135-lecie parafii św. Antoniego w Jersey City

Jubileusz najstarszego polskiego kościoła w New Jersey

317
Ks. kanonik Józef Urban jest proboszczem i administratorem parafii św. Antoniego od 2001 roku / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

"Widzę w tym wszystkim pomoc Bożą, ponieważ niewyobrażalne jest, by z tak niewielką liczbą wiernych przeprowadzić tak poważne prace renowacyjne. Dzięki temu do naszej parafii powróciło normalne życie, zwiększyła się liczba wiernych o prawie 300 procent w porównaniu z tym, co tutaj zastałem w 2001 roku" – mówi "Nowemu Dziennikowi" ks. kanonik Józef Urban, proboszcz i administrator parafii św. Antoniego w Jersey City.

Od prawie dwóch dekad pełni ksiądz funkcję proboszcza i administratora parafii św. Antoniego w Jersey City w stanie New Jersey. Jaka jest jej historia?

Parafia św. Antoniego istnieje od 135 lat. Jest to najstarszy polski kościół w stanie New Jersey. Kiedyś nasi rodacy mieszkający w Jersey City należeli do parafii św. Stanisława Biskupa i Męczennika na Manhattanie, ale w związku z problemami związanymi z transportem postanowili wybudować kościół w swojej okolicy. Dzięki funduszom zebranym z niewielkich składek udało im się to zrobić. Przed laty parafia św. Antoniego była bardzo prężna i kiedyś należało do niej nawet 15 tys. wiernych. Działała przy niej szkoła podstawowa oraz liceum św. Antoniego, a nawet teatr, który znajdował się przy Newark Avenue. W związku z tym całe życie kulturalno-oświatowe koncentrowało się przy naszej parafii. Zdarzało się, że podczas ważnych świąt ludzie nie mieścili w kościele, dlatego często jednocześnie odprawiano msze św. zarówno w głównej sali, jak i w tzw. dolnym kościele. Wtedy pracowało tutaj pięciu polskich księży. Dodatkowo w szkole oraz liceum uczyło 21 zakonnic. Tak więc była to najbardziej prężna parafia w stanie New Jersey. Niestety, to wszystko zmieniło się, gdy Polacy zaczęli wyjeżdżać z Jersey City. W związku z tym przestała funkcjonować szkoła podstawowa, a kilka lat temu zostało zamknięte także liceum.

Kościół św. Antoniego w Jersey City jest wpisany na listę amerykańskich zabytków / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

W parafii tej było kilku proboszczów, którzy na trwałe wpisali się w jej historię. Na pewno należą do nich: ks. Aleksander Michnowski, który powiększył drewniany kościół oraz spowodował, że liczba parafian wzrosła z 500 to 10 tysięcy, ks. Bolesław Kwiatkowski, który odbudował kościół po wielkim pożarze w 1895 roku oraz utworzył szkołę parafialną, ks. prałat Ignacy Szudrowicz, któremu wierni zawdzięczają wspaniały marmurowy ołtarz w stylu gotyckim, czy też ks. Leon Hak, dzięki któremu zostało utworzone liceum St. Anthony’s High School. Do tego grona należy również zaliczyć księdza kanonika, bo – jak twierdzą obecni parafianie – to właśnie dzięki księdzu kościół św. Antoniego nadal istnieje i dobrze prosperuje. Jak ksiądz wspomina swoje początki w Jersey City oraz późniejszą pracę administracyjno-duchową?

