Jak zostałem esperantystą

58

Nie żałuję, że dałem się wciągnąć w projekt wymyślony przed ponad stuleciem przed Ludwika Zamenhofa.

W minioną sobotę zakończył się jubileuszowy Światowy Kongres Esperantystów w Białymstoku. Normalnie nic by mnie to nie obeszło. Do niedawna nie miałem zresztą w ogóle pojęcia o esperantystach.

Do tej pory żyłem w przekonaniu, że angielski raz na zawsze rozwiązuje wszystkie moje potencjalne problemy lingwistyczne. W końcu chodzę do międzynarodowego ogólniaka i jestem – przynajmniej z urodzenia – Amerykaninem, więc to akurat mój tak zwany "mother tongue" (chociaż akurat moja matka mówi przeważnie po polsku).

Zdjęcie: Archiwum

No, ale wracając do esperantystów, to było tak: Przerwa. Hałas, jak to w szkole. Korytarze zalewa tsunami głodnych i sfrustrowanych nastolatków. Nurkuję w tłum, by dotrzeć do jednej z opuszczonych sal i w spokoju przyswoić parę wzorów przed sprawdzianem. Sprawnie manewrując, docieram w końcu do sali chemicznej, gdzie nikt o zdrowych zmysłach nie zagląda podczas przerwy. Siadam niewygodnie na jednym ze zgniłozielonych metalowych krzeseł i sięgam po notatki wypełnione szeregami cykloalkanów, gdy nagle słyszę subtelne "hej" dochodzące gdzieś z okolicy szafki na menzurki. Odwracam się więc niechętnie i… widzę przed sobą drobną, ciemnowłosą dziewczynę rodem z mangi. Postać jak z klasycznej kreskówki anime, ledwie zauważona, natychmiast rozpoczyna konwersację. Problem w tym, że prawie nic nie rozumiem. Tymczasem ona jest najwyraźniej przekonana, że mówi do mnie po angielsku. Bezradnie rozkładam ręce. Jej oczy robią się zaś coraz bardziej okrągłe, co tym trudniejsze, że okazuje się być z urodzenia Koreanką, właśnie przyjętą do naszej klasy (rodzice przyjechali na kontrakt do LG). Wreszcie po dłuższej chwili Heeny wyjmuje kartkę i długopis i…
Tak właśnie odebrałem pierwszą praktyczną lekcję esperanto. Ja, wychowany w polskiej rodzinie rodak twórcy tego uniwersalnego języka, urodzonego w Białymstoku Ludwika Zamenhofa. Od "nauczycielki" urodzonej w Seulu, która – choć uczyła się od dziecka – ciągle ma problemy z fonetyką angielskiego. W ten sposób, trochę ze wstydu, a trochę z sympatii do mojej koreańskiej koleżanki postanowiłem zostać esperantystą. Właśnie się uczę…
Obok wymienionych wyżej powodów osobistych, do sięgnięcia po podręcznik esperanto skłoniły mnie wyjątkowe możliwości tego specyficznego języka.  Okazuje się, że wystarczy tydzień, by opanować podstawowe zasady jego konstrukcji oraz przyswoić sobie elementarne słownictwo. I – co chyba najważniejsze – w przeciwieństwie do angielskiego, nawet osoby pochodzące spoza kręgu kultury europejskiej bez problemu radzą sobie z esperancką fonetyką. Po prostu wszystko wymawia się tak, jak się pisze. A poza tym, mając za sobą zaledwie kurs podstawowy, można w esperanto poprowadzić całkiem skomplikowaną konwersację.
Ja i Heeny zaczęliśmy naszą rozmową od naturalnej w okolicznościach naszego spotkania uwagi na temat i naszego, marnie wyposażonego, laboratorium (w tym przypadku chemicznego). Popatrzcie tylko, jakie to proste.
Po esperancku laboratorium to laboratorio. To słowo zawiera źródłosłów "labor" od łacińskiego labor – praca. (W tym miejscu wypada przyznać, że esperanckie słowa pochodzą wprawdzie z licznych języków naturalnych, ale, jak widać na przytoczonym przykładzie oraz w zawartości słowników, dla Zamenhofa najbardziej naturalnym z języków naturalnych była jednak łacina).
Teraz wystarczy dodać stałe dla różnych form i czasów przedrostki i przyrostki, żeby uzyskać materiał leksykograficzny na całkiem sporą konwersację. Bo popatrzcie sami:
labori – pracować
laboro – praca
labore – poprzez pracę
laboristo – robotnik
laboristino –pracownica
laborego – duża robota
laborao – paskudna robota
laborebla – zdolny do pracy
laborejo – miejsce pracy
eklabori – zaczynać pracę
laborestro –kierownik robót
laborema – pracowity
mallaborema – leniwy (migający się od pracy)
loberemeco – pracowity
laboremulo – pracuś
laborenda – zadanie do zrobienia
filaboro – praca moralnie nieprzyzwoita
laborilo – narzędzie pracy
relabori – zrobić coś od nowa
laborulo – pracownik
senlaborulo – bezrobotny
laboristaro – klasa robotnicza.
W ten sam sposób z innego rdzenia, na przykład "am" (od łacińskiego amare – kochać) można zbudować podobny zestaw konwersacyjny na temat miłości.
Niesamowicie proste. Zwłaszcza, jak ktoś lubi rozwiązywać w wolnych chwilach testy na poziom IQ.
Ale że język jest wyjątkowo prosty i racjonalny, a na dodatek liczą się względy patriotyczne (w końcu został wymyślony przez Polaka), na korzyść esperanto świadczy jeszcze okoliczność, że w przeciwieństwie do angielskiego bez trudu przyswajają go sobie ludzie pochodzący spoza kręgu języków z grupy indoeuropejskiej. Doskonale sprawdza się to w przypadku znanych mi esperantystów pochodzących z Japonii i Korei.
Poza tym, jak miałem się okazję przekonać nieco bardziej wnikliwie, przyglądając się ruchowi eksperanckiemu, to bardzo interesująca wspólnota. Ludzie zjednoczeni ideą popularyzacji światowego języka chętnie służą sobie w razie potrzeby wszelką pomocą. Na przykład chętnie przygarną innego esperantystę z dalekiego świata, co bardzo ważne dla turystów z niewielkimi funduszami wybierających się na zwiedzanie Dalekiego Wschodu. Bo – niestety – to tylko nasze europocentryczne złudzenie, że wszyscy na świecie doskonale mówią po angielsku. Po drugie – takie wyprawy często nie są na kieszeń przeciętnego turysty.
Teraz weszła w modę wymiana "kanap" w różnych zakątkach globu, także w Nowym Jorku. Czasem pisze się o tym, jak o nowym fenomenie socjologicznym. Tymczasem już od wielu dekad esperantysta zawsze mógł liczyć na nocleg u innego esperantysty. Tę życzliwość widać nie tylko od święta, na wielkich kongresach, takich jak ten w Białymstoku.
Nie żałuję, że dałem się wciągnąć w projekt wymyślony przed ponad stuleciem przed Ludwika Zamenhofa. Zyskałem trochę wiedzy i wielu przyjaciół. Z Heeny też rozmawiamy sobie czasem po esperancku, chociaż od naszego poznania znacznie się podciągnęła z angielskiego. A na przyszłe wakacje planuję podróż życia do Korei do zapoznanych przez internet esperantystów. Przynajmniej zrozumiem, kiedy zamiast próbować ze mną konwersacji w swoim języku ojczystym, zapytają: "Cu vi parolas esperante?"

Autor: Kenward Polak