Joanna d’Arc mormonka

8

Gdy rysunkowi Simpsonowie brali dawno temu ślub, pastor ogłosił, że Homer i Marge są już mężem i żoną, poczem dodał, że jeśli dadzą mu 10 dolarów, będą mogli się pocałować.

To oczywiście tylko żart, ale przypomniał mi, że są religie i niby-religie zupełnie pokręcone. Nie chodzi mi o małe kulty na czele z guru, zwykle bardzo podejrzane, mówię o takich, które mają wielką liczbę wyznawców. Taką pseudo-religią jest scjentologia. Ich święte księgi są tajne, mają do nich dostęp tylko scjentolodzy wyższego szczebla, ich nocne obrzędy są tajne. Coś niecoś wiemy.
Wierzą w nieśmiertelność duszy, którą nazywają teton. Gdy ciało umiera, teton przechodzi do innego ciała. Na planetę Ziemia ludzie przybyli 50 tysięcy lat temu z innych planet, a więc nasze tetony były niegdyś na innych planetach. Wymyślił to pisarz science-fiction Ron Hubbard. Psychiatrzy uważali go za chorego umysłowo, więc napisał książkę przeciwko w ogóle psychiatrii i do tej pory jego wyznawcy uważają, że psychiatria to fałszywa nauka, która powinna być zakazana.
Hubbard umarł, ale scjentolodzy wierzą, że jest żywy na innej planecie i wydaje im drogą telepatyczną polecenia. Na przykład scjentolog najwyższego szczebla Tom Cruise dostał drogą telepatyczną polecenie, że ma się rozwieść z Nicole Kidman, bo mimo namów i nacisków nie chce ona przejść na scjentologię. Hubbarda na dalekiej planecie zdenerwowało też, że żona scjentologa w „Oczach szeroko zamkniętych” radośnie uprawiała seks nie z mężem, lecz z marynarzem.
Nicole uprzedziła Toma i pierwsza wystąpiła o rozwód, poczem wróciła do Australii, gdzie zbudowano replikę placu Pigalle w Paryżu, a Kidman zagrała gwiazdę kabaretu Moulin Rouge. Dużo w tym filmie śpiewa, tylko troszeczkę fałszując.
Obecna żona Toma przeszła na scjentologię i bierze wraz z nim i dziećmi udział w nocnych tajnych obrzędach. Dzieci im nie zabrano, natomiast scjentologom niskiego szczebla zabierają i umieszczają w obozie, gdzie są musztrowane według wskazówek Hubbarda. Nie wiadomo, gdzie jest ten obóz, jest tajny. Jeśli starszemu chłopcu lub starszej dziewczynie uda się uciec, uciekinierów ściga security mafii, a gdy dopadną, siłą doprowadzają znów do obozu.
Jest też tajne więzienie dla dorosłych, którzy chcieli odejść z tego kultu, lub nie chcieli oddać dziecka, albo zalegają z haraczem na rzecz kultu, a haracz jest ogromny. FBI miało sygnały na temat kryminalnej działalności kultu, ale ich nie przyłapano. Natomiast kult wytoczył 50 spraw o zniesławienie przeciwko tym, którzy o tym piszą tak jak ja. Orzeczenia sądów były rozmaite.
Przez 25 lat procesowali się z IRS, bo IRS nie chciał uznać kultu za religię, a więc zwolnić od podatków. Po 25 latach sprawę wygrali, w USA jest to uznana religia, ale w Anglii czy Kanadzie, w Niemczech i prawie wszędzie religią nie jest. Mówią, że jest ich w USA trzy i pół miliona, ale w czasie cenzusu przyznało się do tej niby religii tylko 25 tysięcy ludzi. Ilu ich jest, tylu jest, ale są bogaci.
Mają ogromne, wspaniałe centrum w Hollywood, drugie takie w budowie na Florydzie. W Salt Lake City ich siedziba nie jest duża. Gdy tamtędy idę, przechodzę dla pewności na drugą stronę ulicy.
Mormonów jest więcej i nie mają tajnych ksiąg. „Księgę mormonów” przeczytać może każdy kto chce, w dowolnym języku. Jest też po polsku. Wręczył ją rzekomo pierwszemu prorokowi Smithowi archanioł na złotych płytkach, które potem zaginęły. Początkowo mieli dużo żon, drugi prorok Brigham Young setkę, ale żeby stan Utah mógł być przyjęty do USA, wyrzekli się z żalem wielożeństwa.
W podziemiach głównej świątyni są ceremonie częściowo tajne, ale o nich wiemy. Jest na przykład święcenie kalesonów młodych, wyjeżdżających na zagraniczne misje, by nawracać na mormonizm Europejczyków czy Polinezyjczyków. Poświęconych kalesonów nie mogą zdejmować przez dwa lata misji. Nic wielkiego, niegroźne odchylenie, podobnie jak to, że nie wolno im pić kawy ani herbaty. Prawdziwa bomba wybuchła dopiero całkiem niedawno.
Wyszło mianowicie na jaw, że mormoni od lat chrzczą na mormonizm zmarłych innych religii. Przechrzcili na mormonkę Joannę d'Arc, przechrzcili na mormona Elvisa Presleya i miliony innych. Można się z tego śmiać, można to lekceważyć, ale można się też oburzyć. Jeśli ktoś się dowiaduje, że jego rodzice zostali po śmierci przechrzczeni na mormonów, z pewnością się zdenerwuje.
Najbardziej oburzyli się Żydzi, gdy się okazało, że ich zmarli lub zamordowani są masowo chrzczeni na mormonów. Ochrzczono wiele znanych Żydów i Żydówek, w tym Annę Frank. Organizacje żydowskie chcą, żeby kandydat na prezydenta Romney publicznie odciął się od tego procederu, ale Mitt to fanatyczny mormon, więc odciąć się nie może. Gdy był mormonskim biskupem w Bostonie, pewnie sam to robił.
Pisząc o scjentologach, użyłem określenia „mafia”. Nie jest to klasyczna mafia, jaką znamy z filmów. Najsłynniejszy był „Ojciec chrzestny” z kreacją Marlona Brando. Niby dobrotliwy, życzliwy, a bezwzględny szef mafii. Czasem były dwie wielkie mafie, krwawo między sobą walczące. Nie wszystkie były włoskie, była irlandzka, była żydowska, podczas prohibicji szmuglująca alkohol z Kanady. Wysłannik nowojorskiej mafii stworzył Las Vegas.
„Ojca chrzestnego” zrobił Coppola, a Scorsese „Goodfellas”, historię innej mafii. Pierwsze słowa: „Zawsze chciałem być gangsterem. Być gangsterem to lepsze niż być prezydentem USA”, a potem: „Zabić kogoś – żaden problem”. No big deal.
Dziewczyna w filmie Almodovara „Volver” nie chciała zabić.
„Zaszedł mnie od tyłu, objął, chciał mnie rozbierać, wyrywałam się, wzięłam do ręki kuchenny nóż, żeby go przestraszyć, ale się nie przestraszył, mówił, że się nie odważę uderzyć go nożem, mamo, on leży nieżywy w kuchni”.

Autor: Stanislaw Kokesz