Śmierci nie trzeba się bać

34

Z Izabelą Baczą spotkałyśmy się w sali konferencyjnej redakcji Nowego Dziennika, choć może lepiej byłoby spotkać się w jakimś bardziej kameralnym miejscu i siedzieć na wygodniejszych fotelach, bo z Izabelą mogłabym rozmawiać godzinami.

Rzadko obecnie spotyka się ludzi z taką pasją i energią, która na dokładkę jest autentycznie zaraźliwa. Pod koniec rozmowy Izabela zaznacza: „Niech pani pamięta, żeby napisać, że chciałabym podziękować mojej rodzinie – mężowi, dzieciom i moim rodzicom, bo bez ich pomocy naprawdę nic by się nie udało”
A co takiego by się nie udało? Izabela Bacza to radna z ramienia republikanów w Wallington, NJ, właścicielka domu pogrzebowego Izabela Funeral Service, społecznik pomagający w miejscowej organizacji charytatywnej, prowadząca grupy wsparcia, a prywatnie żona i matka. Rzecz jasna spytałam jak znajduje na to wszystko czas, bo ilość spraw, którymi się zajmuje wydaje się nie do ogarnięcia. „To wszystko kwestia organizacji czasu – odpowiada – ja sama jestem niezmiernie punktualna, i tego samego nauczyłam moje dzieci. To chyba tylko dzięki temu mam na wszystko czas.”
I rzeczywiście wygląda na to, że w przypadku Izabeli Baczy sprawdza się powiedzenie, że im więcej rzeczy robisz, tym więcej masz czasu. Mimo, że w sprawy polityczne była zaangażowana już od jakiegoś czasu, jej decyzja o starcie w ubiegłorocznych wyborach wielu zaskoczyła. Spytałam, jak to się stało, że w ogóle zdecydowała się wejść na trudny i grząski teren polityki.
„To właściwie samo się stało. Wspomniałam kiedyś w rozmowie, że jeśli republikanie nie wystawią żadnego kandydata na burmistrza Wallington, to ja sama wystartuję. Do głowy mi wtedy nie przyszło, że ktoś weźmie moją propozycję na poważnie, ale kilka dni później dostałam telefon z pytaniem, czy moja oferta jest nadal aktualna i zaproponowano mi, żebym startowała na radną. No i zdecydowałam się. Chciałam zmian w moim mieście, chciałam mieć wpływ na to co się w nim dzieje i na co idą moje podatki.”
Zapytałam Izabelę, czy polscy mieszkańcy Wallington w ogóle chcą angażować się w sprawy społeczne i polityczne i czy jej wysiłki nie idą na marne. Od razu powiedziała, że dostrzega pewien lęk, obawę i niewiarę w to, że mieszkańcy sami mogą decydować o sprawach miasta i…. kompletnie tego nie rozumie. Skłonienie Polaków do udziału w lokalnym głosowaniu stało się dla niej największym i najtrudniejszym wyzwaniem. „ Kiedy pytam: Dlaczego nie głosujecie, czy nie rozumiecie, że dzięki temu macie wpływ na swoje sprawy? – słyszę wciąż tę samą odpowiedź: – Ale przecież to i tak nic nie zmieni. A właśnie, ze zmieni! Myślę, że Polacy potrzebują zachęty i edukacji przede wszystkim. Niedawno okazało się, że miasto dostało wniosek o pozwolenie na otwarcia hiszpańskojęzycznego kościoła. I nie miałabym nic przeciwko, gdyby po pierwsze poinformowano o tym wszystkich mieszkańców miasta, w znacznej mierze Polaków, a po drugie gdyby wzięto pod uwagę fakt, że w planowanym projekcie  nie ma miejsca na… parking, a co za tym idzie, osoby przybywające do kościoła  parkowałyby swoje samochody na ulicy.”
Jak sobie można wyobrazić w przypadku restrykcyjnych przepisów w NJ, gdzie każde miejsce parkingowe jest na wagę złota (nie tylko w Nowym Jorku o parkingi trudno), i ten problem ma większa połowa miasta, mieszkańcy mieli prawo poczuć się wystrychnięci na dudka. Izabela oczywiście nie mogła tego puścić płazem i z typową dla siebie werwą zakasała rękawy, powiadomiła znajomych, wydrukowali ulotki i zorganizowali tak skuteczną akcję informacyjną, że na kolejnym zebraniu Zoning Board, gdzie dyskutować miano kontrowersyjny projekt, zazwyczaj pustawa sala pękała w szwach. To tylko jeden z przykładów zaangażowania Izabeli w sprawy społeczności niewielkiego, w dużej mierze polskiego Wallington. Bacza prowadzi także bloga po polsku (www.izabelabacza.com), na którym publikuje przydatne informacje dla mieszkańców, sprawozdania z posiedzeń rady miasta, i niestrudzenie przypomina o zbliżających się wyborach.
Choć Izabela opowiada o polityce z pasją, to z jeszcze większym zaangażowaniu opowiada o swojej drugiej pasji – pracy w swoim domu pogrzebowym. Wielu osobom taka pasja może wydawać się szokująca, jednak sposób, w jaki opowiada o niej Bacza, pozwala dostrzec w niej jednego z prawdziwych szczęśliwców, dla których praca nie jest kieratem, a satysfakcją i radością. Jakby to w przypadku pracy w domu pogrzebowym nie brzmiało.
