Szpilki na Giewoncie

26

Wśród polskich internautów trwa nieustający konkurs na Taterniczkę Roku. Jak na razie pierwszą pozycję zajmuje w nim sympatyczna z wyglądu blondynka, która wrzuciła do sieci zdjęcia z Gubałówki, na których dumnie prezentuje mikroskopijną mini, kusy top oraz białe kozaczki z szydełkową cholewką. Na szpilkach!

W tym właśnie stroju dziewczę wybrało się na podbój szczytów i – jak dowodzi obrazek – wspięło się skutecznie!
Inne kandydatki do tytułu dokonały podobnego wyczynu już to w czółenkach na słupku (Morskie Oko), już to w klapkach-japonkach. Ktoś zrobił zdjęcie taterniczce-amatorce w takich laczkach na drodze do Orlej Perci.
W sumie nie ma co wybrzydzać, bo jak się przyjrzeć dokładniej specjalistycznym butom do wspinaczki, to trudno przeoczyć, że one też są na obcasach. Tyle, że tego nie widać, bo cała konstrukcja takiego buta tkwi w środku. Buciczki na ściankę wyglądają jak zgięte w połowie, przez co stopa układa się w nich niemal identycznie jak w klasycznych high heels. A nawet jeszcze mniej anatomicznie, bo palce są tu mocną przygięte ku dołowi, natomiast śródstopie wygięte ku górze. Zapewne ten kształt wynika ze wspinaczkowej praktyki, która wskazuje wszakże, że nawet w górach nie ma to, jak obcasy. Zwłaszcza wysokie, bo te są na skałach najbardziej praktyczne.
Kozica tylko dlatego jakoś radzi sobie na mokrych, śliskich skałach, że ma wąskie, rozdzielone kopyta. W ten sposób łatwiej jej balansować na półkach skalnych i zaczepiać na najdrobniejszych wyłomach.
Klasyczne buty trekkingowe, pomijając ich niewątpliwe zalety w postaci ochrony stóp przed zwichnięciem i innymi urazami mechanicznymi, niekoniecznie dobrze sprawdzają się na takich właśnie, wąskich, śliskich, skalistych ścieżkach. Duża powierzchnia podeszwy ślizga się niebezpiecznie, a też nie ma jej o co skutecznie zaczepić. W takich trampkach trzeba do wspinaczki więcej miejsca, niż w „pionierkach na obcasie”. To nie żarty.
Szpilka przydaje się wyjątkowo nie tylko w górach. Jeszcze lepiej sprawdza się po zejściu ze szlaku, na przykład przypadku ataku dzikich zwierząt (lub dzikich górali), bo to broń z gatunku niezawodnych. Poza tym zawsze można taką szpilkę zdjąć ze stopy i użyć jak klamry, wbijając w skalną szczelinę. Dzięki temu można sobie, w razie czego, stworzyć dodatkowy punkt podparcia i bezpiecznie doczekać interwencji ratowników.
Szpilka to doskonałe narzędzie szerokiego zastosowania i użytku. A poza tym, jak powszechnie wiadomo ze „Szpilek na Giewoncie”, w górach szyku zadaje się wyłącznie w szpilkach właśnie.
Tylko patrzeć a – na podobieństwo wyścigów na setkę na wysokich obcasach – pojawi się, w ramach kolejnej olimpiady zimowej, konkurencja wspinania się na obcasach na Gubałówkę. Główną nagrodą będzie drugoplanowa rola w serialu.
Inna sprawa, że moda na bieganie po górach na szpilkach bynajmniej nie wyszła z Polski.
Eksperymenty z obcasami wysokogórskimi trwają już od jakiegoś czasu, czego dowodem są materiały z kampanii reklamowych znanych marek na sezony zimowe.
W ubiegłym roku szpilki na „po nartach” lansowała marka Ralph Lauren. Całkiem niedawno buty trekkingowe na obcasach stanowiły z kolei ozdobę kolekcji Tory Burch. Teraz sandałki wspinaczkowe pokazały się w ofercie firmy Teva, reklamowane jako pierwsze sandały sportowe na 4-calowym słupku. Gdzie chodzi się w podobnych buciczkach złożonych z pasków na bieżnikowanych podeszwach? No jak to gdzie? Oczywiście, że po górach. Z materiałów reklamowych wynika, że są to sandały wspinaczkowe. Obcas służy do zaczepienia liny. Ale to chyba oczywiste.
Kto teraz – w świetle najnowszych tendencji w dziedzinie obuwia sportowego – zaryzykuje tezę, że zdobywanie Giewontu, a choćby tylko Gubałówki, w szpilkach, to sport ekstremalny?

Autor: Bożena Chlabicz