej znajdował się wówczas, świadczy np. fakt, że po 1908 r. nie powstała już żadna praca malarska – nie był bowiem w stanie posługiwać się pędzlem. Choroba w zaawansowanym stadium, w połączeniu z artretyzmem, dokonała też, dosłownego, rozstrzygnięcia swoistej rywalizacji, jaka w nim dotąd się odbywała. Do wspomnianego roku Witkiewicz-artysta rywalizował bowiem o czas z Witkiewiczem-pisarzem. I przez większą część życia twórczego autora Mgły wiosennej, ten pierwszy najczęściej wygrywał.

Pisanie, które stało się dla Stanisława Witkiewicza jedyną dostępną mu formą wypowiedzi, nie było jednak, co należy podkreślić, formą zastępczą, rodzajem namiastki twórczości. Było bowiem traktowane jak najbardziej poważnie. Zostało zresztą przyjęte z radością, można powiedzieć, że wręcz z wdzięcznością. Nietrudno wyobrazić sobie, jak czułby się ten niezwykle aktywny intelektualnie człowiek, gdyby także możliwość pisania została mu odebrana. A o tym, czym ona stała się dla niego, świadczy zdanie z listu do syna (21 stycznia 1912 r.): „Marzę o dniu, w którym porwę za pióro”. Nie zawsze bowiem, z powodów zdrowotnych, był w stanie pisać. Ale gdy było to możliwe, czuł się szczęśliwy. Starał się wówczas zapisać dziennie przynajmniej kilka stron. Teksty, które wówczas powstały (znaczna ich część zaginęła), nie dotyczyły jednak sztuki. Były to rozważania poświęcone polityce, sprawom społecznym, etyce. Mające, w zamierzeniu autora, wskazać Polakom drogę do odbudowania własnej państwowości, jak też umożliwić naprawę ludzkości. W lovrańskim okresie swego życia napisał też wiele listów. Była to bowiem forma kontaktu przede wszystkim z żoną i synem, ale także z innymi osobami, w tym z siostrą Marią.

Sprawy związane ze sztuką, krytyką artystyczną nie przestały być nigdy bliskie autorowi Sztuki i krytyki. Do końca jego dni członkowie rodziny, ale nie tylko oni, przesyłali do Lovranu katalogi z wystaw, albumy z reprodukcjami prac plastycznych. Zresztą zamierzał pisać na temat m.in. sztuki awangardowej. Planów tych jednak nie zrealizował. W sferze zamierzeń pozostała też praca poświęcona malarstwu Józefa Chełmońskiego. Ale to w Lovranie, mimo tak wielu problemów, udało mu się zaprojektować ostatnie swe dzieło architektoniczne – budynek Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem. I doprowadzić, za sprawą intensywnej korespondencji, do jego realizacji.

Stan finansów Witkiewicza podczas pobytu na półwyspie Istria był opłakany. Pozbawiony możliwości zarobkowania utrzymywany był przez siostry i Marię Dembowską – swego anioła opiekuńczego. Musiał też wyrzec się wielkiego marzenia – zobaczenia syna, któremu nie był w stanie opłacić podróży i pobytu. A syn był w takiej samej sytuacji finansowej.

5 września 1915 r. Stanisław Witkiewicz, schorowany i tęskniący za synem, zakończył w Lovranie bardzo pracowite życie. Dwanaście dni później jego ciało spoczęło na cmentarzu na Pęksowym Brzyzku w Zakopanem. Na grobie stoi wysoki słup zwieńczony drewnianym, czterospadowym daszkiem – typowy żmudzki smektalis – przypominającym, skąd pochodził ten, który był, między innymi, twórcą stylu zakopiańskiego.


* Dwór Witkiewiczów w Poszawszu, zresztą w znakomitym stanie dotrwał do naszych czasów.
** Stanisław Witkiewicz, Listy do syna; opracowały Bożena Danej-Wojnowska i Anna Micińska, Warszawa: PIW, 1969, s. 835.

Autor: DARIUSZ PAWLICKI