Gdy w 2001 roku przyszedłem, jako proboszcz, do tej parafii, to zastałem tutaj jedną wielką ruinę. Kościół był w bardzo złej sytuacji finansowej, ale także duchowej. Parafian było niewielu. W tygodniu w mszach św. o godz. 6 uczestniczyło ok. 15-19 osób, a na lekcje religii uczęszczał tylko jeden uczeń. W niedziele na polskie msze św. o godz. 7:30 rano przychodziło ok. 35 wiernych, a na mszy św. odprawianej po angielsku o godz. 9 rano pojawiało się ok. 9-11 osób. Na drugą polską mszę św. o godz. 10 przychodziło ok. 40 ludzi, ale na godz. 12 w południe tylko od 3 do 5 wiernych. Dla mnie, jako byłego misjonarza w Argentynie i Teksasie, gdzie w Dallas założyłem pierwszą polską parafię pw. św.św. Piotra i Pawła, była to bardzo przejmująca sytuacja. Przyszedłem tutaj z parafii św. Kazimierza w Newarku, gdzie także byłem proboszczem. Tam udało mi się odbudować kościół, który spłonął w pożarze. Wybuchł on w nocy, tuż po tym, jak już zacząłem pracę w tej parafii. Brałem czynny udział w akcji gaśniczej, a nawet  wyniosłem Najświętszy Sakrament z płonącej świątyni. Gdy w 2001 roku pojawiłem się w parafii św. Antoniego w Jersey City, zastałem ją w bardzo nieuregulowanej sytuacji finansowej, z długiem wynoszącym 200 tys. dolarów. Tygodniowa kolekta wówczas wynosiła ok. 600-800 dol., a prócz spłaty długu trzeba było ponieść wszelkie koszty, opłacić ubezpieczenia, media i pracowników. Dodatkowo 15 tys. dol. musieliśmy zapłacić za wodę. Były to rachunki z pięciu lat, ponieważ jeden z burmistrzów Jersey City – Anthony Cucci – zwolnił wszystkie parafie z opłat za wodę, ale jego następca Gerald McCann stwierdził, że tak nie może być i musieliśmy wyrównać opłaty za cały ten okres. Poza tym zarówno budynek kościoła, jak i pomieszczenia parafialne były w fatalnym stanie technicznym. Przeciekały dachy i wszędzie stały wiadra, do których kapała woda, okna były podparte deskami i nie było możliwości zrobienia żadnego remontu, ponieważ brakowało na to pieniędzy. Diecezja chciała nawet zamknąć tę parafię oraz sąsiadujący z nami kościół Matki Bożej Różańcowej i wspólnie przenieść nas do parafii św. Michała w Jersey City. Wówczas zaprotestowałem, ponieważ tam nie było żadnego parkingu dla wiernych, a poza tym stwierdziłem, że nie pozwolę zniszczyć najstarszego polskiego kościoła w New Jersey. Broniłem parafii św. Antoniego do końca, mimo że okupiłem to zdrowiem. Przeszedłem zawał serca, wylew oraz zachorowałem na cukrzycę, ale mimo tego udało mi się uratować ten kościół. Od samego początku czułem pomoc Bożą, ponieważ gdy się tylko tutaj pojawiłem, to otrzymałem 100 tys. dol. od jednej z parafianek, od pani Nelly, której zmarł mąż. Te pieniądze wystarczyły, żeby rozpocząć remonty. I tak krok po kroku szliśmy do przodu, a nawet zainstalowaliśmy klimatyzatory w kościele, bo latem było w nim zbyt gorąco. Wraz ze zmianami zaczęła się podnosić frekwencja wśród wiernych uczęszczających na msze św. Później przejęliśmy Polską Szkołę Dokształcającą im. Marszałka Józefa Piłsudskiego, która wcześniej działała przy parafii św. Anny w Jersey City. W naszych pomieszczeniach placówka prowadzona przez charyzmatyczną dyrektorkę Bogusławę Huang znalazła swoją oazę. Powróciła także katecheza prowadzona po polsku i angielsku. Dzięki zaangażowaniu dzieci szkolnych w działalność naszej parafii również zbliżyli się do niej ich rodzice, którzy zaczęli uczęszczać na nasze msze św. W ten sposób powoli udało mi się odbudować tę parafię pod względem duchowym.

Wnętrze kościoła św. Antoniego z marmurowym ołtarzem, wykonanym we Włoszech, oraz amboną z ruchomym daszkiem, zaprojektowaną przez architekta Roda Messmera / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

Wyremontował ksiądz także plebanię.
Gdy się tutaj pojawiłem, to w pomieszczeniach parafialnych oraz sekretariacie – podobnie jak w kościele – wszędzie stały wiadra, do których kapała woda i wszystko było w fatalnym stanie. Jednak znalazła się pewna rodzina Teresa i Jack Rukavinowie, która odbudowała te trzypiętrowe pomieszczenia zupełnie za darmo, włącznie z zakupem farb i wszelkich materiałów. Tak więc to również zawdzięczam opiece Bożej oraz św. Antoniego.

