Wojenne domino

4

Trudno oprzeć się wrażeniu, że komuś zależy na zarażaniu świata wojną, na rozprzestrzenianiu międzynarodowej anarchii, aby rządy, i tak reagujące głupio, jeszcze bardziej gubiły się w decyzjach, media zaś traciły oddech w przekazywaniu najnowszych doniesień.

Komuś zależy, żeby media mieszały fakty, zaprzeczały sobie i wyciągały płytkie wnioski, nie uwzględniając, że to karany jest prezydent USA za brak zgody na wojnę z Iranem.
Zaczęło się na Majdanie w listopadzie 2013 roku, bo lud w końcu nie zdzierżył samowoli rządzących, wyrzucił urzędującego prezydenta i chciał jakoś mądrzej. Nie było dane, bunt został przekierowany. Rosjanie na Krymie podnieśli krzyk, że są dyskryminowani i chcą do Rosji. Na co Stany Zjednoczone odpowiedziały możliwością umieszczenia baz w bezpośrednim sąsiedztwie południowo-zachodniej granicy FR. Może nawet koło samego Krymu, który wtedy należał do Ukrainy prącej do Europy. Ambicje terytorialne Putina podgrzane zostały krzykiem ziomków dostarczających „dowodów” prześladowań. Prezydent „kochający” swój lud nie mógł dłużej słuchać skarg, jak również uważał, że nie wolno przejść obojętnie obok jedynej w swoim rodzaju okazji przywrócenia Krymu do macierzy i półwysep zaanektował. Zdawało się, że Zachód zastosuje sankcje na niby – i będzie po krzyku.
Gdyby w grę wchodził jednorazowy objaw przemocy międzynarodowej, prawdopodobnie tak by się skończyło. Mamy jednak do czynienia z celowym zaognianiem konfliktów w pozornie niezwiązanych ze sobą punktach geograficznych.
Na Ukrainę zjechała wszelkiego autoramentu zawodowa partyzantka, zawsze gotowa służyć karabinem w potrzebie. Pojawili się ekstremiści Ramzana Kadyrowa i ukrywającego się Doku Umarowa, o którym krąży wygodna dla niego plotka, że nie żyje. Ten ostatni od lat marzy o kalifacie kaukaskim i nie wchodzą w grę rozwiązania połowiczne; ma zapanować szariat jako jedyne źródło sprawiedliwości, poparty duchowo surami Koranu. Jest niewykluczone, że Putin stał się zakładnikiem tej gry wojennej i ofiarą własnej polityki: „Kadyrow ma wolną rękę i może żądać złotych gór, jeśli zachowa spokój w rosyjskiej części Kaukazu.” Prezydent Rosji wygrał w ten sposób ponad dziesięć w miarę pokojowych lat. Kadyrow to nie tylko gubernator – prezydent Czeczenii, ale przywódca religijny o dużej popularności w ościennych republikach islamskich należących do FR. Niech Putin spróbuje wycofać chłopców z Ukrainy, a wierny współwyznawcom sunnita, rządzący według prawa szariatu, da znak do walk narodowowyzwoleńczych na swoich terenach. Przez porowate granice zbiegną się wrzeszczący „Allahu Akbar” i chętni do strzelania fundamentaliści, ekstremiści, Wahhabici, milicjanci, dysydenci, rewolucjoniści, najemnicy i wszyscy inni traktujący wojnę jako źródło utrzymania lub sposób na przeżycie. Wielka Rosja może się skurczyć, jeśli efekt domina ogarnie inne republiki, okręgi i terytoria. Putinowi braknie wojska. Jakże by było miło, gdyby szyickie Azerbejdżan i Iran wtrąciły swoje trzy grosze na skutek zgrabnej prowokacji, tylko jak na razie ciężko poruszyć irańską wyobraźnię wojenną. Sunnici natomiast absolutnie nie analizują wrabiania ich w wygodne wojny i pędzą do każdego konfliktu, rozróby czy choćby podpalenia, jakby już tam czekały na nich piękne hurysy.
