Jak narodziła się Marilyn Monroe

0
2

Droga, jaką przebyła Norma Jeane Baker, półsierota z przedmieść Los Angeles nim trafiła na ekrany kin i jej spektakularna przemiana w symbol seksu wciąż zadziwia kolejne pokolenia jej biografów.
Biografia Marylin Monroe wciąż jest niepełna, ciągle jest w niej mnóstwo białych plam, plotek, nieścisłości i zmyśleń – także autorstwa samej aktorki. Pewne są właściwie dwa fakty: Norma Jeane Mortenson urodziła się 1 czerwca 1926 w Los Angeles County Hospital a zmarła 5 sierpnia 1962 roku w swoim domu, także w Los Angeles. Czy swoją drogę ku sławie wytyczała świadomie czy też był to jedynie zbieg rozmaitych okoliczności i szczęścia? Jaki wpływ na Marylin miało dzieciństwo, którego – jak sama często wspominała – nie życzyłaby nikomu?

Dzieciństwo w cieniu choroby

Wielu biografów Marylin podkreśla, że fakt iż wychowała się w trudnych warunkach – jej matka Gladys Pearl Baker była chora psychicznie i przez większość dzieciństwa córki przebywała w szpitalach psychiatrycznych podczas gdy Norma Janeane podrzucana była do krewnych i licznych rodzin zastępczych – wpłynął na jej zainteresowanie filmem. Sama Marylin wspominała często, że opiekunowie, aby pozbyć się jej z domu, wysyłali ją do kina. Tak potrafiła spędzać całe dnie podziwiając gwiazdy filmowe lat 30-tych, wśród których najbardziej zapadli jej w pamięć Jean Harlow i Clark Gable. Tego ostatniego uwielbiała z jeszcze jednego powodu – mimo, że w akcie urodzenia Marylin jako jej ojciec figurował Martin Edward Mortensen, matka pokazywała często zdjęcie jej rzekomo prawdziwego ojca, Charlesa Stanleya Gifforda, który w pamięci Normy Jeane zapisał się jako brunet z cienkim wąsikiem. Dlatego też, jak wspominała, jako dziecko lubiła sobie wyobrażać, że jej ojcem tak naprawdę jest gwiazdor „Przeminęło z wiatrem”.
Pragnienie zostania aktorką obudziło się w Normie Jean bardzo wcześnie. W wywiadzie dla magazynu „Life” sugerowała, że aktorstwo od początku było niejako wpisane w jej naturę.
„Miałam chyba pięć lat, kiedy stwierdziłam, że chcę być aktorką. Uwielbiałam grać. Nie podobał mi się świat wokół mnie, bo był ponury, ale bardzo lubiłam bawić się w dom. Można było ustalać własne zasady. To było nawet coś więcej niż zabawa w dom – można było wymyślać różne sytuacje i udawać, a jeśli u innych dzieci wyobraźnia działała trochę wolniej, mogłam powiedzieć: „Ej, a co, gdybyś ty była taka a taka, a ja taka a taka, nie byłoby fajnie?”. One odpowiadały: „O, tak!”, a ja na to: „No więc to będzie koń, a to będzie… „. Traktowałam to jak grę, zabawę. Kiedy usłyszałam, że to aktorstwo, stwierdziłam, że tym właśnie chcę się zajmować.”
Choroba psychiczna matki i babki wywoływała w dorosłej już Normie Jeane lęk przed powtórzeniem ich tragicznych losów. Jako dziewczynka znakomicie zapamiętała gdy jej matkę „krzyczącą i śmiejącą się jednocześnie” pielęgniarze po raz kolejny zabierali do szpitala. W sesjach ze swoim psychiatrą mówiła, że jedynym wspomnieniem dotyczącym babci był moment w którym ta nachylała się nad nią żeby… udusić ją poduszką.
W swoim ostatnim wywiadzie, którego udzieliła Richardowi Merymanowi powiedziała: „Sierota nie może zaznać prawdziwego szczęścia. A właściwie nie tyle sierota co dziecko, któremu odebrano matkę. Nie miałam normalnego dzieciństwa. Niewiele było w nim zabaw, śmiechu, radosnych chwil. Może dlatego umiałam docenić każdy trochę lepszy okres.”
Koszmary, które ścigały Marylin do końca życia, zdaniem psychiatrów narodziły się w czasach dzieciństwa. To wtedy aktorka miała nabawić się nocnych lęków i bezsenności, która wpływała na jej samopoczucie, a przede wszystkim – pracę. Pisarz Colin Clark, który poznał Marylin podczas kręcenia filmu „Książę i Aktoreczka” wspominał, jak często się spóźniała na plan tłumacząc się problemami ze snem.” Łykała tony tabletek. Zdarzało się, że kiedy już się pojawiła w pracy, wyglądała jak zombie”.

