Imigracyjne minimum

Po kilku tygodniach przerwy imigranci przypomnieli politykom o swoim istnieniu. Najpierw w obchodzonym 17 września Dniu Obywatelstwa domagano się ułatwienia procedur prowadzących do naturalizacji. Następnego dnia w Waszyngtonie legalni imigranci protestowali głośno przeciwko gigantycznym opóźnieniom w rozpatrywaniu spraw przez urząd imigracyjny.
Kongres przekreślił szanse na poważniejszą reformę systemu imigracyjnego, kiedy latem tego roku w Senacie przepadł projekt ustawy, która – choć daleka od doskonałości – otwierała między innymi nielegalnym imigrantom furtkę prowadzącą do legalizacji. Na kolejną, kompleksową legislację trudno w najbliższej przyszłości liczyć, bo problem imigracji to polityczny “gorący kartofel”, którego nikt nie będzie chciał ruszyć przed prezydenckimi wyborami w 2008 roku. Zamiast szukać szerokich rozwiązań, trzeba przestawić się na strategię drobnych kroków.
Problemu niesprawności systemu nie da się jednak zamieść pod dywan, a kwestii obecności 12-milionów nielegalnych imigrantów nie rozwiąże się zaostrzeniem represji. Do Kongresu będą musiały więc wracać projekty ustaw, których zadaniem będzie uśmierzenie najpoważniejszych bolączek, takich jak choćby brak wykwalifikowanych rąk do pracy. Na rozwiązanie czeka jednak dużo więcej problemów. Program minimum sformułowała kilka dni temu Nowojorska Koalicja Imigrantów, przedstawiając pięć podstawowych postulatów stanowiących warunek sine qua non reformy imigracyjnej. Mowa w nich m.in. o konieczności odwołania drastycznej podwyżki opłat czy zapowiedzi zaostrzenia egzaminów na obywatelstwo. Obok stworzenia ścieżki do obywatelstwa dla nielegalnych imigrantów najważniejszym z nich jest jednak skrócenie procedur i zlikwidowanie zaległości w urzędach imigracyjnych.
Ten ostatni postulat wcale nie musi oznaczać konieczności zmiany obowiązującego prawa. Czekanie latami na otrzymanie zezwolenia z Departamentu Pracy czy sprawdzenie przeszłości kryminalnej przez FBI trudno zaliczyć do “rutynowych” procedur. Miliony ludzi żyją dziś w USA w stanie prawnego zawieszenia, czekając na decyzję urzędników.
Rozładowanie zaległości w urzędzie imigracyjnym jest przede wszystkich kwestią zwykłej przyzwoitości wobec ludzi, którzy wybierają USA jako swoją drugą ojczyznę. Działalność tej instytucji finansowana jest przede wszystkim z opłat samych zainteresowanych – potencjalnych imigrantów lub obywateli. W warunkach wolnego rynku kilkaset dolarów zapłaconych za usługę powinno stanowić zobowiązanie usługodawcy do szybkiego załatwienia sprawy. Jeżeli ktoś musi zapłacić 900 dolarów za zieloną kartę albo prawie 700 dolarów za naturalizację, ma prawo wymagać, aby jego podanie zostało rozpatrzone bez większych opóźnień. Funkcjonowanie urzędu imigracyjnego stanowi zaprzeczenie tej zasady.

Tomasz Deptuła (Opublikowane: wrz 20, 12:35)

Komentarze

Komentowanie zakończone dla tego artykułu