I znowu rok wyborczy
Pisząc podobny komentarz w grudniu 2005 roku, nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że za dwa lata napiszę go w podobnym tonie.
Bo rzeczywiście rok ten minął dość niespodziewanie pod znakiem wyborów parlamentarnych. Mimo że jeszcze na początku wydawało się, że rządy oczekiwanej przez wielu, a znienawidzonej przez jeszcze więcej – jak się później miało okazać – koalicji będą trwać przez pełną kadencję. Tymczasem Prawo i Sprawiedliwość wprowadzające w życie założenia “rewolucji moralnej” na miarę IV RP musiało w pierwszej kolejności zajmować się niesubordynowanymi “przystawkami” – jak wdzięcznie określiły Samoobronę i Ligę Polskich Rodzin media.
Kiedy CBA nadal w niejasnych wciąż okolicznościach zorganizowało zasadzkę na Andrzeja Leppera, wiadomo było, że PiS będzie przez pewien czas rządził samodzielnie, bo dla LPR z jej nieliczną grupą posłów rozpad koalicji był politycznym być albo nie być. Nęcony wciąż wysokimi notowaniami w Sejmie premier Jarosław Kaczyński postawił na wcześniejsze wybory, bo na dłuższą metę rządy gabinetu bez sejmowej większości są nieskuteczne.
Polakom zafundowano więc bardzo krótką, ale niezwykle intensywną, czasami brutalną – do czego jednak zdążyliśmy już przywyknąć – kampanię wyborczą. Wiele już powiedziano o przyczynach porażki PiS, który oczywiście najchętniej zrzuciłby winę na nieprzychylne media, społeczną kampanię zachęcającą do udziału w wyborach i mobilizację najmłodszego “nieuświadomionego politycznie” elektoratu.
W tym jednak upatruję zasługę Jarosława Kaczyńskiego, że wyeliminował Lepperów i Giertychów z polskiej polityki. Miejmy nadzieję, że raz na zawsze. Doprowadził też pośrednio do tego, że do lokali wyborczych ruszyło o wiele więcej osób niż zwykle, dzięki czemu mogliśmy pochwalić się wciąż stosunkowo niewielką w porównaniu z innymi demokracjami, ale jednak napawającą optymizmem frekwencją wyborczą. Czy ta aktywizacja to efekt sprzeciwu wobec formy uprawiania polityki forsowanej przez braci Kaczyńskich? Odpowiedź dał wynik wyborów i zwycięstwo Platformy Obywatelskiej.
Głośno było jak co roku o lustracji – głównie za sprawą namaszczonego na nowego metropolitę warszawskiego abp. Stanisława Wielgusa, który przyznał się do współpracy z SB i zrezygnował z funkcji, zanim ją jeszcze objął. Lustracyjne szyki pomieszał partii jeszcze wówczas rządzącej Trybunał Konstytucyjny, który nie zostawił suchej nitki na ustawie lustracyjnej, której jednak niektóre przepisy zaczęły obowiązywać, m.in. otwarty dostęp do teczek i publikacja zawartości archiwów IPN w formie katalogów. Polską wstrząsnęło także pierwsze od wielu lat samobójstwo polityka – życie odebrała sobie była poseł SLD i minister budownictwa Barbara Blida, rzekomo zamieszana w aferę łapówkarską przy handlu węglem na Śląsku.
Podlasianie przeżywali z kolei walkę z ekologami o upragnioną przez tych pierwszych obwodnicę Augustowa. Ostatecznie okazało się, że sprawa wróciła do punktu wyjścia – co prawda w luksemburskim trybunale trwa sprawa o naruszenie przez Polskę unijnych dyrektyw, ale polski sąd zakwestionował decyzję o budowie trasy, co oznacza, że cały proces budowy łącznie ze złożeniem wniosku przez inwestora trzeba zacząć od nowa.
Polacy przeżywali też mocno m.in. tragedię polskich pielgrzymów, których autokar rozbił się we francuskich Alpach oraz osobiste dramaty polskich żołnierzy, którzy ostrzelali cywilów w Afganistanie i stali się antybohaterami precedensu, z którym nie mieliśmy do czynienie we współczesnej Polsce.
— Marcin Poznań (Opublikowane: gru 19, 07:44)
Komentarze
Komentowanie zakończone dla tego artykułu
