Karolina Leszczewicz, czyli: PSO

0
5

Planowałam napisać tylko o Karolinie, prezes PSO. Gdy później z nią o tym rozmawiałam, sprzeciwiła się. Tak zdecydowanie, że choć znajdowała się po drugiej stronie kabla telefonicznego, przysięgłabym, że tupnęła nogą.

„Nie możesz pisać tylko o mnie – PSO to dzieło wielu ludzi, bez ich wsparcia i pomocy nigdy bym sobie nie poradziła. Na przykład Małgosia – jak się w coś zaangażuje, to nie ma na nią mocnych. Albo Wojtek Knap, który bardzo prężnie działa, zawsze ma czas i służy pomocą w wielu podbramkowych sytuacjach. Gdyby nie on, wiele rzeczy by się nie udało.”

Nie sposób wymienić wszystkich, o których w naszych rozmowach wspominała Karolina, wymieniając ich liczne zasługi dla organizacji. Sama poznałam wcześniej Kasię i Artura Kowalskich, o których Karolina mówi, że PSO to niemalże ich dziecko. Kasia jest zdobywczynią pierwszego „Orla Nowego Dziennika” i wieloletnią współpracownicą naszej gazety. To niezwykła postać, społecznik pełną gębą, erudytka i wspaniała mama. Można o niej pisać godzinami. Podobnie jak o jej mężu. I kto wie, czy tego niebawem nie zrobię. Ale uparłam się, żeby w tym tekście mówić o Karolinie, bo to ona stała się teraz prawdziwą twarzą PSO i za tę decyzję biorę pełną odpowiedzialność – i niech mnie Karolina przeklnie.

Organizacja Studentów Polskich w Nowym Jorku powstała 21 lat temu, w 1994 roku. Pod koniec listopada PSO zorganizowało imprezę, którą jej członkowie postanowili uczcić jej wejście w „pełnoletność”. Karolina jest prezesem PSO od czerwca tego roku, wcześniej cały czas działała w organizacji, jak mówi była koordynatorem eventów. Stwierdziłam, że pewnie znakomicie się sprawdzała, skoro powierzono jej tak trudną i zaszczytną funkcję. Zaśmiała się, że może i tak, ale chyba bardziej wynikało to z faktu, że jest duża, głośno mówi i wszyscy się jej boją.

Prezes PSO jest co prawda wulkanem energii, zdecydowania i inicjatywy, ale bać bym jej się absolutnie nie bała, bo Karolina jest po prostu urocza. Ale wróćmy do imprezy urodzinowej – odbyła się w popularnym barze Tonic przy Broadwayu. Karolina przygotowała tort – był pyszny, lodowy i truskawkowy, impreza udała się znakomicie, wszyscy świetnie się bawili. A Karolina zamartwiała się, czy nie stopnieje, dopóki nie pojawią się wszyscy goście, a jeśli się pojawią, to czy tort będzie im smakował, czy przypadkiem ciasto się nie rozleci i czy aby dla każdego starczy. I tu dostrzegłam po raz pierwszy, jak bardzo Karolina jest skromna. W Polsce ukończyła ekonomię ze specjalizacją turystyka – pracowała jako manager ekskluzywnego hotelu Villa Vital w popularnej górskiej miejscowości wypoczynkowej, w Nowym Jorku studiuje finanse na Brooklyn College, zna trzy języki i nie przeraża jej organizacja konferencji, imprez na dwieście osób ani spływów kajakowych.

„Od zawsze lubiłam się udzielać, dlatego naturalne dla mnie było, że w każdym środowisku szukałam dla siebie miejsca przez działalność w jakiejś organizacji.Początkowo przyjeżdżałam do USA tylko na wakacje, ale już wtedy rozglądałam się za grupą, w której mogłabym zrobić coś kreatywnego. Dlatego kiedy przyjechałam tu na stałe, PSO było dla mnie naturalnym wyborem. Niektórzy krytycy PSO zarzucają nam, że nie jesteśmy już organizacją czysto studencką, że wielu z nas już dawno pokończyło studia. Ale nie rozumieją, że kto zaczął tu działać, będzie chciał pozostać w PSO także po studiach. PSO jest dla mnie jak rodzina. Znalazłam tu ludzi, na których mogę polegać, o których wiem, że mi pomogą, kiedy będę ich potrzebowała i z którymi zawsze będę miała o czym rozmawiać.”

