80 lat po wojnie – bilans ofiary i agresorów

224
EPA

Mija 80 lat od największego w historii cywilizacji konfliktu zbrojnego – II wojny światowej. Dziś bilansem dodatnim mogą pochwalić się agresorzy – Niemcy i dawny Związek Radziecki, a dzisiejsza Rosja. Pierwsi opływają w dobrobycie, drudzy kontynuują politykę agresywnego podboju świata. Polska natomiast wciąż musi udowadniać, że była ich największą ofiarą.

Po zakończeniu II wojny światowej najbardziej zniszczonym krajem była Polska. Ogromne straty dotknęły zarówno infrastrukturę, jak i ludność. Szacuje się, że w czasie tej wojny populacja Polski zmniejszyła się o około 6 milionów. Dopiero w 2000 roku kraj nad Wisłą doszedł do liczby 35 milionów obywateli – czyli tylu, ilu mieszkało w Polsce przed wojną.

DŁUGA DROGA ODBUDOWY POLSKI

W raporcie z 1947 roku, przygotowanym przez Biuro Odszkodowań Wojennych, wszelkie straty Polski z tytułu napaści na nasz kraj wyceniono na 48 mld ówczesnych dolarów, co obecnie daje 850 mld dolarów. Wielu dziś zadaje sobie pytanie, gdzie byłaby dziś Polska, gdyby nie II wojna. Przed jej wybuchem Polska była na poziomie rozwoju gospodarczego Hiszpanii. Obecnie Hiszpania jest trzynastą gospodarką świata, a Polska zajmuje pozycję o 10 miejsc niżej. Zauważył to w swojej analizie dr Paweł Pońsko ze Szkoły Głównej Handlowej na posiedzeniu zespołu ds. reparacji, który działa w polskim parlamencie od końca września 2017 roku. “Gdyby nie II wojna światowa, potencjał gospodarczy Polski byłby porównywalny do Hiszpanii, wyższy byłby też poziom życia Polaków; lata po 1938 roku byłyby najprawdopodobniej okresem szybkiego wzrostu” – wynika z analizy. Ekspert wskazał, że choć lata 30. XX wieku to okres wielkiego kryzysu gospodarczego, to w drugiej połowie tej dekady były już widoczne oznaki boomu gospodarczego. “Lata po roku 1938 to najprawdopodobniej (byłyby) lata szybkiego rozwoju gospodarczego, przerwane barbarzyńską napaścią Niemiec na Polskę” – wskazał Pońsko i dodał, że w latach 1936-1939 wzrost PKB Polski, rok do roku, wynosił ok. 10 proc. Ekonomista ocenił też, że gdyby tak dynamiczny rozwój był kontynuowany w latach 40. XX wieku, to poziom życia przeciętnych obywateli prawdopodobnie również byłby wyższy nie tylko tuż po wojnie, ale również współcześnie. “Gdyby Polska nie wpadła za żelazną kurtynę, naszymi partnerami cały czas byłyby Anglia, Francja, gdybyśmy mogli odnowić te kontakty handlowe, absorbować nowe technologie, Polska rozwijałaby się dużo szybciej. Nikt nie powiedział, że Polska nie mogłaby być tak rozwinięta jak Hiszpania, a być może bardziej” – uznał ekspert. Według niego, straty, jakie poniosła Polska, rzutują też na jej obecny potencjał gospodarczy; korzystają na tym – jak stwierdził – bogatsze państwa, w tym Niemcy. Od wielu lat są one w czołówce państw o najpotężniejszych gospodarkach świata. Pierwsza czwórka to Stany Zjednoczone, Chiny, Japonia i właśnie Niemcy.
Ostateczny bilans strat przygotowywany przez zespół parlamentarny ma być gotowy do końca obecnej kadencji Sejmu, o czym mówił niedawno szef tego zespołu ds. oszacowania wysokości należnych Polsce odszkodowań Arkadiusz Mularczyk z PiS. „Jest to dzieło o dużej wadze politycznej, więc chcemy, żeby było przygotowane bardzo dobrze od strony merytorycznej i redakcyjnej, a także było bardzo dobrze przetłumaczone” – wyjaśnił szef zespołu ds. reparacji. Podkreślił, że wymaga to od ekspertów ciężkiej pracy, gdyż – jak powiedział – każde słowo z tego raportu może być przedmiotem różnego rodzaju ataków i może być w różny sposób weryfikowane. „Chcemy, żeby to było dzieło perfekcyjne, nie tylko od strony wyliczeń i szacunków, lecz także od strony redakcyjnej i korekcyjnej, żeby nie było żadnych błędów” – dodał Mularczyk. Poinformował, że raport składa się z dziewięciu rozdziałów opisujących różne aspekty strat wojennych wyrządzonych Polsce przez Niemcy podczas II wojny światowej. Znajduje się w nim wstęp historyczny oraz wstęp przygotowany przez przewodniczącego zespołu parlamentarnego, opisujący potrzebę powstania takiego raportu. Jak zaznaczył Arkadiusz Mularczyk, poszczególne rozdziały raportu dotyczą szacunków obszarów strat wojennych. „Jest to dzieło zupełnie nowatorskie, nigdy nie było w Polsce takiej publikacji, która z perspektywy czasu szacowałaby różne obszary strat” – stwierdził Mularczyk. Zaznaczył, że w trakcie prac nad raportem zwrócono uwagę na aspekty, które wcześniej nie były zauważane. Chodzi między innymi o działalność niemieckiego Banku Emisyjnego w Polsce, który produkował sztuczną walutę i tym samym przyczyniał się do obniżania stopy życiowej ludności.