Dom

Najbliższą przyjaciółką matki Normy Jaene była Grace McKee. To ona, po kolejnym ataku choroby Gladys zabrała dziewczynkę do siebie. Szybko stała się najbliższą osobą, przyjaciółką i matką Normy. Troszczyła się o nią, rozpieszczała, rozumiała. Mówiła, że Norma Jeane jest piękna, wspaniała i prawie idealna – jest przekonana że dziewczynka będzie gwiazdą filmowa. Przyprowadza dziewczynkę do pracy i wraz z innymi paniami zachwyca się dziewczynką, stroi ją w sukienki, kręci loki, każe uśmiechać się jak Mary Pickford. Zarażała dziecko swoimi upodobaniami, tworzyła i przemieniała.
Lecz nagle kochająca „ciocia Grace” zakochała się. W domu jej świeżo poślubionego męża, Doca Goddarda, zabrakło miejsca dla Normy. Dziewczynka znów trafiła do sierocińca.
Po wielu latach Norma tak wspominała okres spędzony w sierocińcu: „Rodzice wszystkich dzieci w Domu (sierocińcu) umarli. Ja miałam co najmniej jednego rodzica – matkę. Ale ona mnie nie chciała. Zbyt się wstydziłam, aby próbować wyjaśnić to innym dzieciom. Szczęśliwa byłam tylko wtedy, gdy zabierano nas do kina.”
Któryś z kolei dom zastępczy był domem Edith Any Atchinson Lower, która stała się dla dziewczynki najwspanialsza osobą, najmilszym człowiekiem, ideałem: „Ona odmieniła całe moje życie. Była pierwszym człowiekiem, którego naprawdę kochałam i ona też mnie kochała. (…) Tylko ona mnie naprawdę kochała i rozumiała”.

Ciało

Stosunek do swojego ciała, które w dużej mierze uczyniło z niej gwiazdę, Marylin miała ambiwalentny. Niektórzy jej biografowie i znajomi wspominają, że seks służył jej jako sposób na nawiązywanie znajomości. Inni zauważali, jak często aktorka opowiadała o tym, że jako dziecko była molestowana. W szkole Norma nie była zbyt lubiana. Nazywano ją „Normą Jean Fasolą Szparagową”, „Myszą” i „Ludzką Fasolą”. Kiedy miała około 12 lat, nagle rozkwitła. Stała się popularna i lubiana. Marilyn powiedziała potem, że wówczas jej ciało było dla niej „najlepszym przyjacielem” a pojawiające się kobiece kształty sprawiły, iż nagle zaczęła być lubiana i popularna wśród rówieśników. Wspominała, że pod jej domem zaczęli godzinami wystawać chłopcy, którzy marzyli o tym, by zobaczyć ją w obcisłym sweterku. Marylin początkowo chowała się przed nimi, jednak później cieszyła ją ponoć ta adoracja, tym bardziej, że chłopcy często pożyczali jej swoje rowery, na których aktorka uwielbiała jeździć przez całe życie.
Kiedy miała 16 lat okazało się, że nie może mieszkać z kolejną rodziną zastępczą i ponownie groził jej sierociniec. Wtedy pojawił się pomysł, że aby tego uniknąć wydać Normę za mąż. Szybko znalazł się odpowiedni kandydat. Był nim niewiele od niej starszy, 21-letni James Dougherty, pracownik fabryki samolotów. Małżeństwo przetrwało zaledwie cztery lata i choć po latach James wspominał ten czas jako sielankę, Marylin starała się wymazać je ze swojej biografii. Wspominała jedynie, że była za młoda na małżeństwo i zamiast zajmować się mężem marzyła o tym, by pobawić się z innymi dzieciakami. Rozgoryczony Dougherty po latach stwierdził: „Znałem tylko Normę Jean. Nie wiem, kim jest Marylin Monroe”.
Jeszcze podczas trwania małżeństwa Marylin dostała pracę w fabryce gdzie pewnego dnia pojawiła się ekipa filmowa realizująca projekt mający na celu podbudowanie morale żołnierzy, którzy właśnie wyruszyli na fronty II wojny światowej. Fotografowie zrobili Normie Jeane sporo zdjęć i nakręcili z nią kilka ujęć, przy okazji prosząc o spotkanie. Wśród nich był 25-letni kapral David Conover, który po skończeniu serii zdjęć powiedział, że jest zainteresowany zrobieniem Normie Jeane kilku kolorowych fotografii. Norma Jeane oczywiście zgodziła się bez wahania. Reszta jest historią.

Autor: Zuzanna Ducka-Lubas