Senat pełen darmozjadów

Przeczytałem ostatnio w portalu Interia, że Senat musiał odwołać najbliższe posiedzenie, ponieważ z braku projektów ustaw napływających z Sejmu, nie ma co robić.

Jak to nie ma co robić? Przecież Senat jako konstytucyjny element władzy ustawodawczej ma własne możliwości legislacyjne. Zamiast siedzieć i pierdzieć w senackie stołki (przepraszam – fotele) i czekać na to, co spłynie z Sejmu, trzeba wziąć się samemu do roboty. PO ma w Senacie większość, nic nie stoi na przeszkodzie, by komisje senackie zapoczątkowały realizację części pomysłów z kampanii wyborczej… Ale po co? Tu jak nigdzie sprawdza się powiedzenie ze starych czasów “czy się stoi, czy się leży…”. Z tym, że w przypadku Senatu należy się także w przypadku odwoływanych posiedzeń.

Kiedyś PO postulowała likwidację tej “wyższej” izby parlamentu dla oszczędności. Wobec nicnierobienia Senatu chciałbym przypomnieć tę szlachetną inicjatywę i namówić do powrotu do niej nie tylko w hasłach. Kiedy jednak partia zapowiada likwidację Senatu w kampanii, a w wyborach zdobywa większość w Senacie, rezygnacja z tej zdobyczy nie jest już taka łatwa, prawda? Przecież senator Boruseiwcz i Niesiołowski by się zapłakali. Nie mówiąc już o Romaszewskim, który przecież tak się awanturował o stołek wicemarszałka. Tylko się pytam po co? Żałuję, że podczas ostatnich wyborów postawiłem krzyżyk przy którymkolwiek z kandydatów do Senatu. Mam teraz poczucie, że przyłożyłem rękę do tego nieróbstwa.

Marcin Poznań (Opublikowane: lut 19, 14:42)

Komentarze

Komentowanie zakończone dla tego artykułu