Wesele inaczej

24

Wesele w Polsce to niezwykle ważny ceremoniał, na który nierzadko wydaje się fortunę.

Status społeczny czy majątkowy nie ma przy tym większego znaczenia. Można nawet powiedzieć, że im ktoś mniej zamożny, tym bardziej zależy mu na przepychu i zrobieniu wrażenia na rodzinie.
O statusie wesela mówi wiele to, jakich i ilu operatorów zatrudniają państwo młodzi. Bo to, że operator (nazywany kamerzystą) musi być i z wesela musi powstać film, to wiadomo! Człowiek-orkiestra, czyli połączenie fotografa z operatorem, to opcja najtańsza i najbardziej żenująca. Zwykle wtedy ani zdjęcia nie są dobrze zrobione, ani film – trudno bowiem jednemu człowiekowi ogarnąć dwa zupełnie inne urządzenia. Ci, którym jednak wydatki weselne nie straszne, zamawiają na ślub pełną, profesjonalną ekipę filmową z ramieniem kamerowym, steadycamem (osprzęt umożliwiający płynny ruch kamery w ruchu), a nawet profesjonalnym oświetleniem filmowym. Ci ludzie świetnie wiedzą czego chcą: pięknych, krótkich filmów dokumentujących w artystyczny sposób cały dzień ślubu. To, że ci najbogatsi stawiają nacisk na to, aby filmy poweselne były krótkie, oznacza, że naprawdę wiedzą na co wydają pieniądze. O wiele większe wrażenie robi bowiem piękny, 3-minutowy film nagrany na parę kamer, niż 25-minutowy czy nie daj Boże godzinny rzęch, z tańcami wszystkich weselników, oczepinami i gośćmi wcinającymi kotlety i sałatki.
Na eleganckim, drogim weselu nie ma przaśnych zabaw, wodzireja i zespołu, który gra covery disco polo. Są za to koniecznie okrągłe stoły (w stylu amerykańskim) zamiast wspólnego stołu w podkowę, suto zastawionego jedzeniem, jest kwartet smyczkowy lub ewentualnie zespół jazzowo-popularny oraz od czasu do czasu tzw. atrakcje. Te ostatnie to tango w wykonaniu mistrzów albo pokaz sztucznych ogni czy jakiś inny występ z udziałem profesjonalistów, którym oczywiście słono się za to płaci.
Te ekskluzywne wesela łatwo też rozpoznać po lokalizacji; zamiast sali weselnej najczęściej wynajmuje się pałac, zamek albo ewentualnie stary dworek. Do tego jest catering z wyśmienitej restauracji, a nie tzw. talerzyk na osobę za 30 dol., z dużą ilością sałatek z majonezem, które tanio i łatwo zrobić, bo wystarczy rozdrobnić i pokroić cokolwiek jest w kuchni pod ręką.
Mimo, że każde wesele – nawet to mniej ekskluzywne – sporo kosztuje, w Polsce mało jest par, które by z niego zrezygnowały. Dlatego wiele banków oferuje specjalne kredyty ślubne. Ludzie biorą w ich ramach od 6 do nawet 20 tys. dolarów! Wzięcie na siebie takiego zobowiązania finansowego to oczywiście pomysł idiotyczny, ponieważ wesele raczej się nie zwraca (nawet biorąc pod uwagę prezenty gotówkowe od rodziny) i zwykle kończy się to wpadnięciem w długi zaraz na początku nowej drogi życiowej.
Od niedawna można w Polsce brać śluby poza urzędem stanu cywilnego – urzędnik może dojechać w zasadzie w dowolne miejsce. Coraz więcej osób korzysta więc z tego, aby mieć ślub jak z amerykańskiego filmu, czyli w ogrodzie, w oranżerii czy nawet nad brzegiem morza. Na polskim wybrzeżu powstało już sporo lokalizacji nastawionych właśnie na śluby z morzem w tle. Na przykład hotel Bryza w Juracie gwarantuje “nadmorską naturę i szum fal”.
Zupełnie inne tendencje widzi się w dużych miastach, szczególnie wśród ludzi około 30-ki, którzy nie są tradycjonalistami. Ci często zapraszają tylko najbliższą rodzinę do restauracji, a w inny dzień wyprawiają niezobowiązującą imprezę. Takie imprezy to po prostu potańcówki, które organizuje się w jakimś klubie lub miejscu bardziej “offowym”: studiu fotograficznym czy filmowym, szkole tańca itp. Muzyką zajmuje się wynajęty DJ, darmowy alkohol to zwykle najwyżej parę lampek wina, przekąski są lub nie, w zależności od budżetu. Na takich “weselach” państwo młodzi często proszą o nieprzynoszenie prezentów, ale o darowiznę na jakąś fundację lub przyniesienie np. karmy dla zwierząt dla schroniska.
Niektórzy biorą ślub zagranicą – bez zapraszania rodziny czy przyjaciół. Moi znajomi postanowili połączyć podróż przed- i poślubną i pobrali się dyskretnie w konsulacie w Singapurze. Tam od lat najchętniej jeżdżą na wakacje i tam właśnie chcieli przypieczętować swój długoletni już związek. Jak stwierdzili bardziej też opłacało im się wydać pieniądze na kolejną podróż niż na wódkę, sałatki i schabowe dla stu osób.

Autor: Ewa Śródka