Jak obecnie ksiądz kanonik radzi sobie z rosnącymi kosztami i utrzymaniem kościoła?
Około trzech lat temu, gdy nasze katolickie liceum bankrutowało, ponieważ było bardzo mało uczniów, a diecezja nie była w stanie go wspierać, stwierdzono, że szkołę tę można uratować pod warunkiem, że znajdzie się na jej działalność ok. 10-15 mln dolarów. Niestety, nie udało się zdobyć tych pieniędzy, więc ją zlikwidowano. Wówczas odnalazłem dokumenty, że jej budynek należy do parafii św. Antoniego. Wtedy chciano go sprzedać za 20 mln dolarów, ale się nie zgodziłem i stwierdziłem, że lepiej będzie dać go w leasing, żeby zapewnić stały dopływ pieniędzy na przyszłość. Zachęciłem także parafian, by modlili się do św. Antoniego, aby dobrze potoczyły się nasze plany. I okazało się, że udało nam się wynająć te pomieszczenia na 15 lat dla Montessori School. Z funduszy pochodzących z leasingu robimy remont budynku szkoły oraz częściowo przeznaczamy je na nasze wydatki. Pieniądze pochodzące z wynajmu byłego liceum pozwalają mi na utrzymane parafii. Dodatkowo, zgodnie z umową, w soboty i niedziele możemy korzystać z pomieszczeń szkolnych, organizując tam np. lekcje religii czy jakieś spotkania. Myślę, że w sprawach finansowych dużo zawdzięczam mojej wielowzroczności i przewidywaniu pewnych rzeczy.

A skąd ksiądz ma takie doświadczenie biznesowe?
Nauczyłem się tego pracując w wielu miejscach, jako misjonarz w Argentynie, później w Dallas w Teksasie, w parafii św. Kazimierza w Newarku, a obecnie od prawie 20 lat tutaj, w parafii św. Antoniego w Jersey City. W Polsce pracowałem tylko 6 lat jako wikariusz, a poza granicą jestem już 41 lat i wszędzie, gdzie się pojawiłem, byłem proboszczem. Dzięki doświadczeniu, jakie przez te lata zdobyłem, udało mi się podnieść z upadku tę parafię, usunąć wszelkie przecieki w kościele i na plebanii. Poza tym odnowiliśmy fasadę kościoła oraz wstawiliśmy 18 nowych kolumn podtrzymujących wieżę, zreperowaliśmy dzwony i zabezpieczyliśmy okna, wymieniliśmy piece i wprowadziliśmy ogrzewanie gazowe. Tak więc budynek kościelny jest już w dobrym stanie. Koszt tych remontów wynosił około 500 tys. dolarów. Widzę w tym wszystkim pomoc Bożą, ponieważ niewyobrażalne jest, by z tak niewielką liczbą wiernych przeprowadzić tak poważne prace renowacyjne. Dzięki temu do naszej parafii powróciło normalne życie, zwiększyła się liczba wiernych o prawie 300 procent w porównaniu z tym, co tutaj zastałem w 2001 roku.

Figurka św. Antoniego, patrona najstarszej polskiej parafii w New Jersey / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

Udało się także księdzu kanonikowi zabezpieczyć budynek kościoła na przyszłość poprzez wpisanie go na listę zabytków.
Przewidując, że może dojść do takiej sytuacji, że kiedyś ktoś zechce zamknąć tę parafię, zacząłem starać się o wpisanie naszego kościoła na listę zabytków. I udało mi się to osiągnąć. Dzięki temu, nawet gdyby kiedyś doszło do sytuacji, że nie będzie tutaj odprawiana żadna msza św., to budynku nie zlikwidują ani nie zamienią na nic innego, ponieważ jest on zabytkiem chronionym prawne.

