Mój idol Tony Soprano

57

Stwierdziwszy, że tylko jedna moja cecha uważana jest przez kobiety za zaletę, postanowiłem całkowicie się zmienić.Za wzór obrałem Anthony'ego Soprano.

Felieton Janka

 

Nie ukrywam, że temat tego Weekendu wymyśliłem, żeby wreszcie dowiedzieć się, jak zostać prawdziwym mężczyzną.
Z zamieszczonych artykułów największą pomocą okazała się ankieta wśród Polek, i to tak różnych, jak 18-letnia licealistka, 28-letnia fotografka i 70-letnia emerytka. Skonstatowałem ze smutkiem, że nie spełniam 9 z 10 wymagań. Na niektóre (ma być wysoki i przystojny) nic nie poradzę. Na inne (ma być dobrze sytuowany) staram się coś poradzić – tyle że mi się nie udaje. Wychodzi na to, że jedyna rzecz, której mógłbym się nauczyć, to naprawiać kran.
Posiadam mimo wszystko cechę oczekiwaną przez wszystkie kobiety: poczucie humoru. I tu jednak nie ma jasności. Te spotkane dotychczas często w ogóle nie łapały mojego poczucia humoru, uznając je za jakieś niepotrzebne malkontenctwo. Wiązały się z mężczyznami, którzy nie mieli poczucia humoru i w ogóle niczego ciekawego do powiedzenia. Widywałem potem te pary siedzące w milczeniu – i bynajmniej nie przy romantycznych świecach – w niedrogich lokalach. A czasem widziałem, jak on naprawiał krany. Codziennie, bo to była jego praca dająca pożądaną przez kobiety stabilizację materialną.
Stwierdziwszy, że z moich cech tylko jedna uważana jest (a i to z zastrzeżeniami) przez kobiety za zaletę, postanowiłem całkowicie się zmienić. Na to nigdy nie jest za późno!

Zdjęcie: Archiwum

Za wzór obrałem Anthony’ego, bohatera serialu "Sopranos" o mafijnych rodzinach w New Jersey.
Doskonały to serial, idealnie pokrywający się z zapatrywaniami tutejszych Polaków na Amerykę. Gdy ich bowiem słucham, Stany Zjednoczone jawią się jako kraj przeżarty korupcją, gdzie liczą się wyłącznie pieniądze, układy i znajomości, wszyscy kradną, a niewinność można sobie w sądzie kupić. Jeśli więc pominąć – całkiem w filmie częste – morderstwa, cała reszta: domki i składy fabryczne New Jersey, kluby striptizowe, objadanie się, wielkie rezydencje, samochody i ubrania jako manifestacja bogactwa – jest częścią takiej Ameryki, jaką widzą Polacy. A więc Polki pewnie też.
Postanowiłem zatem upodobnić się do Tony’ego Soprano – otyłego, tępego mordercy i złodzieja, który pomimo tego (a może – właśnie dlatego) bez problemu podrywał każdą piękną kobietę, jaką napotkał, a poza tym miał kochającą go, mimo wszystko, rodzinę.
Elegancki, wychuchany apartament w dobrym punkcie Nowego Jorku zamieniłem na dom w New Jersey, który miał cztery sypialnie, podwójny garaż i ogródek dla przyszłych dzieci. Piwnicę wynająłem, pokazując tym samym, że stoję twardo na ziemi, szanuję pieniądze i potrafię je zarobić.
Porzucając dotychczasowe pokrętne filozofie życiowe, kupiłem sobie brykę, i to taką, jaką lubią kobiety. Nieważne, że się zadłużyłem – informacji tej nie ma na stickerze na szybie samochodu. Przestałem się bać banału: nabyłem czarny samochód z czarną, skórzaną tapicerką (takimi jeżdżą zarówno poważni biznesmemi, jak i gangsterzy, a więc mężczyźni silni) znanej wszystkim marki Mercedes. Wyrzuciłem płyty z muzyką poważną i zgromadziłem nieduży zestawik kompaktów nadających się do jazdy czarną bryką oraz jako tło do seksu. Pamiętałem też, aby kupić do domu wielki telewizor plazmowy, a do łazienki – jacuzzi. Książki sprzedałem. Miałem ich za dużo –świadczyły, że może i jestem mądry, ale czy nie za bardzo? Czy nie zmarnuję życia, czytając, zamiast np. naprawiać zlew lub zarabiać ekstra pieniądze na jej kosmetyki?
Zostawiłem jednak kilka tomów, aby nie wyjść na prostaka. Postanowiłem też nie utrzymywać mieszkania w idealnym porządku – jest on podejrzany. Nieład i pusta lodówka świadczyły teraz, że w domu tego prawdziwego mężczyzny przydałaby się kobieca ręka.
Zmieniłem sposób mówienia, porzucając – i tak przez nikogo nierozumiane – gry słów. Zacząłem wyrażać się prosto i dosadnie, nie stroniąc od przekleństw.
Zmieniłem też zawód. Bycie redaktorem i osobą znaną (przez 5 osób na polonijnej dyskotece) może i rajcowało kobiety, ale tylko troszeczkę.
Skoro już opanowałem sztukę naprawiania kranów, zostałem hydraulikiem. Potem założyłem firmę, nie musiałem więc niszczyć sobie dłoni, choć i tak były one teraz silniejsze, bardziej męskie.
Postanowiłem chodzić do siłowni i przybrać 20 funtów. Co tam brzuch – chłop ma wyglądać jak chłop, na przykład jak Tony Soprano. Na szyi zawiesiłem złoty łańcuszek. Kupiłem zegarek drogiej marki. Założyłem koszulkę z napisem Armani Exchange. Przestając się zgrywać na oryginalność, na wakacje zacząłem jeździć wyłącznie do Polski, na Karaiby oraz na cruise. Wdałem się w podejrzane kombinacje finansowe, ale kobietom nigdy o nich nie mówiłem. W końcu – cały biznes, cała Ameryka, cały świat tak się kręci, czyż nie?
Moje najbliższe przyjaciółki, ceniące u mnie inteligencję i poczucie humoru, obruszały się na te zmiany. Z drugiej strony, zauważyłem w ich oczach – nieobecny dotychczas – błysk seksualnego zainteresowania. Wszystkie pozostałe, które do tej pory były pod wrażeniem mojego wykształcenia, ale na platonicznym uznaniu się kończyło, teraz ciągnęły mnie do łóżka i do ołtarza.
Zauważyłem bowiem, że te wszystkie dziewczyny, które z przyjemnością siadały do drogiej bryki, wpatrywały się w duży telewizor i dawały namówić na cruise, wcale nie patrzyły na mnie, jak na ordynarnego buca z forsą. Nie – patrzyły na mnie, jak na odpowiedniego partnera na resztę życia. Kogoś, kto da im stabilizację, pozwoli utrzymać rodzinę i żyć zwyczajnie, bo przecież codzienne życie jest zwyczajne. Carmelo Soprano, dziewczyno dresiarza, żono prezesa – chyba macie rację.
 

Autor: Jan Latus