Tadeusz Sudoł, Pięknoduch z wyspy

85

– To będzie tylko jedno spotkanie? A ja o tyle sprawach chciałbym ci powiedzieć!

Tadeusz jest pełen entuzjazmu i pełen pomysłów. Chciałby upiększyć życie nowojorczyków, a zwłaszcza swoich przyjaciół i sąsiadów z Roosevelt Island, gdzie mieszka od 1991 roku. Dlatego chciałby jak najwięcej powiedzieć – nie, nie o sobie, ale o inicjatywach, na których skorzystają wszyscy.
Rzadko zauważa się u polskiego imigranta takie zaangażowanie w życie społeczne miejsca, w którym osiadł. Na ogół Polacy w Ameryce ograniczają się, po pracy, do życia rodzinnego i kontaktów z kilkorgiem, zwykle polskich, przyjaciół. Tadeusz Sudoł jest urodzonym działaczem społecznym, doskonale rozumiejącym istotę i największą zaletę amerykańskiej demokracji: działania oddolne.
Jest prezesem (wybieranym co roku, po uczciwej kampanii – podkreśla) galerii RIVAA mieszczącej się w samym sercu Roosevelt Island, przy 527 Main Street. To świetnie położona dzielnica, na rzut kamieniem od Manhattanu, połączona z nim kolejką linową i tunelem metra. Mieszkają tu dyplomaci z ONZ, a za kilka lat wprowadzą się studenci i naukowcy, gdyż uniwersytet Cornell na postawi na południu wyspy ogromny kampus Cornell NYC Tech.
Roosevelt Island, osiedle liczące zaledwie 40 lat, jest częściowo udanym eksperymentem urbanistycznym. Sudoł podkreśla, że jego dzieci mogły tu zawsze bezpiecznie biegać i bawić się, że wszyscy się znają, że jest swojsko. Istotnie, do jego galerii RIVAA przychodzą często ci sami ludzie, przyjaciele, uczniowie, czasem pacjenci szpitali. Tu Tadeusz ma swoje mieszkanie, przystań spokoju po dniu pracy spędzonym w pracowni architektonicznej na Manhattanie.
Słabością Roosevelt Island jest to, że nie jest to dzielnica bardzo żywa. Odczuwa się jednak izolację, fakt, że od Manhattanu oddziela ją East River. Praktycznie nie ma tu życia nocnego, a ruch pieszy nawet na Main Street jest umiarkowany. Zmienia się to w ostatnich latach – wybudowano wiele nowych kondominiów, a w zabytkowym budynku na planie ośmiokąta powstała druga galeria Octagon. Wraz z galerią RIVAA oraz trzecią – Motorgate, przy wjeździe na dzielnicowy parking – tworzą one jedną artystyczną organizację, której przewodzi właśnie Tadeusz.
Od kilku lat żyje on jednak nowym projektem.

Ciepłownia atrakcją turystyczną

Roosevelt Island Steam Plant to ciepłownia wybudowana w latach 30. i rozbudowana w 50., która ogrzewa dwa szpitale na wyspie. Jej dni są policzone. Miała być wyburzona lecz – dzięki staraniom Sudoła, po licznych spotkaniach z mieszkańcami dzielnicy i władzami miasta – postanowiono pozostawić strukturę. Chciano przeznaczyć obiekt na cele komercyjne lecz – znowu po zabiegach Tadeusza – zgodzono się, że powinna służyć mieszkańcom miasta. Jest to imponująca hala z wysokimi kominami. Sudoł zlecił stosowne badania – stalowa konstrukcja hali jest w dobrym stanie. Tadeusz chce pozostawić stojące tam maszyny – i dodać nowe. Marzy mu się coś w rodzaje muzeum techniki, a może nowojorska wersja Tate Modern, londyńskiej galerii także ulokowanej w nieczynnej elektrowni. W Londynie usunięto jednak wszystkie stare maszyny, pozostawiając pustą skorupę budynku. Na Roosevelt Island powstałoby coś innego – muzeum, gdzie amerykańska młodzież, może po raz pierwszy w życiu, mogłaby przyjrzeć się starym maszynom, docenić piękno inżynierii.
Sudoł zawsze był zafascynowany techniką, materialnym świadectwami ludzkiej myśli. Jest architektem z inżynierskiego domu, zawsze interesowało go więc nie tylko zewnętrzne piękno budowanych obiektów ale i sam akt wykonawstwa. Gdy kilka lat temu remontowano kolejkę linową na Manhattan, zrobił wystawę swoich zdjęć maszynowni tej kolekcji, przedstawiając niczym obiekty sztuki futurystów różnobarwne koła, tryby i dźwignie.
– To będzie nowa High Line! – mówi z przekonaniem o ciepłowni. – Tyle lat odrzucano tamten projekt, a dziś, gdzie idą wszyscy turyści? Właśnie na High Line, opuszczony, przeznaczony pierwotnie do rozbiórki, wiadukt kolejowy na Manhattanie.
Tadeusz, nie zważając że zabłoci eleganckie buty i zabrudzi marynarkę, ciągnie mnie do środka hali (gdzie ciągle jeszcze huczą turbiny), pokazuje zaniedbany podwórzec, wreszcie triumfalnie pokazuje główne wejście do budynku, oddalone może o 20 metrów od stacji kolejki linowej.
– Wyobrażasz sobie, jak to miejsce może stać się popularne? – mówi. – Na dachu będzie elegancka restauracja, niżej pracownie-inkubatory, gdzie naukowcy i wynalazcy będą pracowali nad swoimi koncepcjami i projektami. Może tu być muzeum, miejsce imprez kulturalnych, ośrodek młodzieżowy a la PS 1 na Queensie, kawiarnia ogródkowa… – emocjonuje się.
Już kilka lat chodzi wokół tego projektu, buduje ramy prawne, strukturę organizacyjną, szuka sponsorów.
Wbrew pozorom, plan może okazać się realny. Na tej urokliwej wyspie – lepiej przecież położonej niż, tak dziś popularna, Governors Island – niedługo znajdzie się przecież na stałe kilka tysięcy studentów politechniki Cornell. Kolejne tysiące przyjadą z Manhattanu malowniczą kolejką linową – i prosto ze stacji przejdą do ogrodu nowego centrum sztuki i techniki, nazywanego roboczo MOTAAS.

