Nie zamykać naszych parków!
W ramach cięć budżetowych New Jersey chce zamknąć część należących do stanu parków. Z mapy turystycznej Wschodniego Wybrzeża zniknie kilka popularnych i tanich plaż oraz kempingów. Nie wiadomo do końca co stanie się z siecią tras dla turystów pieszych i rowerzystów.

Parki stanowe w New Jersey są rajem dla piechurów Copyright: Tomasz Deptuła
Zamykanie terenów rekreacyjnych jest generalnie fatalnym pomysłem. Jeszcze niedawno stan New Jersey wraz ze stanem Nowy Jork wspólnie wykupywały ziemię pod nowo tworzony park Sterling Forest. Dziś gubernator Jon Corzine chce całkowicie zamknąć 9 parków, w kilku kolejnych dokonać znacznych cięć i ograniczyć świadczone usługi. Znacznie ograniczy to możliwości czynnego wypoczynku dla osób o średnich i niskich dochodach, zwiększy także tłok w parkach, które mają uniknąć cięć.
W ubiegłym roku parki, które teraz umieszczono na czarnej liście odwiedziły 2 miliony ludzi. Oprócz zykłych “piknikowiczów”, którzy na łonie natury smażyli hamburgery i popijali (nielegalnie) cienkie amerykanskie piwo, na trasach pojawili się także turyści piesi i kolarze górscy. Dla nich zamknięcie parków jest chyba największym ciosem. Absurdalność propozycji zrozumiemy, gdy uświadomimy sobie, że przez wyznaczony do całkowitego zamknięcia High Point State Park (najwyższy punkt stanu New Jersey) przechodzi nasłynniejszy szlak turystyczny w USA – Appalachian Trail – biegnący przez stany Wschodniego Wybrzeża od Maine na północy po Georgię na południu. Ciekaw jestem jak Corzine wytłumaczy ludziom, którzy przez kilka miesięcy wędrują przez góry, że dalej nie powinni iść, bo… są cięcia budżetowe. Ja jako mieszkaniec New Jersey i (od czasu do czasu) turysta kwalifikowany już palę się ze wstydu.
Budżet New Jersey rzeczywiście znajduje się w opłakanym stanie i cięcia wydają się nieuniknione. Warto jednak sporządzić rachunek zysków i strat. Na zamknięciu parków Corzine chce zaoszczędzić około 8,8 miliona dolarów z 34 milionów przeznaczanych co roku na ten cel. Nie jest to wysoka kwota w porównaniu z olbrzymim budżetem stanu. Być może w drodze negocjacji z legislaturą uda się uniknąć zamykania przynajmniej części przeznaczonych pod nóż parków.
Jeśli jednak cięć rzeczywiście nie da się uniknąć, należałoby pomyśleć o innych możliwościach udostępniania tras turystycznych, kąpielisk i kempingów. W USA istnieją ogromne możliwości zdobywania funduszy ze źródeł prywatnych oraz korzystania z usług wolontariuszy. Część odpowiedzialności za podtrzymanie funkcjonowania parków mogłyby wziąć na siebie władze lokalne. Ceny za dostępu do kąpielisk czy kempingów można podnieść w rozsądnych granicach, a tam gdzie jest to prawnie możliwe – oddać w ajencję. Zamiast zapowiadać zamknięcie parków od 1 lipca (środek sezonu letniego) lepiej poświęcić najbliższe tygodnie na znalezienie dodatkowych funduszy na podtrzymanie ich działalności.
Zamknięcie parków może mieć także poważnie konsekwencje gospodarcze dla miejscowości znajdujących się na bezpośrednim zapleczu terenów turystycznych. Lokalne restauracje, sklepy, czy pchle targi czerpią każdego lata wymierne zyski z osób spragnionych mniej lub bardziej czynnego kontaktu z przyrodą. Spadek ruchu turystycznego oznaczać będzie dla nich poważne kłopoty a tym samym mniejsze wpływy z podarków do stanowej kasy. A mamy na głowie recesję. W końcowym rozrachunku może się okazać, że o ile rzeczywiście budżetu nie stać na utrzymywanie sieci parków stanowych, to jeszcze więcej stracimy na ich zamknięciu.
— Tomasz Deptuła (Opublikowane: kwi 10, 17:11)
Komentarze