W tym samym czasie, gdy na oczach świata wschodnią Ukrainę ogarnęły bratobójcze starcia, oficjalne media milczały na temat rosnącej powoli i konsekwentnie opozycji sunnickiej niezadowolonej z szyickiego rządu w Iraku. Nagle ogłoszono, że ISIS, spadkobierca Al Kaidy, walczy bardzo czynnie i brutalnie o kalifat na terenach północnych tego kraju i we wschodnio-północnej Syrii. Jej prezydenta, Baszara al-Asada, przestano linczować medialnie, jakby zapomniano o jego istnieniu albo brakło antenowego czasu. Można się pogubić – i chyba o to chodzi.
Możliwość radykalnej zmiany granic na Bliskim Wschodzie podziałała jak kubeł zimnej wody i Stany Zjednoczone przestały wytykać Iranowi nuklearne dążenia, natomiast rzuciły się na wspólne opracowywanie strategii pomocy szyickiemu premierowi Iraku – al Maliki. O ile amerykańscy doradcy wojskowi oficjalnie wylądowali na ziemi irackiej, o tyle ich obecni sprzymierzeńcy, żołnierze perscy nie wychylają nosa ze swojego państwa. Przynajmniej nie w mundurach z dystynkcjami, bo natychmiast staliby się winnymi nieprawdopodobnych zbrodni wojennych, o czym CNN powiadomiłby cały świat. Nie jest jednak wykluczone, że oddziały irańskie grasują po Iraku jedynie w uniformach globalnie rozpoznawalnych jako wojenne. Podobna moda również panuje na Ukrainie, w Afganistanie, Pakistanie, Jemenie i wszędzie, gdzie czynniki oficjalne lubią zamieszanie, niemniej z zachowaniem państwowego incognito. W ogarniętych walkami cieplejszych krajach trudno o jakiekolwiek rozpoznanie, gdy wrogie para-armie zaopatrują się w plastikowe klapki u jednego dostawcy internetowego lub na tym samym lokalnym bazarze.
Innym ulubionym winnym jest Hamas, demokratycznie wybrany, co nie znaczy, że zna się na rządzeniu, najczęściej jednostronnie obarczany winą za napadanie na swoich sąsiadów – „obrońców” pokoju i sprawiedliwości.
Putin obwołany został bandytą. Jemu i jego kolegom oligarchom zamknięto konta w Szwajcarii, za wsadzenie kija w mrowisko na zamówienie, czyli zajęcie Krymu i zamianę antagonizmów etnicznych w regularną wojnę. Konflikt na Ukrainie będzie trwał latami, przygasając lub na nowo wybuchając jak zamieszki w strefie Gazy. Współczesny problem zbrojnych starć nie polega na siłowym zdobyciu hegemonii, lecz na nieustającej, nękającej walce podjazdowej, tak, aby broń miała zbyt i ludzie nie wołali o pracę, której rynek coraz bardziej się kurczy z wielu, zawinionych przez decydentów, przyczyn.
Każda wojna rozpali się ochoczo, jeśli pośle się trochę jedzenia i wodę w celu podtrzymania zdolności noszenia karabinu. Należy jeszcze podjudzić sunnitów, nadepnąć im na religię i zabijanie rozwinie się w pełni, odwracając uwagę od tych, którzy doprowadzili do konfliktu. Bez znaczenia jest, czy Irak to czy Ukraina. Za parę miesięcy mogą zapłonąć państwa nadbałtyckie, nie dla mocarstwowej uciechy Putina, ale dla dodatkowego odwrócenia uwagi od przygotowań do wielkiej wojny z Iranem.
Zanim zbombardowano Gazę 12 czerwca 2014 roku na Zachodnim Brzegu Jordanu zamordowano trzech kilkunastoletnich chłopców. Ich ciała bardzo szybko i bez problemów odnaleziono. Ktokolwiek to zrobił, jest zwyrodnialcem. Trudno jednak uwolnić się od skojarzenia z Sarajewem w 1914 i radiostacją gliwicką w 1939. Jakby taki ruch strategiczny nie był wystarczający, spadają samoloty i loteria pomyślnego lądowania nie daje zbyt dużych szans na wygraną. Awantury arabskie trwają i niesubordynowani Amerykanie zostali ukarani koniecznością eksodusu ze stolicy Libii Trypolisu. Kręgi rozchodzą się coraz szerzej i nie wygasają zgodnie z prawem fizyki, ale nabierają siły zgodnie z prawem wojny.

Autor: Halina Kaczmarczyk