Nie kłam, kochanie…

6

The Facial Action Coding System. FACS tym się różni od klasycznych już podręczników komunikacji pozawerbalnej, że jego pole analizy ogranicza się wyłącznie do twarzy.

Ten język nie ma ortografii ani gramatyki.

Żeby nabyć biegłości w jego używaniu wystarczy słownik, który zawiera niewiele więcej niż dziesięć tysięcy "słów" (dla porównania – angielski zbliża się już do miliona). Ale aż tyle potrzebują wyłącznie eksperci. Do codziennej komunikacji wystarczy sześć-siedem podstawowych zwrotów złożonych z nie więcej niż dwóch-trzech wyrazów.
Poza tym jest to język tak uniwersalny, że posługują się nim wszyscy bez wyjątku przedstawiciele naszego gatunku, niezależnie od rasy, kultury, wychowania czy poziomu wykształcenia. No i – last but not least – to właśnie w ten sposób każdy z nas komunikuje otoczeniu ponad 90 procent wszystkiego, co ma do powiedzenia o sobie, innych i swoich poglądach na świat. Na dodatek do opanowania podstaw owej specyficznej mowy wystarczy czterdzieści minut nauki. Właśnie tyle trwa kurs propedeutyczny, pozwalający zrozumieć to, co – w gruncie rzeczy – najważniejsze w każdym naszym "akcie komunikacji" z drugim człowiekiem – tajone emocje oraz ukryte intencje.
To zresztą wcale nie koniec długiej listy paradoksów dotyczących FACS, czyli The Facial Action Coding System. Weźmy pierwszy z brzegu – choć to język znacznie starszy niż wszystkie znane systemy fonetyczne, wspólny dla całego naszego gatunku i z gruntu naturalny, został odkryty i odczytany (a jego zasady skodyfikowane) zaledwie kilka lat temu. Albo następny – w żaden sposób nie da się kontrolować "wypowiadanych" z jego pomocą komunikatów. Więc tej mowy właściwie nie można się nauczyć, a przynajmniej nie da się tego zrobić tak, jak w przypadku całej reszty języków obcych. W tym przypadku edukacja nie polega bowiem na nabywaniu biegłości i doskonaleniu sposobu wypowiedzi, a tylko na pogłębianiu sprawności w prawidłowej interpretacji tego, co komunikuje nam otoczenie. Niektórzy z nas potrafią to zresztą bez żadnych dodatkowych kursów. Ale – niestety – nie wszyscy. Choć byłoby warto, bo w tym języku nie da się kłamać!
Owszem, niektórzy szczególnie uzdolnieni aktorzy czy politycy potrafią zapanować nad swoim body language, czyli odkrytym i rozszyfrowanym już stosunkowo dawno systemem komunikacji niewerbalnej, w który angażujemy – mniej lub bardziej świadomie – całą naszą motorykę, zwłaszcza postawę i gesty. Wobec czego największa nawet sprawność w odczytywaniu mowy ciała pozwalała określić prawdziwość tego typu wypowiedzi z nie więcej niż 70-procentową pewnością. Teraz jednak, dzięki zaangażowaniu amerykańskiego psychologa Paula Eckmana, emerytowanego profesora Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco, otrzymaliśmy nowe, doskonalsze od wszystkich poprzednich narzędzie do odczytywania z body language prawdziwych intencji innych ludzi – The Facial Action Coding System. FACS tym się różni od klasycznych już podręczników komunikacji pozawerbalnej, że jego pole analizy ogranicza się wyłącznie do twarzy.
Eckman udowodnił, że chociaż potrafimy w pewnych przypadkach zapanować nad ekspresywnością ciała, powstrzymując się od wykonywania niektórych ruchów i gestów, które odbierają wiarygodność naszym słowom, to istnieją też i takie symptomy zdradzające ukryte emocje, nad którym nie mamy żadnej kontroli. Dotyczy to zwłaszcza układu mięśni twarzy, w każdych okolicznościach i na całym świecie wyrażającego dokładnie te same uczucia. To odkrycie (przełomowe, bo pozostające w sprzeczności z popularną teorią na temat związku języka gestów ze specyfiką kulturową) pozwoliło stworzyć uniwersalny "atlas mikroekspresji", czyli drobnych, odruchowych grymasów, pojawiających się – choćby przez krótki moment – na ludzkim obliczu w skojarzeniu z konkretnymi emocjami. A dzieje się to absolutnie poza kontrolą świadomości i – częstokroć – zdecydowanie wbrew naszym intencjom. Twarz nie umie kłamać.

Zdjęcie: Archiwum

Co ciekawe, większość takich mikrogrymasów czynionych przez innych wychwytuje nasza podświadomość, co manifestuje się nam później w formie "pierwszego wrażenia". Z tym, że – niestety – ów instynkt często okazuje się mylący. Natomiast FACS prawie nigdy nie zawodzi ekspertów, posługujących się w swoich analizach fotografią i zaawansowanymi komputerowymi systemami antropometrycznymi. Opinie fachowców, takich jak sam Eckman, są prawidłowe w ponad 90-procentach (brakująca reszta to też jedynie asekuracja, jak w reklamach chloroksu). Najbardziej prawdomówne są zaś nasze oczy. I jeszcze usta.
Nie potrafimy kontrolować pracy rozmieszczonych w tych okolicach drobnych mięśni mimicznych do tego stopnia, by całkowicie wyeliminować zjawisko mikrogrymasów.
Zainteresowanych działaniem tej metody w praktyce wypada w tym miejscu odesłać do emitowanego właśnie na kanale FOX serialu "Lie to me", w którym występuje alter ego Paula Eckmana w osobie eksperta od FACS (sam zaś słynny psycholog jest w tej produkcji konsultantem naukowym). Żeby samemu nauczyć się sztuki "czytania z twarzy", wystarczy skromnych rozmiarów podręcznik (plus DVD). A jak uniknąć "rozszyfrowania" przez tych, którzy mają już za sobą lekturę stosownego poradnika? Cóż, po prostu nie należy tyle kłamać…

Autor: Alfa Omega