„Moja babcia mieszkała na wsi, bywałam na wielu polskich pogrzebach i pamiętam ich przygnębiającą atmosferę, brak szacunku dla zmarłego ze strony pracowników cmentarza, te gumiaki, papierosy w ustach, niedbałe opuszczanie trumny do grobu, które w każdej chwili groziło katastrofą i upuszczeniem ciała na ziemię. Kiedy przyjechałam do Stanów miałam okazję po raz pierwszy wziąć udział w amerykańskim pogrzebie. I byłam w szoku! Kwiaty, muzyka, podniosła atmosfera, wszystko przygotowane w najdrobniejszym szczególe. I zapamiętałam jedną rzecz: już wtedy rozglądałam się dookoła z myślą, co ja sama mogłabym jeszcze w tym całym idealnym pogrzebie udoskonalić.”
Przez lata Izabela robiła wiele innych rzeczy – studiowała, pracowała w biurze, wyszła za mąż, urodziła dzieci, a w międzyczasie jej mąż dostał ofertę pracy w domu pogrzebowym, co według niej było chyba jakimś znakiem, bo pracując wtedy w biurze na pełen etat postanowiła rozpocząć studia w tym kierunku. W rezultacie ukończyła Mercer County Community College otrzymując Associate Degree in Funeral Service, a po rocznej praktyce w domu pogrzebowym i po zdaniu egzaminów: stanowego, państwowego, a także praktycznego egzaminu z balsamowania, otrzymała licencję Funeral Director. Studia – oprócz zajęć praktycznych, takich jak balsamowanie ciała – uczą także wszystkich procedur i przepisów związanych z pochówkiem. Izabela posiada też licencję fryzjerki i kosmetyczki, co ma niemałe znaczenie w codziennej pracy w domu pogrzebowym
”Studia były fantastyczne! Do dziś pamiętam także moją pierwszą sekcję zwłok, (na którą zresztą poszłam na własną rękę, studia tego nie obejmowały). Wielu studentów się jej obawiało, natomiast ja byłam zafascynowana! Doszłam do wniosku, że ciało człowieka jest piękne, tak wspaniale i logicznie skonstruowane, a moja praca, dzięki dbaniu o tę niesamowitą powłokę to wyraz szacunku dla istoty ludzkiej, także po śmierci.”
Izabela zajmuje się w swoim domu pogrzebowym nie tylko przygotowaniem zmarłych do pogrzebu, przebraniu i zadbaniu o ich wygląd. Przeprowadza całą skomplikowaną organizację ceremonii pogrzebowej – od pełnej dokumentacji, przez oprawę muzyczną, często transport zwłok do Polski, kwiaty, po, bodaj najważniejszą część – zadbanie o krewnych zmarłego. Dlatego też na stronie internetowej „Izabela Funeral Service” publikuje porady nie tylko na temat spraw prawnych czy organizacyjnych związanych z pogrzebem, ale także dotyczące doświadczania żałoby.
„Zmaganie się ze śmiercią bliskiej osoby u każdego z nas przebiega inaczej. Niektórzy spieszą się z pogrzebem, będąc wciąż pod wpływem szoku chcą wszystko 'załatwić' jak najszybciej i byle jak, a potem żałują, że nie wyglądało to tak, jak chciałby tego zmarły. Inni, ze względu na to, że nauczono ich od dziecka unikać pogrzebów, uważają, że jak nie będą mieć styczności ze śmiercią, to ona ich nie dopadnie. Miałam kiedyś przypadek dorosłego mężczyzny, który na pogrzebie własnego ojca wpadł w tak silny stan lękowy, że nie był w stanie przekroczyć progu sali, gdzie stała otwarta trumna. W końcu ktoś z rodziny zrobił najgorszą rzecz jaką mógł zrobić – dosłownie wepchnął go tam na siłę. Aż boję się myśleć, jaką traumę ten człowiek przechodził, a może nadal przechodzi. Dlatego, kiedy ktoś mnie pyta, czy dzieci powinno się brać na pogrzeby, odpowiadam, że jak najbardziej. Dzieci postrzegają śmierć inaczej niż dorośli. To zadziwiające, ale nie jest ona dla nich z reguły przerażająca.”
Dla Izabeli Baczy śmierć także nie jest przerażająca.” Dla mnie śmierć jest spokojem. Nie, nigdy nie bałam się duchów, nie obawiałam się,że zmarli nagle się 'obudzą' i zaczną mnie straszyć. Obcując ze zmarłymi uspokajam się, myślę o tym, że naprawdę śmierci bać się nie trzeba, o sensie życia, o przemijaniu i o tym, jak życie każdego z nas może się zmienić w jednej sekundzie. Myślę też o tym, że zamiast żyć w strachu przed odejściem z tego świata – który z reguły znakomicie sobie bez nas poradzi, naprawdę lepiej myśleć o innych. Zadziwiła mnie ostatnio moja córka, która w przyszłości chce zostać pielęgniarką na oddziale dziecięcym. Spytałam ją, czy zdaje sobie sprawę,że dzieci też umierają, że może być to dla niej ciężkie. Odpowiedziała, że wie o tym i dlatego chce być nie tylko z dziećmi ale i z ich rodzicami, żeby pomóc im poradzić sobie z tak straszliwą stratą. Jestem z niej dumna.”

Autor: Zuzanna Ducka-Lubas