Rozumiem Karolinę, bo też mam społeczne zacięcie, działałam w harcerstwie, udzielałam się w fundacjach, samorządach studenckich etc, ale tym bardziej rozumiem to, jaki ciężar na siebie wzięła zostając prezesem organizacji zrzeszającej olbrzymią grupę ludzi, wciąż poszukującej wsparcia finansowego i medialnego, starającego się szerzyć szczytną ideę znaczenia, jakie ma wyższa edukacja.

Karolina zapala się mówiąc o tym, ile wyzwań stoi obecnie przed organizacją. Dostrzega, że czasy się zmieniły i obecnie nie sprzyjają emigracji studenckiej do USA.

„ Większość młodych Polaków na miejsce studiów wybiera jednak któryś z europejskich uniwersytetów. Dlatego też PSO nie skupia się obecnie na udzielaniu informacji o studiach polskim i polonijnym studentom – większość z nich albo zasięgnęła informacji w internecie, albo wychowana w USA, o tym jak składać wnioski na amerykańskie uczelnie wie doskonale ze szkoły”.

Także na stronie internetowej PSO możemy przeczytać, że po tym “Jak pomóc polskiej młodzieży dostać się/kontynuować studia w USA?” nadszedł czas na “Jak pomóc polskim studentom mądrze pokierować swoją karierą po skończeniu studiów?”.

Karolina dziwi się, że wielu młodych Polaków w USA, nawet ci, którzy nie studiują, nie dostrzega szansy, jaką niesie ze sobą przynależność do PSO. „Organizacja Studentów Polskich w Nowym Jorku to nie tylko stypendia, konferencje międzyuczelniane czy sesje naukowe z jednej strony,lub imprezy towarzyskie czy sportowe z drugiej. To niesamowity networking. Staramy się rozkręcić spotkania byłych członków i sympatyków PSO ze studentami lub świeżo upieczonymi absolwentami, aby mogli się poznać, porozmawiać, nawiązać kontakt, często także zawodowy”.

Zgadzam się z Karoliną w zupełności. Miałam przyjemność być moderatorką dyskusji panelowej na ostatniej Międzyuczelnianej Konferencji Organizacji Studenckiej. Dyskusja z polonijnymi ludźmi sukcesu była ciekawa, ale jeszcze ciekawsze wydawały się być rozmowy w jej kuluarach – wystarczy wspomnieć, że każdy uczestnik spotkania wychodził z niego z pokaźnym plikiem wizytówek.

Tutaj podkreślę, że członkowie zarządu PSO, członkowie i sympatycy organizacji nie otrzymują gratyfikacji finansowej za swoją działalność.

„Boli, kiedy słyszy się opinię, że organizując płatne imprezy, takie jak coroczny Bal Studenta, nabijamy sobie kiesę. A przecież cały dochód z balu idzie na stypendia przyznawane prze PSO! Tu naprawdę nie chodzi o pieniądze, ale o to, żeby zrobić coś dobrego dla tych, którzy być może niebawem dzięki naszej pomocy będą dumą całej Polonii!”

Na stronie internetowej PSO www.pso.org możemy przeczytać takie oto zaproszenie do współpracy:

„Wszystkich, którzy dysponują chwila wolnego czasu i pokładami energii, albo tych, którzy chcą nas dopingować i wspierać nas duchowo, zapraszamy do wstąpienia w szeregi PSO. Stańcie się częścią wyjątkowej i jedynej w swoim rodzaju organizacji polonijnej non-profit, która już od przeszło dwudziestu lat służy niestrudzenie wszystkim, którzy tego potrzebują. Stań się jednym z członków naszej wielkiej rodziny, baw i ucz się razem z nami. Spędzaj swój wolny czas w doborowym towarzystwie i poznawaj ludzi, których nie spotkasz nigdzie indziej!”

Trzymam kciuki za Karolinę. Trzymam kciuki za PSO. I cieszę się, że ich poznałam, że poznałam Małgosię, Kasię, Artura, Joasię, Wojtka i innych. Na Bal Studenta, mimo że już jakiś czas studentką nie jestem, rzecz jasna się wybieram!

Autor: Zuzanna Ducka-Lubas