I będzie Polska od morza do morza…

19

Polska stanie się największym europejskim sojusznikiem Ameryki, lokalną potęgą terytorialną i ekonomiczną.

Już za cztery lata, już za cztery lata, Polska będzie mistrzem świata…

Jeszcze wcale nie wiadomo, czy ostatecznie uda się nam zorganizować Euro 2012, ale my teraz nie o tym, tylko o nieodległym przywództwie naszego kraju w Unii Europejskiej. I jeszcze, że w najbliższym czasie wyrośniemy nie tylko na potęgę polityczną dominującą na Starym Kontynencie, ale staniemy się też potentatem ekonomicznym i liderem w dziedzinie rozwoju cywilizacyjnego. Niestety, nie tylko my.
W siłę urośnie bowiem także nasza bezpośrednia rywalka w Europie – Turcja. A Stany Zjednoczone zostaną zmuszone do konfrontacji z drugą na świecie potęgą militarno-gospodarczą w postaci… Meksyku. Po drugiej stronie globu rolę lokalnego rozgrywającego w azjatyckiej sferze wpływów odegra zaś Japonia.
No, ale najpierw będzie wielka wojna.
Zetrą się w niej zjednoczone siły chrześcijan pod wodzą największych sprzymierzeńców – Polski i Stanów Zjednoczonych, a przeciw nim stanie Turcja wspierana przez inne kraje muzułmańskie. Wojnę wygra Polska.
Z tym, że będzie to – jak zwykle w naszej historii – pyrrusowe zwycięstwo, ponieważ okupimy je ogromną liczbą ofiar i całkowitym zniszczeniem wszystkiego między Odrą i Bugiem. Na szczęście szybko się potem pozbieramy, w czym pomoże nam największy sojusznik – Ameryka.


Ilustracja: Archiwum
Juliusz Kossak, "Sobieski pod Wiedniem" (fragment)


Powtórka z Odsieczy Wiedeńskiej

Bezpośrednim powodem zmagań krzyżowców z Polski z islamistami spod znaku półksiężyca będzie konflikt o Bułgarię i Ukrainę.
Niestety, Wiktoria Wiedeńska (no, niekoniecznie, już prędzej Bosforska, bo batalia tym razem ma się rozegrać na Bałkanach) nie zakończy ostatecznie rywalizacji chrześcijan z muzułmanami. Pozwoli tylko wyłonić tymczasowego lidera i utrwalić nowy układ sił w Europie i na Bliskim Wschodzie.
Zanim jednak dojdzie do trzeciej wojny światowej, z mapy świata zniknie Rosja (rozpadając się od wewnątrz), natomiast rola Niemiec, Francji i innych krajów Starej Unii ulegnie znacznemu osłabieniu. Podziałowi terytorialnemu ulegnie też Wielka Brytania, co znacznie ograniczy i tak niewielką sferę jej wpływów w Europie. Kryzys gospodarczy skojarzony z napięciami społecznymi osłabi także państwa dzisiaj pretendujące do roli największych konkurentów Stanów Zjednoczonych – Indie i Chiny. Ich miejsce zajmą w światowym układzie sił Japonia i Turcja. Natomiast co do Meksyku, to zyska on na znaczeniu dzięki rosnącemu potencjałowi demograficznemu. W ten sposób najdalej za pół wieku będzie mógł poważnie zagrozić Stanom Zjednoczonym. Wojna amerykańsko-meksykańska o Nowy Meksyk, Kalifornię i Florydę wybuchnie najdalej w roku 2080. A zakończy się zwycięstwem… Meksyku. O ile wcześniej Amerykanie sami nie oddadzą zlatynizowanych i zbankrutowanych terytoriów pod zarząd Mexico City.
Ameryka będzie zresztą w trudnej sytuacji także z powodu aż dwóch wojen, pierwszej prowadzonej do spółki ze swoim największym zagranicznym sojusznikiem – Polską przeciw Turcji w Europie, i kolejnej, tym razem z Japonią, toczonej już na własną rękę o dominację na Dalekim Wschodzie.
Ostatecznie Stany wyjdą z tych zmagań obronną ręką i w kolejne stulecie wejdą jako jedyne mocarstwo na świecie. Niestety, zmuszone do użerania się z rosnącym tuż pod bokiem w siłę agresywnym (i ekspansywnym) sąsiadem w postaci Meksyku.
Reszta świata, pozostawiona sama sobie, popadnie w lokalne konflikty albo absolutną stagnację. Globalizacja i zmiana układu sił na świecie odbierze resztkę nadziei Afryce i Ameryce Łacińskiej (poradzi sobie tylko Meksyk). Te dwa kontynenty jako zupełnie niekonkurencyjne w nowej rzeczywistości polityczno-ekonomicznej zmienią się w swoistą ziemię niczyją. Ich dotychczasowi mieszkańcy zasilą zaś armię imigrantów budujących za grosze pomyślność nowych, wschodzących potęg gospodarczych.
Skąd o tym wiemy? Z książek. A konkretnie, to z wydanej niedawno pracy "The Next 100 Years. A Forecast for the 21st Century" autorstwa uznanego eksperta od stosunków międzynarodowych George’a Friedmana.

Prorok-ekonomista

Friedman nie jest zresztą wcale odosobniony w tych swoich – z pozoru zupełnie oderwanych od rzeczywistości – prognozach dla świata. W podobnym duchu prorokuje na temat przyszłości inny znany uczestnik międzynarodowego dialogu politycznego, francuski ekonomista Jacques Attali, którego przełożona na angielski książka "A Brief History of the Future" na początku tego roku ukazała się w Stanach Zjednoczonych.
Jedyne, czym zasadniczo różnią się w swoich prognozach Friedman i Attali to kwestia, czy zbrojna konfrontacja potęg reprezentujących nowe konflikty interesów jest nieunikniona. Francuz uważa bowiem, że będzie to raczej konfrontacja polityczno-ekonomiczna i kulturowa (czyli następna zimna wojna), podczas gdy Amerykanin stawia na klasyczne działania militarne. Obydwaj kładą natomiast nacisk na zachowanie statusu jedynego światowego mocarstwa przez Stany Zjednoczone oraz znaczne osłabienie Rosji, Chin oraz Indii. A także na marginalizację Afryki i Ameryki Łacińskiej, stagnację Unii Europejskiej, rosnącą potęgę Japonii, Turcji oraz Meksyku – no i wyjątkową pozycję Polski w nowym układzie sił na świecie. Uważają, że osiągnie ona w ciągu najbliższego stulecia pozycję największego europejskiego sojusznika Ameryki i lokalnej potęgi terytorialnej i ekonomicznej dominującej w całym regionie. No, ale my to wiemy i bez Friedmana. W końcu każde polskie dziecko zna przepowiednię o Polsce, co to będzie "od morza do morza". Choćby i Czarnego. Pozostaje tylko ta niepokojąca wojna…
Wprawdzie Friedman daje nam jeszcze trochę czasu, określając czas wybuchu konfliktu zbrojnego z Turcją dopiero na połowę stulecia, ale wiele wskazuje na to, że na europejskiego lidera awansujemy znacznie, znacznie wcześniej.
Może warto przeczekać jeszcze kilka lat w Ameryce. Ale potem trzeba pakować walizki – i wracać do Polski!

Autor: Marian Polak