Zupełnie inna Polonia

19

“Polonia w Hamtramck to także osoby, które nie mówią po polsku, ale za to świetnie znają naszą kulturę. Tak bardzo ich zauroczyła, że nazywają siebie Polakami z wyboru” – mówi Anna Muller współautorka wystawy Oblicza Polonii: Mieszkańcy Hamtramck. Składają się na nią zdjęcia i historie kilkudziesięciu imigrantów, a także ich dzieci i wnuków mieszkających w tym niespełna 20-tysięcznym miasteczku.

Hamtramck to niewielka miejscowość pod Detroit, która stanowi swoisty tygiel narodowości, kultur i tradycji. To także unikalna enklawa Polonii, w której przez dziesiątki lat osoby polskiego pochodzenia stanowiły większość mieszkańców, angażując się w życie kulturalne, polityczne oraz społeczne miasta. Przybywały tutaj w poszukiwaniu lepszej przyszłości dla siebie i swoich dzieci. Szczególna rola przypadła polskim imigrantom na początku XX wieku – zamieszkana w większości przez niemieckich osadników rolnicza miejscowość w ciągu zaledwie dziecięciu lat zamieniła się w tętniące życiem przemysłowe miasteczko. Motorem tak dynamicznego rozwoju stało się ulokowanie tutaj fabryki samochodów braci Dodge'ów, w której niemal wszyscy zatrudnieni robotnicy pochodzili z Polski. “W tym czasie nie miało znaczenia, czy jesteś kobietą, czy mężczyzną; pracę w fabryce, przy produkcji części samochodowych, mógł dostać praktycznie każdy, kto chciał, bo liczyła się każda para rąk” – opowiada dr Anna Muller, która od dwóch lat pracuje jako adiunkt na Uniwersytecie Michigan-Dearborn, w nowo utworzonej katedrze Studiów Polskich oraz Polsko-Amerykańskich. Historia Hamtramck – amerykańskiego miasteczka, stworzonego na nowo przez polskich imigrantów – zaciekawiła ją tak bardzo, że postanowiła opowiedzieć o niej szerszej publiczności. W ten sposób narodził się pomysł stworzenia projektu Oblicza Polonii.

Do współpracy zaprosiła fotografa Tomasza Zerka. “Nie ma przesady w tym, że to miejsce faktycznie jest wyjątkowe. Obecnie ścierają się w nim tak inne kultury, jak polska i muzułmańska. Jeszcze w latach 70. XX wieku 90 proc. mieszkańców miasta było Polakami – dziś prawie 3,5 tysiąca osób polskiego pochodzenia to zaledwie 14,5 proc. populacji miasta. Na ich miejsce napływają nowe grupy etniczne, w szczególności pochodzące z krajów arabskich. Te zmiany i tę różnorodność staramy się pokazać poprzez nasze zdjęcia” – opowiada Tomasz Zerek. Wystawa – której wernisaż odbył się w połowie listopada w Muzeum Historycznym w Hamtramck, a od 5 grudnia będzie ją można zobaczyć w Muzeum Emigracji w Gdyni – składa się z trzech części. “Pierwsza związana jest z tym co polskie, czyli Polonią i polską kulturą. Patrząc na te fotografie trudno uwierzyć, że były robione, gdzieś tam, w dalekiej Ameryce, a nie nad Wisłą – opowiada Zerek. – Z kolei na zdjęciach tworzących część drugą bohaterami są muzułmanie, głównie pochodzący z Jemenu i Bangladeszu. Chętnie wpuszczali mnie do swoich domów, tak innych niż domy polskie, i pozwalali robić zdjęcia. Ostatnia – trzecia część – to Amerykanie, których przodkami byli Polacy i starają się w Hamtramck połączyć te dwie kultury: polską i amerykańską”.

