Mole książkowe

9

Po dwóch dekadach spadku zainteresowania książkami nastąpił przełom. Amerykanie zaczęli znowu czytać!

Jest dobrze. A nawet bardzo dobrze. Z tym, że nie bardzo wiadomo, dlaczego.

Ale na razie autorzy, wydawcy, księgarze i bibliotekarze mają powody do zadowolenia. Przynajmniej w Ameryce.
W styczniu agencja The National Endowment of the Arts (NEA), zajmująca się – między innymi – zbieraniem danych na temat poziomu czytelnictwa w Stanach Zjednoczonych, ogłosiła, że nareszcie, po ponad dwóch dekadach systematycznego spadku zainteresowania słowem pisanym i drukowanym, nastąpił przełom. Amerykanie zaczęli znowu czytać! Po raz pierwszy od chwili, kiedy w ogóle wykonano podobne badanie (to znaczy od 1982 roku) statystyki czytelnictwa literatury w kategoriach: powieść, opowiadanie, poezja oraz dramat wzrosły wśród dorosłych obywateli USA o siedem procent.
Jest to wynik tym bardziej budujący, że jeszcze do niedawna wszystko wskazywało na dalszy, systematyczny spadek zainteresowania Amerykanów zawartością półek księgarskich. Najdobitniej przekonywały o tym zresztą dwa poprzednie raporty NEA o stanie czytelnictwa w USA, alarmujące: "Reading at Risk" (2004) i "Read on Not to Read" (2006). I rzeczywiście, jeszcze w ubiegłym roku nic nie wskazywało na to, że Amerykanie nagle staną się – i to masowo – wielbicielami literatury pięknej. Tymczasem nowe badania przyniosły zaskakującą wszystkich informację, że w roku 2008 księgarniom, a zwłaszcza sieci Barnes&Noble oraz Amazon przybyło aż 16,6 miliona nowych klientów sięgających po książki, które nie należą do wydawniczego (i czytelniczego) standardu na współczesnym rynku księgarskim, nie są więc przewodnikami, podręcznikami ani poradnikami. Cud mniemany. Tym bardziej że nagłego wzrostu zainteresowania prozą literacką nie da się wytłumaczyć wzrostem populacji. Przeciwnie, ów wzrost tylko komplikuje czytelnicze statystyki, niekorzystnie odbijając się na ogólnej interpretacji uzyskanych w badaniach wyników.
Ale to jeszcze nie koniec niespodzianek związanych z najnowszym raportem NEA, optymistycznie zatytułowanym "Reading on the Rise". Niezwykły skok w górę odnotowano bowiem zwłaszcza w kategorii czytelników najtrudniejszych, wychowanych już w kulturze internetu. W grupie wiekowej 18-24 wzrost przekroczył o dwa punkty ogólną amerykańską "średnią czytelniczą" i wyniósł niemal 10 procent w skali minionego roku! Od chwili ogłoszenia alarmistycznego "Reading at Risk" statystyki czytelnictwa młodych skoczyły jeszcze bardziej spektakularnie, bo znacznie ponad 20 procent.
Ale jeszcze większy rekord padł w kategorii amerykańskich Latynosów. Ich zainteresowanie słowem drukowanym w tym samym czasie wzrosło o ponad jedną piątą. W podobnym okresie Afroamerykanie poprawili swoje czytelnicze statystyki o 15, a reszta (Caucasian Whites) najmniej, bo tylko o 8 procent. Ale zawsze. Więcej czytają zaś nie tylko – tradycyjnie – panie, które jak dotąd przewodziły w podobnych statystykach, ale też panowie. I to reprezentujący wszystkie poziomy edukacji.

Zdjęcie: Archiwum

Co czyta rosnąca rzesza sięgających po książki Amerykanów? Głównie "fikcję", czyli powieści i opowiadania (owszem, także harlequiny, kryminały, fantastykę i "Harry’ego Pottera"). Spada za to zainteresowanie dramatem, a zwłaszcza poezją, od której masowo odwracają się jej dotychczas najwierniejsze czytelniczki – kobiety powyżej 24. roku życia. Wzrasta natomiast czytelnictwo prozy literackiej za pośrednictwem internetu.
W ten sposób, według raportu NEA, populacja Amerykanów podzieliła się na niewielką większość czytających (119 mln) i resztę. Jeśli jednak porównać dawniejsze i nowe statystyki, to choć jest tak dobrze, jest jednak trochę gorzej, niż było. Wzrost amerykańskiej populacji pokazuje bowiem, że czytelnictwo ujęte w liczbach bezwzględnych, wyrażających relację czytających do nieczytających, ciągle w Ameryce… spada.
Inaczej niż w Polsce, gdzie – przeciwnie, pomimo zmniejszenia się zainteresowania potencjalnych klientów zawartością półek księgarskich, zyski wydawców (oddające rzeczywisty poziom zainteresowania czytelników) ciągle rosną. Ale tak naprawdę to CBOS, który wykonuje nad Wisłą tę sama robotę co NEA w USA, jednak się nie myli. Czytamy mało, i z każdym badaniem coraz mniej. W tym roku tylko 38 procent Polaków przeczytało choćby jedną książkę. Reszta żadnej. Nawet tej z kategorii 3xp, czyli poradników, przewodników i podręczników. W tym nieczytaniu jesteśmy gorsi do reszty Europy, gdzie do księgarni lub biblioteki zagląda średnio 64 procent populacji. Jak wynika z badań Eurobarometru (prowadzonych na zlecenie Komisji Europejskiej) chętniej niż Polacy po książki sięgają nawet Węgrzy, Litwini czy Maltańczycy.
Skąd te różnice między starym i nowym światem, widoczne w czytelniczych statystykach? Nie wiadomo. Może to jeden z ubocznych efektów gospodarczego kryzysu. W Stanach, gdzie objawił on już swoje dramatyczne konsekwencje, powrót do książek może stanowić reakcję na załamanie dotychczasowego modelu egzystencji. Czyli poematy – metodą na życiowe dramaty? A poezje to środek na chwilową amnezję? Bez przesady. Jak wykazują badania, w tej roli najlepiej sprawdza się jednak "Harry Potter".

Autor: Alfa Omega