Wnętrze kościoła św. Antoniego jest bardzo piękne i zabytkowe.
Mamy piękny marmurowy ołtarz, który został wykonany we Włoszech. Z kolei witraże zostały zrobione w Monachium w Niemczech. Kościół zdobi także bardzo dużo pięknych mozaik. Wewnątrz świątyni znajduje się także oryginalny, drewniany krzyż, który ocalał z pożaru w 1895 roku i nie został uszkodzony przez ogień, mimo że spłonął cały kościół. Gdy się tutaj pojawiłem, to znajdował się on przy drzwiach wejściowych, więc postanowiłem przenieść do przedsionka konfesjonał znajdujący się na środku nawy po prawej stronie kościoła, a w jego miejscu zrobić kaplicę i postawić ten krzyż. Ludzie modlą się klęcząc przed nim, ponieważ uważają go za cudowny krzyż. Składają tam także swoje wota dziękczynne za otrzymane łaski i uzdrowienia. Również tym roku tuż po Wielkanocy zdarzył się pewien cud. Nasz organista, muzyk i kompozytor hinduskiego pochodzenia miał rzadko występujący nowotwór na języku. Przeszedł operację w szpitalu i miał mieć jeszcze 40 naświetleń radiowych, nie mógł nawet mówić. W Niedzielę Miłosierdzia Bożego zaprosiłem go na popołudniową mszę św. Po jej zakończeniu mieliśmy procesję, odmówiliśmy także koronkę, a na koniec postanowiłem każdego pobłogosławić Najświętszym Sakramentem. Następnego dnia, tuż po wizycie w szpitalu Andy (bo tak ma na imię ten organista) przyszedł i powiedział mi, że lekarz stwierdził, że z jego języka nowotwór całkowicie zniknął i wyznaczył mu kolejną, kontrolną wizytę dopiero za rok.
Wracając do opisu wnętrza kościoła, po drugiej stronie nawy, naprzeciw tego ocalałego krzyża zrobiłem kaplicę Matki Bożej Częstochowskiej. Gdy odsłania się obraz Matki Bożej Częstochowskiej, to tak jak na Jasnej Górze pojawia się wówczas specjalna muzyka. Ludziom się to bardzo podoba i często proszą, żeby prócz mszy św. odsłaniać ten obraz także podczas ślubów czy pogrzebów. Mamy również zabytkową ambonę, z regulowaną wysokością jej zadaszenia, w zależności od wysokości kapłana, co wpływa na akustykę podczas wygłaszania kazania. Jest to oparte na specjalnym patencie. Często różne wycieczki przychodzą, by obejrzeć nasz kościół, a czasem nawet przyjeżdżają do nas ludzie z Nowego Jorku, by wziąć tutaj ślub. Uważam, że jest to najpiękniejszy kościół w całym New Jersey.

Kaplica z cudownym krzyżem ocalałym z pożaru kościoła w 1895 roku / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

Jak zdaniem księdza, przez prawie 20 lat administrowania kościołem św. Antoniego w Jersey City, zmieniała się Polonia skupiona wokół niego?
Polonia trzymała się przy naszej parafii, ponieważ mamy dobrą liderkę, którą jest Bogusława Huang, dyrektorka polskiej szkoły im. Piłsudskiego. Prócz szkoły pilnowała, żebyśmy zawsze uczestniczyli w Paradzie Pułaskiego oraz żeby dzieci kultywowały wszelkie tradycje kościelne i patriotyczne, czy to podczas nabożeństw, przy pomniku Katyń 1940, czy też, jak w przypadku Dnia Flagi w ratuszu miejskim. I to wszystko zbliżało Polonię do naszej parafii. Co prawda młodzi ludzie, którzy obecnie kończą tutaj szkoły, wolą iść do amerykańskich kościołów, bo tam łatwiej jest im komunikować i modlić się po angielsku, dlatego też wprowadzamy msze św. odprawiane w innych językach, by ich zatrzymać. Co prawda Polonia w Jersey City każdego roku się zmniejsza, ale za to do naszej parafii dołączają się Amerykanie, Hindusi, Filipińczycy, a więc cała lokalna społeczność.

