Trzeźwy jak Polak?

40

Niby ciągle stanowimy klasę dla siebie, niby bijemy światowe rekordy, ale prawda jest brutalna: daliśmy sobie odebrać pierwszeństwo i w tej konkurencji.

Polak owszem, wypić wciąż potrafi. Mało, że wypić – potrafi też to przeżyć. Czternaście z kawałkiem rekordowe promile, z których powodu trafiliśmy na krótko na czołówki dzienników na świecie, mówią same za siebie. Głowy ciągle mamy jako naród mocne, co zdaniem ewolucjonistów świadczy, że na wspomniany wyżej rekord sumiennie pracowali także nasi przodkowie, licząc od Piasta Kołodzieja albo i dalej. Tylko, że złoty wiek pijaństwa to już nad Wisłą przeszłość. Teraz pod względem spożycia czystego spirytusu na głowę mieszkańca rocznie (a właśnie tak mierzy się poziom pijaństwa na świecie) jesteśmy ledwo w połowie stawki. Na dwudziestej pozycji. Owszem, przekraczamy statystyczną średnią niemal dwukrotnie, przyjmując na głowę dwa razy tyle procentów co Amerykanie, ale i tak wyprzedzili nas pod tym względem przedstawiciele licznych nacji, i to nie tylko europejskich.
Zgodnie z ogólnoświatową tendencją, w myśl której Stary i Nowy Świat powoli ustępują pierwszeństwa Azji we wszystkich dziedzinach gospodarki, a w ślad za tym także życia, również i w kwestii picia wyprzedzili nas azjatyccy konsumenci. A konkretnie Koreańczycy, którzy przodują w światowych rankingach pijaństwa z wynikiem ponad 15 litrów czystego alkoholu rocznie na statystyczną koreańską głowę.
Na trzeźwo żaden Europejczyk by tego nie wymyślił, bo jak wiadomo Koreańczycy, podobnie jak przedstawiciele innych narodów azjatyckich, mają z powodów ewolucyjnych ogromne problemy z przyswajaniem alkoholu. Dla nich to dosłownie trucizna. A jednak i w tej dziedzinie rzucili wyzwanie Zachodowi. Z opłakanym skutkiem, ale przecież dowiedli, że i Koreańczyk, jak się uprze, wypić potrafi.
Azjaci, choć ambitni, i tak wciąż piją mniej niż przodujący w rankingach opilstwa Europejczycy.
Cóż bowiem znaczy koreańskie piętnaście litrów na parę skośnych oczu rocznie wobec wyniku jaki osiąga pierwsza na liście Mołdawia. Statystyczny Mołdawianin wypija imponujące 18,2 litra czystego etanolu. Głównie w formie wina. Wino wygrywa w ten sposób z piwem, bo drudzy w rankingu Czesi, osiągają zaledwie 16,5 litra. A kolejni – Węgrzy – jeszcze mniej, bo 16,3 litra na głowę. Dla porządku wypada tylko dodać, że 8,5 litra w przypadku Czechów pochodzi z piwa.
Tuż za podium, w co uwierzyć trudno, znalazła się ojczyzna kultu napojów wysokoprocentowych, kraj, gdzie picie znalazło swoją najwyższą formę filozoficzną i literacką – Rosja. Niestety, statystyki są nieubłagane. Brutalna prawda brzmi: 15,7. Z takim wynikiem już niedługo Imperium ustąpi nie tylko Czechom, ale nawet Korei. My, ze swoimi 13, 3 litrami, spadliśmy jeszcze niżej. Teraz pijemy tyle, co Słowacy, ale znacznie mniej, niż nie tylko Rosjanie (15,7), Chorwaci (15,1), Ukraińcy (15,6) czy Białorusini (15,1). Wyprzedzają nas także Portugalczycy, Holendrzy, a nawet Duńczycy. Więcej od Polaków piją nawet Francuzi, autorzy porównania „pijany jak Polak”. I nie chodzi tu tylko o statystyki konsumpcji wina, co byłoby jeszcze zrozumiałe, ale o czysty etanol w ogóle. Więcej niż smoki piją też Anglicy, o czym chętnie zaświadczą mieszkańcy Krakowa. Przy młodych Brytolach zataczających się w weekendy pod Sukiennicami, nawet Smok Wawelski pęka.
Z drugiej strony,wciąż pijemy jednak więcej, niż Finowie czy uchodzący (bezpodstawnie) za największych na świecie konsumentów piwa Niemcy. Oni, z marnymi 12,8 litra na tyrolski kapelusik, wloką się w ogonie zataczającej się Europy.
Jak to możliwe, żeśmy tak sporządnieli? To, co nie udało się za cara a potem za komuny, i na co nie pomogły ani izby wytrzeźwień, ani niedzielne kazania, szybko i w białych rękawiczkach  załatwiła ekonomia. Nie chodzi o ceny, bo teraz – jak policzyli autorzy tego typu opracowań – w porównaniu do realnych dochodów „połówka” kosztuje dużo mniej, niż w czasach Peerelu. Picie może jednak kosztować (i zwykle kosztuje) utratę ciężko wywalczonego etatu czy w ogóle zatrudnienia. Mało kto ryzykuje, więc różne formy alkoholowej rekreacji rodacy zostawiają na weekendy. W związku z czym roczny bilans procentów jest niższy. Toteż i pozycja Polski w rankingu Najbardziej Pijanych Krajów Świata, spadła na koniec drugiej dziesiątki.

Autor: Marian Polak