Jak wyleczyć się z abstynencji

94

Drogi Czytelniku, na pewno teraz mówisz: – Wypraszam sobie, ja przecież nie jestem abstynentem! Gdybym nim był, potrafiłbym się do tego przyznać i poradzić sobie z tym problemem, mam bowiem wyjątkowo silną wolę.

Pierwszym krokiem do wyleczenia się z abstynencji jest jednakże uświadomienie sobie problemu i nazwanie go po imieniu. Następnym jest podjęcie kroków zaradczych. Wielu znawców zagadnienia uważa, że człowiek nie poradzi sobie sam z problemem abstynencji. Sugerują więc terapię grupową oraz stosowaną na niej metodologię etapów (kroków).
Radzimy więc dowiedzieć się najpierw, gdzie odbywają się spotkania Anonimowych Abstynentów (AA). Jak sugeruje nazwa, są to spotkania poufne, z ludźmi takimi jak my, borykającymi się z tym samym problemem, mogą więc nas wesprzeć w tej walce z własną słabością.

Oto etapy walki z abstynencją:


– Uświadom sobie, że masz problem. Fakt, że nie pijesz (a także, że nie palisz), powoduje, iż masz okaleczoną osobowość. Stałeś się przez to typem asocjalnym, który nie potrafi przebywać w grupie, nawiązywać kontaktów, zwłaszcza tych o charakterze erotycznym. Żyjesz w odosobnieniu, w narcystyczny sposób myśląc wyłącznie o sobie: swoim zdrowiu, długowieczności, sprawności fizycznej. Chcesz umrzeć zdrowy, jak w tym popularnym powiedzonku? Ale samotny i nieszczęśliwy?


– Początki zawsze są trudne. Zacznij więc od jednego kieliszka wódki, lampki wina, szklaneczki piwa; jednego papieroska. Tak, zakręci ci się od dymu w głowie, poczujesz rumieńce na twarzy, może nawet zauważysz, że zaczynasz niewyraźnie mówić. Nie zrażaj się tym! Pamiętasz, z jakim mozołem dziecko uczy się chodzić, mówić, pływać, jeździć na rowerze? Picie alkoholu też jest sztuką. No i – jak mawiają Anglicy – practice makes you perfect. Ani się obejrzysz, a będziesz pił kolejkę za kolejką jak zawodowiec. Yes, you can!

– Podziel się swoimi doświadczeniami z uczestnikami terapii grupowej; oni na pewno przeżywali podobne do twoich sensacje. To ci pozwoli zrozumieć, że te skutki uboczne to nieuchronny element procesu wdrażania się.
– Stopniowo powiększaj dawki. Tak jak sportowcy prowadzeni przez trenera zwiększają obciążenie, tak i ty będziesz w stanie pić i palić coraz więcej.


– Mogą ci się zdarzyć gorsze dni. Wódka jakoś “nie wchodzi”, nie smakuje ci wino. Poczytaj sobie mistrzów kieliszka – oni też czasem nie są w formie, nawet piją samą herbatę. Słabość jest ludzką rzeczą.


– Przed tobą najtrudniejsza próba – kaca. Gdy już wypiłeś trochę więcej, drugiego dnia masz przykre sensacje: ból głowy, mdłości, czasem nawet torsje. Nie poddawaj się! Żeby znowu dać przykład sportowców – oni też po zawodach mają zakwasy mięśni, są wyczerpani i odwodnieni. Na pewno nieraz, wygniatani bezlitośnie przez masażystę, obolali, doświadczeni kontuzjami, mówili sobie, że trzeba chyba ze sportem skończyć, gdyż rujnują sobie organizm. Ale potem znowu stają na bieżni, skacze im adrenalina, pokonują własną słabość, wygrywają, zyskując poklask, a czasem i duże pieniądze.
Pokonaj więc kaca – najwyżej nie idź tego dnia do pracy. Wyluzuj się!


– Właśnie: wyluzuj. Kapitalną zaletą alkoholu, papierosów też, jest sposób, w jaki wpływają na naszą jaźń. Na trzeźwo spięci, znerwicowani, niepewni siebie, po pijaku – bo osiągnęliśmy już fazę pijaństwa! – stajemy się śmiali wobec obcych w barze, popularni w pracy, elokwentni w wypowiedziach publicznych. Lekarze nie od dziś wiedzą, że poważną przyczyną wielu chorób, i ogólnie złego samopoczucia, są stargane nerwy. Alkohol, papierosy – a dodajmy tu do tej listy narkotyki i przypadkowy seks – koją system nerwowy. Mając zdrowe nerwy, możemy więcej osiągnąć, i to bez pomocy podręczników motywacyjnych!


– Kryzys. Pijesz już dużo, codziennie. Ale przychodzi taki moment, kiedy wydaje ci się, że już nie dasz rady, że nie wytrzyma tego twoje ciało. Wytrzyma! Wiesz, jak poprzednio źle traktowałeś organizm zmuszając się do biegania o świcie, trawienia surowej marchwi, medytowania w niewygodnej pozycji?
Zaczynasz się też bać, że ucierpi na tym twoja kariera. Pozwól więc sobie powiedzieć jedną rzecz: na jednego frajera zwolnionego z pracy, bo po pijaku źle wjechał podnośnikiem widłowym, przypada dziesięciu, którzy – będąc na lekkiej bani – zrobili świetne wrażenie podczas prezentacji, podbili serce szefowej, zaprzyjaźnili się w piątek po pracy z całą radą nadzorczą.


– Wstyd przed opinią. Mniejszości decydują we współczesnych społeczeństwach, co wolno mówić i robić. Nie poddaj się terrorowi oszalałych lewaków, którzy, gdyby mogli, zabroniliby wszystkim palenia, picia, jedzenia lodów i podrywania. To nie ty jesteś nienormalny i zacofany, bo pijesz i palisz, to oni są! Gdybyś jeszcze w to wątpił, pojedź za granicę. Pij przez cały boży dzień winko z Francuzami w małym miasteczku, żuj lekko narkotyzujący tytoń betel w Indiach, pal liście koki z góralami z Peru, rozgrzej się wódką pod śledziki z Sybirakami. Ludzie zawsze coś pili, palili, ćpali – żeby nie zwariować, żeby pocieszyć się, oderwać na chwilę od rzeczywistości. Mądrość ludowa ich do tego doprowadziła. Skoro cenimy staroświeckie zielarstwo i tradycję masażu, czemu odrzucamy tę, zdroworozsądkową, skłonność do używek?


– Ostatni etap. Może nawet wierzysz w to wszystko i może przyłączyłbyś się do nas, ochlewusów, pijaczków, pijaków, wreszcie – alkoholików. Ale boisz się ostatecznej degrengolady – że zupełnie sobie życie odpuścisz, pozostając w permanentnym obłoku zmysłów przytępionych, złagodzonych, przemienionych. Że skończysz nie pracując, tylko sobie spokojnie stojąc i niepospiesznie myśląc. A przecież mogłeś się niespokojnie ruszać, przez cały dzień zasuwać, i spalać się nerwowo, aż do przedwczesnego zawału. Tyle że nie odrzuciłoby ciebie społeczeństwo.

Autor: Jan Latus