Znaleźli się tu także – jak sami siebie określają – Polacy z wyboru. To Raymond i Joan Bittnerowie, właściciele Polish Art Center. Miejsce to zostało założone ponad koniec lat 50. przez Józefa Kalenkiewicza, głównie z tęsknoty za starą ojczyzną. W połowie lat 70. polskie centrum trafiło w ręce Amerykanów. Do tej pory działa, i to z powodzeniem. Można w nim kupić tak tradycyjne dla naszej kultury: pisanki, stroje ludowe, świąteczne ozdoby na choinkę, w tym nawet bombki w kształcie ogórków kiszonych. W Polish Art Center nadal kultywowane są typowo polskie uroczystości, pamięta się o ważnych polskich rocznicach i świętach, są polskie książki, a w soboty odbywają się warsztaty dla polonijnej młodzieży. W prowadzeniu centrum Amerykanom pomaga trójka ich dzieci, także zauroczonych Polską. “Ta fascynacja zaczęła się dzięki Raymondowi, który jako młody chłopak, pod koniec lat 60., pojechał na wycieczkę do Polski, i wtedy ta nasza komunistyczna Polska bardzo mu się spodobała, wręcz go oczarowała. Po latach, gdy się ożenił i miał już dzieci, całą rodziną zaczęli odwiedzać nasz kraj – nawet dwa razy w roku – opowiada dr Anna Muller. – Co więcej, bardzo interesuje ich historia, kultura i zwyczaje kultywowane niegdyś w Polsce. «Po polsku» wychowywali też swoje dzieci. Ten nasz kraj tak mocno wdarł się w ich życie, że nawet potrawy w ich domu były i są typowo polskie” – wyjaśnia dr Muller. Wymienia też Helenę Żurkiewicz, zesłaną na Sybir, gdzie walczyła o życie w nieludzkich warunkach. W końcu udało jej się uciec do Anglii, następnie do Stanów Zjednoczonych, gdzie ostatecznie swój nowy dom odnalazła właśnie w Hamtramck. Polska-ojczyzna na zawsze została w jej sercu. Zresztą na imigracji pracowała jako nauczycielka języka polskiego w jednej z wielu tu niegdyś polonijnych szkół. Ale jak podkreślają twórcy wystawy, historia każdego bohatera ich zdjęć jest wyjątkowa. “Przez pryzmat ich opowieści poznajemy małą, polską społeczność, która zmaga się z wielkimi wyzwaniami, z jakimi mierzyć się muszą polscy imigranci pod każdą szerokością geograficzną” – mówi Anna Muller. “Hamtramck ma w sobie coś ze szkatułkowej struktury, bo gdy wysiadamy z samochodu, otwierają się przed nami drzwi prowadzące do niewidocznych przestrzeni mieszkań, ludzi i kultur – fragmentów światów przywiezionych ze sobą w walizkach, głowach i sercach” – podkreśla Tomasz Zerek. Dokumentaliści przyznają, że w trakcie swojej pracy wielokrotnie byli zaskakiwani albo przez historie imigrantów, albo wyglądem poszczególnych mieszkań, domów, budynków.

“Historia tego miasta jest bardzo bogata. Kilka razy dziennie w głowie przerabiałam rozdziały potencjalnej książki. Tutejsza Polonia jest zupełnie inna, inna niż na przykład Polonia w Chicago. Wspólnota Hamtramck została zbudowana przez robotników. To była bardzo biedna, słabo wykształcona społeczność, która przyczyniła się do budowania związków zawodowych w tym rejonie, budowała relacje pomiędzy pracownikami i pracodawcą, wpływała na twarz amerykańskiego kapitalizmu w miejscu, gdzie ten kapitalizm się intensywnie rozwijał. Z jednej strony ci ludzie byli ogromnie związani z Kościołem i religią, bo to była społeczność bardzo tradycyjna, ale jednocześnie mieli jakieś takie sympatie lewicowe. Przenosili do Ameryki pewne elementy Polski, komunistycznej Polski” – zauważa dr Anna Muller. Jak dodaje, takich Polaków z “krwi i kości” jest wprawdzie w Hamtramck coraz mniej, ale wciąż silną grupę stanowi tzw. drugie, a nawet trzecie pokolenie imigrantów. Choć urodzili się już w USA, a część nie zna nawet jednego słowa w języku polskim, to wiedzą, że w tłusty czwartek trzeba zjeść przynajmniej jednego pączka “na szczęście”, tańczą w polonijnych grupach folklorystycznych, w restauracjach chętnie zamawiają schabowego z kapustą. “Mam wrażenie, że to jest ich sposób na życie, ale ich nie jako Polaków, tylko Amerykanów, bo już nimi są, bo tutaj się urodzili i wyrośli. Doskonale znają nasz kraj i obyczaje, więc ten ich sposób na życie jest mocno zaprawiony polską ludowością. Nie są w stanie powiedzieć nawet poprawnie «dzień dobry» po polsku, ale wiedzą na przykład, jak odróżnić polskie pisanki wielkanocne od ukraińskich” – mówi dr Muller.

Z drugiej strony bardzo widoczny jest przepływ międzykulturowy. I tak wybudowany przez Polaków w latach 20. XX wieku kościół św. Floriana wynajmuje pomieszczenia dla szkoły, w której uczą się dzieci bengalskie, najlepsze pączki w mieście pieką teraz Jemeńczycy, a koreańskie centrum zen działa w budynku zbudowanym przez Polaka, który miał fabrykę wafelków.

Projekt w Hamtramck zainspirował dokumentalistów do dalszych tego typu działań związanych z Polonią w Stanach Zjednoczonych. “Podobno brooklyński Greenpoint ogromnie się zmienił – mówią. – Dobrze byłoby porozmawiać z mieszkańcami tej kiedyś polskiej enklawy”.

***
Wystawa Oblicza Polonii: Mieszkańcy Hamtramck to transatlantycki projekt, który – oprócz działań badawczych i kulturalnych – opiera się też na działaniach edukacyjnych, mających na celu integrację lokalnej społeczności. Efektem tych prac jest wystawa, której premiera miała miejsce właśnie w Hamtramck. Organizatorem projektu jest Gdynia w partnerstwie z Muzeum Emigracji w tym mieście. Projekt współfinansowany jest ze środków Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP w ramach konkursu na realizację zadania „Współpraca z Polonią i Polakami za granicą w 2015 roku”. Amerykańskimi partnerami projektu są Piast Institute, Biblioteka Miejska w Hamtramck, Muzeum Historyczne w Hamtramck. Badania są częściowo finansowane i wsparte przez Uniwersytet Michigan-Dearborn.

Autor: ANNA ARCISZEWSKA