Walka z korkami po nowojorsku
Nie będzie (na razie) pobierania dodatkowych za wjazd samochodem na Manhattan w godzinach szczytu. Plan Bloomberga, który miał tyluż przeciwników co zwolenników przepadł w stanowej legislaturze w kontrowersyjnych okolicznościach. Jednak dopóki nie wyjaśni się pewnych spraw lepsze jest utrzymanie status quo, niż zabieranie się za pobieranie od nas słonych opłat za wątpliwą przyjemność stania w manhattańskich korkach.
Propozycja forsowana przez Ratusz wzorowana była na rozwiązaniach londyńskich. Miała przynieść wymierne korzyści nie tylko w postaci mniejszych korków w centrum Manhattanu. Obrońcy środowiska naturalnego mówili głośno o zmniejszeniu poziomu smogu, a lekarze o spadku zachorowań na choroby cywilizacyjne, np. dziecięcą astmę. Pobierane opłaty miały także poprawić kulejący system komunikacji publicznej, z uruchomieniem kolejnych szybkich połączeń autobusowych włącznie.
Każdy kij ma dwa końce. Plan pobierania opłat w centrum Manhattanu miał także swoje poważne wady. Jego przeciwnicy zwracali uwagę, że plan jest formą stosowanego wybiórczo podatku, w którym stosunkowo nieliczna grupa osób będzie musiała ponosić koszty reformy całego systemu komunikacyjnego. Podniesiono też argumenty natury ekonomicznej. Skutki planu odczuwać mieliby najmniej zarabiający, mniejsze firmy przewozowe oraz drobny biznes, dla których zapłacenie 8 dolarów (samochód) lub 21 dolarów (ciężarówka) za wjazd na wyspę na południe od Parku Centralnego mógłby okazać się wydatkiem trudnym do zamortyzowania. Mieszkańcy New Jersey do obecnych 8 dolarów płaconych w Tunelu Lincolna czy w Holland Tunnel. Poza tym zmniejszenie ruchu w centrum musiałoby się wiązać z większymi obciążeniami dla systemu komunikacji publicznej, na które miasto wraz z całą aglomeracją jest nieprzygotowane. Wobec braku miejsc parkingowych przy stacjach kolei dojazdowych i zbiorczych przystankach autobusowych (park and ride) tłok niechybnie musiałby się przenieść na ulice miasteczek i dzielnic, z których ludzie usiłowaliby dojeżdżać do centrum Manhattanu. Wiele miejscowości i dzielnic już broni się przed zalewem commuters, zezwalając na parkowanie w godzinach pracy jedynie swoim mieszkańcom.
Upadek planu Bloomberga będzie miał dla miasta wymierne skutki finansowe. Nowy Jork straci dostęp do 354 milionów dolarów pomocy federalnej, która miała być przeznaczona zarówno na budowę systemu poboru opłat, jak i na modernizację systemu komunikacji publicznej. Te pieniądze trzeba będzie gdzieś znaleźć. Wie o tym każdy nowojorczyk wsiadający rano do metra na rozsypujących się stacjach, czy często psujących autobusów. Politycy z Albany, którzy nie dopuścili do głosowania nad projektem powinni przynajmniej wskazać alternatywne rozwiązania dla Nowego Jorku. W przeciwnym wypadku wszystko zacznie się nam sypać na głowy. Jeśli to będzie tylko łuszcząca się farba z sufitu – pal licho. Ale jeśli będzie to strop w tunelu pod rzeką Hudson?
— Tomasz Deptuła (Opublikowane: kwi 9, 12:44)
Komentarze