Wspomniał ksiądz kanonik o pomniku Katyń 1940. Prócz uczestnictwa w organizowanych tam od wielu lat uroczystościach, w roku ubiegłym wziął ksiądz czynny udział w jego obronie.
Pewnego dnia pojawiła się u mnie delegacja osób, chcących doprowadzić do referendum w sprawie pozostawienia pomnika, z prośbą o udostępnienie im sali na spotkania. Początkowo się tego obawiałem, żeby przez przypadek nie podzielić parafian, ponieważ jedni byli za pozostawieniem tego monumentu na Exchange Place, inni za jego przeniesieniem na York Street. Doszedłem jednak do wniosku, że należy pomóc obrońcom. Zachęciłem także wiernych innych narodowości do składania podpisów pod wnioskiem, a nawet poprosiłem ks. Jerzego Zasłonę, proboszcza sąsiadującej z nami parafii Matki Bożej Różańcowej, żeby także ogłosił taką prośbę. On powiedział o tym nie tylko u siebie, ale również w kościele Matki Bożej Częstochowskiej oraz poprosił swoich znajomych księży z innych parafii o to samo. W ten sposób staraliśmy się pomóc zebrać podpisy obrońcom pomnika, tym bardziej że w Jersey City mieszka tylko ok. 3 tys. Polaków, a mogli je składać tylko ci, co są zarejestrowani do wyborów. Rozdawaliśmy także w kościołach kartki z informacjami o referendum itd. I udało się obrońcom zebrać ponad 10 tys. podpisów. Oczywiście moje zaangażowanie zostało źle odebrane przez przeciwników referendum i osoby opowiadające się za przesunięciem pomnika na York Street. W związku z tym napisali nawet na mnie skargę do kardynała Josepha Tobina, w której argumentowali, że zajmuję się polityką, że nie taka powinna być moja rola. Okazało się jednak, że rację mieli ci, co chcieli doprowadzić do referendum. Odnieśli w końcu wielkie zwycięstwo i zapewnili, że pomnik Katyński pozostał na swoim miejscu.

Kaplica Matki Bożej Częstochowskiej / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

Jakie są dalsze plany księdza w stosunku do tej parafii?
Chciałbym tutaj jeszcze trochę popracować, ponieważ jest kilka zaczętych spraw, które czekają na wykończenie, m.in. dolna sala kościelna oraz narożny budynek, który chciałbym przeznaczyć na polską szkołę oraz na prowadzenie lekcji religii. Poza tym odzyskałem trochę ziemi i chciałbym na niej wybudować parking dla parafian. Ludzie dojeżdżają do kościoła samochodami i jeżeli nie mają gdzie ich zaparkować, to nie przychodzą na msze św. Nie wiem, czy jednak będzie mi dane zrealizować te plany, ponieważ w sierpniu przyszłego roku kończy się mój okres administrowania parafią św. Antoniego. Mimo tego chciałbym tutaj zostać jeszcze na jakiś czas, by dokończyć to, co zostało już rozpoczęte.

Na zakończenie proszę powiedzieć, w jaki sposób zamierzacie obchodzić jubileusz 135-lecia istnienia parafii św. Antoniego w Jersey City?
Chcemy uczcić tę najstarszą polską parafię w stanie New Jersey w sposób szczególny. Na nasz jubileusz postanowiliśmy zaprosić kardynała Josepha Tobina, tym bardziej że w końcu będzie mógł zobaczyć, jak nasza polska parafia wygląda i funkcjonuje, kto do niej należy, co się tutaj robi itd. Chcemy, żeby przy okazji poświęcił to wszystko, co zostało tutaj wybudowane i wyremontowane. W niedzielę, 8 września, o godz. 11 zostanie odprawiona dziękczynna msza św., koncelebrowana przez kardynała Tobina. Po południu o godz. 1:30 odbędzie się okolicznościowy bankiet w St.Mary’s Hall, na którym pojawi się ok. 200 osób. Poza tym wydajemy Księgę Pamiątkową. Liczymy, że w uroczystościach będą uczestniczyć zarówno obecni, jak i byli parafianie, którzy mieszkają już poza Jersey City. Będzie to na pewno czas na wspomnienia, podzielenie się opiniami na temat tego, co zostało tutaj dokonane w ostatnich latach, a przede wszystkim dziękczynienie Panu Bogu za 135 lat istnienia naszej parafii.

Marmurowy ołtarz został wykonany we Włoszech. Na pierwszym planie stoi ks. kanonik Józef Urban, proboszcz i administrator parafii św. Antoniego / Foto: WOJTEK MAŚLANKA/NOWY DZIENNIK

****

Jubileusz 135-lecia istnienia parafii św. Antoniego w Jersey City (330 Sixth St, Jersey City, NJ 07302):
niedziela, 8 września, godz. 11 – dziękczynna msza św. w kościele św. Antoniego (330 Sixth St, Jersey City, NJ 07302)
niedziela, 8 września, godz. 13:30 – jubileuszowy bankiet w St.Mary’s Hall (254 Second St, Jersey City, NJ 07302). Do tańca będzie grał The Lisicki Family Band.
• Inf. pod nr. tel. (201) 653-0343