Życie osiedlowe

Mimo pewnych odległych podobieństw do osiedli z czasów PRL-u i w ogóle nowoczesnej zabudowy europejskich miast, Roosevelt Island, dzieło architekta Philipa Johnsona, ma tę zaletę, że jest osiedlem na wyspie. Otoczonym wodami East River, z fantastycznym tłem wieżowców Manhattanu. Sudoł dobrze odnajduje się w takim otoczeniu. – Na początku pobytu w Nowym Jorku – wspomina – przez półtora roku mieszkałem przy West 97. Street – i poznałem tylko jednego sąsiada i portiera. Na Roosevelt Island od razu miałem przyjaciół.
Ma ich nadal – jest osobą powszechnie znaną. W galerii RIVAA organizuje wystawy i koncerty; sprawił, że w przyszłości w niektóre dni swoje spotkania mieć tu będzie uniwersytet Cornell, co pozwoli zapłacić czynsz. W skromnej, nowoczesnej galerii, wśród betonowych wieżowców znowu można poczuć się jak w PRL-u, w dobrym sensie, jak w jakimś domu kultury gdzie ambitnie, nie zważając na trudną rzeczywistość, propaguje się sztukę. A sztuka jest czymś dla Tadeusza najważniejszym.

Życie estety

Tadeusz jest estetą: ukończył architekturę, projektuje piękne rezydencje i obiekty publiczne, ubiera się elegancko, urządził mieszkanie ze smakiem, jeździ samochodem o szlachetnych liniach. Ma to szczęście że może utrzymać się w Ameryce z pracy, która jest zarazem jego pasją. Zamiłowanie do sztuki nie musi być dla niego niepraktycznym hobby. Dlatego może ciągle myśleć, że estetyka życia – otoczenia, obiektów architektury, jest czymś o kapitalnym znaczeniu dla jakości życia społecznego, jakości stosunków międzyludzkich. Ceni też sam proces tworzenia, artyzm bez dyplomu, u zwykłych ludzi. Dlatego promuje coroczne festiwale sztuki na Roosevelt Island, podczas których przygodne osoby mogą malować na przygotowanych, ustawionych na trawniku płaszczyznach. Dlatego zaprzyjaźnił się z artystami-amatorami, którzy wystawiają w galerii RIVAA.
Jeśli wszystko dobrze pójdzie, za parę lat będzie miał koło domu jeszcze większy ośrodek sztuki, jeszcze większe zgromadzenie ludzi z zamiłowaniem do sztuki – i do techniki. W dawnej ciepłowni.

Dla Tadeusza Sudoła estetyka życia – otoczenia, obiektów architektury, jest czymś o kapitalnym znaczeniu dla jakości życia społecznego, jakości stosunków międzyludzkich. Ceni też sam proces tworzenia, artyzm bez dyplomu, u zwykłych ludzi.

TADEUSZ SUDOŁ urodził się w Tarnowie. Ukończył architekturę na politechnice w Krakowie, tam też doktoryzował się w 1983 r. Wykładał na politechnice w Poznaniu oraz w Akademii Sztuk Pięknych. Wraz ze wspólnikami prowadził architektoniczne biuro projektowe.
W 1989-91 r. wykładał na Columbia University jako visiting professor, następnie podjął współpracę z prestiżowym biurem architektonicznym Thierry W. Despont. W firmie tej pracował nad znaczącymi projektami, m.in. rezydencja Billa Gatesa w Seattle, Getty Museum w Los Angeles, hotel Carlyle, oraz wieloma luksusowymi rezydencjami w Nowym Jorku, Hamptons na Long Island, Sun Valley, Los Angeles i Londynie.
Wystawia swoje prace – fotografie i rysunki – w galerii RIVAA, której od dziesięciu lat jest prezesem.

Autor: Jan Latus