Prapieczarki

0
7

Za największe żyjące w tej chwili zwierzęta uchodzą z kolei wieloryby.
Poważne źródła naukowe poważnie się mylą, bo największym znanym organizmem świata jest opieńka.
Owszem, nie tylko z książek do biologii, ale też z lekcji literatury pamiętamy, że opieńka jest maleńka, ale  to tylko kamuflaż. Niepozorne owocniki, czyli to, co kryje się po pojedynczym opieńkowym kapeluszem, rzeczywiście osiągają rozmiary 4-8 cm. Dla grzyba najważniejsze jest jednak to, co kryje się pod ziemią, czyli zagrzebana w glebie grzybnia. Dopiero ona, wraz z tym co nad gruntem, czyli kapeluszem lub zespołem kapeluszy, stanowi roślinę. Tymczasem grzybnia opieńki może osiągać rozmiary kilku boisk piłkarskich. Największa z dotąd odkrytych opieniek-gigantów rośnie w amerykańskim stanie Oregon, na powierzchni niemal 900 hektarów, na której zmieściłoby się 1665 boisk. Uchodzi on za największy w ogóle organizm żyjący w tej chwili na ziemi. I mało, że największy, ale też jeden z najstarszych. Jak wyliczyli naukowcy, osiągnięcie takich rozmiarów musiało zająć grzybkowi-matuzalemowi 8-9 tysiącleci.
Grzyby to zresztą rekordziści we wielu różnych dziedzinach biologii i fizjologii. Tak wielu, że nie ustają spory, czy w ogóle wypada je klasyfikować do kategorii roślin.
Przez długi czas udawało się im zwodzić w tej kwestii nawet botaników. Przecież rozwijają się na glebie (oraz szczątkach organicznych) i prowadzą osiadły tryb życia, jak rośliny. Nowsze badania ujawniły jednak, że z roślinami już nic poza tym grzybów nie łączy. We wszystkim innym są bardziej podobne do zwierząt. Nie na tyle jednak, żeby mieściły się w jednej kategorii ze złotą rybką czy kotem. Od niedawna tworzą więc osobną kategorię.
Choć przeważnie kojarzą się nam z szaroburą łodyżką nakrytą kapeluszem, także pod względem aparycji są to stworzenia niezwykle różnorodne. Owszem, większość rzeczywiście pasuje do znanego wszystkim portretu pamięciowego grzyba w ogóle, ale nie kapelusz przesądza o przynależności do rodziny, ale chityna oraz sposób życia.
Po pierwsze grzyb, żeby został oficjalnie uznany za grzyb, musi być pasożytem, a po drugie jego ściany komórkowe muszą być zbudowane z chityny (tej samej, która tworzy pancerz chrząszcza). Grzyb, żeby go traktować jak członka grzybiej rodziny, musi też odżywiać się poprzez wchłanianie.
Poza tym grzyba od grzyba może już dzielić niemal wszystko. Trudno więc się dziwić, że to stworzenia niezwykle różnorodne i wielce tajemnicze. No i wszechstronne. Choć na ogół wyglądają niepozornie i kryją się po lasach, w gruncie rzeczy są niemal wszędzie i potrafią prawie wszystko. Na przykład leczyć. Ale też zabijać. Pomagają produkować chleb i piwo, lecz mogą także niszczyć zapasy alkoholu czy pieczywa. Mogą być naszym sprzymierzeńcami, a mogą też szkodnikami. Umieją jeszcze więcej: potrafią sterować psychiką i wpływać na świadomość.
Także ludzką (historia grzybków halucynogennych jest niemal równie stara, jak sam nasz gatunek), ale niekoniecznie.
Miniaturowa owadomorka poluje na przykład na muchy, kierując w stronę nieostrożnie zbliżających się do niej owadów swoje lepkie i ciężkie zarodniki. Kiedy taki zarodnik przyklei się do muchy, wydziela specjalne enzymy, które miejscowo rozpuszczają jej chitynowy naskórek. Grzybia strzępka, kiełkująca z zarodnika, bez problemu przenika więc do wnętrza organizmu ofiary i dzieli na małe fragmenty, które płyny ustrojowe owada roznoszą po całym jego ciele. Wtedy zaczyna się proces konsumpcji muchy niejako od środka. Grzybek trawi jej narządy, wszelako nie wszystkie. Mięśnie i układ nerwowy zostawia na deser. Kiedy już spożyje wszystko, co nadawało się do spożycia, owadomorka przejmuje kontrolę nad mózgiem muchy, skłaniając ją by wspięła się na obiekt jednocześnie wysoki, i dobrze widoczny, po czym, tuż przed śmiercią przyjęła kuszącą pozycję, wabiącą inne muchy. Na koniec grzybek przytwierdza martwą już ofiarę do podłoża wysuwanymi z jej zmumifikowanego wnętrza ryzoidami (takie grzybie korzenie) i czeka na kolejne ofiary.
Oczywiście nie robi tego wszystkiego w ramach indywidualnie obmyślonej strategii, choćby dlatego, że owadomorka nie dysponuje układem nerwowym. Niemniej jej metoda polowania na muchy robi wrażenie.
Grzyby szkodzą nie tylko owadom i archeologom, zapadającym na groźną dla życia aspergilozę. Czynią też poważne straty w gospodarce, i to na skalę światową. Pomijając już miliardy ton pleśniejącej co roku żywności (pleśnie to przecież też grzyby) i butwiejących murów zajętych wilgocią, przez te tajemnicze stworzenia stoimy właśnie na progu kolejnego kryzysu energetycznego. Jak dowiedli naukowcy, gdyby nie one, grzyby spokrewnione z pieczarką, nasze dzisiejsze rezerwy węgla byłyby znacznie zasobniejsze. Niestety, w czasach, kiedy prehistoryczne drzewa zaczęły zmieniać się w surowce kopalne, pojawił się też na świecie krewniak pieczarki, który opanował sztukę rozkładu ligniny. Drugiego, obok celulozy, składnika drewna. W ten sposób grzybek skonsumował ponad połowę tego, co po trzystu milionach lat z okładem można by teraz dorzucić do pieca.
Mało tego. Nowe, jeszcze pionierskie badania wykazują, że w ten właśnie sposób niepozorne grzyby odwróciły bieg historii naszej planety. To one stały się przyczyną, dla której zakończył się na ziemi trwający przez około 60 mln lat okres karbonu. Do tej pory wiadomo było, że w pewnym momencie dziejów wygasł proces tworzenia się ze szczątków organicznych nowych pokładów węgla. Nie wiedziano jednak, co o tym przesądziło. Dziś wiele wskazuje, że stały za tym pieczarki.
Teraz odpracowują koszty tamtej prehistorycznej ingerencji przy produkcji papieru, a niedawno ruszyły też prace nad wykorzystaniem enzymów pozyskanych od grzybów do przekształcania biomasy w paliwa i inne surowce energetyczne. A i nie tylko, bo intensywne badania nad liczącą niemal 1,5 mln gatunków gromadą grzybów przynoszą coraz to nowe odkrycia do wykorzystania przez biotechnologię. Dzięki temu potomkowie węglożernych prapieczarek przynajmniej częściowo spłacają teraz swoje długi względem ludzkości. Zresztą – co nieco już spłacili. Dzięki nim mamy przecież chleb nasz codzienny oraz wino.

Autor: Marian Polak