POLSKA WYSTAWI RACHUNEK?

Od czasu powstania parlamentarnego zespołu ds. reparacji ożywiła się dyskusja na temat tego, czy Niemcy powinni zapłacić Polsce reparacje wojenne, czy nie. Polskie władze przekonują, że tak, natomiast Niemcy wysuwają argument, że Polska w 1953 roku zrzekła się reparacji. Mateusz Morawiecki w wywiadzie, którego udzielił kilku niemieckim gazetom, powiedział, że Polska nigdy nie otrzymała od Niemiec odpowiedniej rekompensaty za straty poniesione w okresie II wojny światowej. „W czasie wojny straciliśmy sześć milionów obywateli, o wiele więcej niż inne kraje, które otrzymały znaczne reparacje wojenne – oświadczył polski premier. – To nie jest w porządku i tak nie może pozostać” – dodał. Morawiecki nie podał konkretnej kwoty reparacji. Przypomniał, że cały czas pracuje nad tym problemem komisja parlamentarna. „Musimy wiele przeanalizować. Niemcy zlikwidowali ponad tysiąc polskich wsi. Poważnie podejdziemy do kwoty, jakiej będziemy się dopominać” – powiedział polski premier. Odrzucił podnoszony przez Niemcy argument, że Polska w 1953 roku jakoby zrzekła się reparacji od Niemiec. Stwierdził, że polski rząd nie uznaje ówczesnych kontraktów pomiędzy Polską i NRD, bowiem obydwa kraje były częścią bloku sowieckiego.
W tym samym tonie wypowiada się minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz, który powiedział agencji DPA, że Polska czuje się dyskryminowana w kwestii reparacji wojennych. Szef polskiej dyplomacji zastrzegł, że jest zbyt wcześnie, aby dyskutować o podejmowaniu ewentualnych kroków prawnych. Podkreślił jednak, że moralność i uczciwość w tej sytuacji powinny odgrywać podstawową rolę. Czaputowicz powiedział, że odszkodowania wypłacane przez Niemcy za II wojnę światową były pozbawione fundamentalnej sprawiedliwości. Przypomniał, że Polska – mimo że szczególnie ucierpiała w wyniku niemieckiego ataku i okupacji – otrzymała minimalne kwoty. „Są kraje, które straciły dużo mniej, ale dostały o wiele większe odszkodowania – podkreślił minister Czaputowicz – a to jest niesprawiedliwe”. Szef polskiego MSZ zwrócił uwagę, że w naszym kraju temat ten wciąż powraca, bo istnieje przekonanie, że od początku lat 90. Niemcy wywierały na nas naciski, aby w ogóle nie poruszać tej kwestii.

NIEMCY MÓWIĄ “NIE”

Agencja prasowa DPA opublikowała ekspertyzę wykonaną przez zespół ekspertów niemieckiego parlamentu, dotyczącą reparacji wojennych dla Grecji i Polski. Z 15-stronicowej ekspertyzy wynika, że Grecja ma prawo dochodzić od Niemiec reparacji za straty poniesione podczas II wojny światowej, natomiast Polska już nie. Z ekspertyzy wynika, że Grecja co prawda otrzymała rekompensatę na mocy zawartego w 1947 roku pokoju paryskiego, ale nigdy nie zrzekła się dalszych roszczeń. Dlatego niemieccy eksperci twierdzą, że istnieje możliwość, aby sprawą zajął się Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze. Z kolei Polska – zdaniem ekspertów z Bundestagu – rekompensat nie otrzyma, ponieważ zrzekła się ich w 1953 roku i powtórnie w 1970 roku. Ponadto sprawę jakoby miał rozstrzygnąć traktat „Dwa plus Cztery”. Także niemiecki rząd wielokrotnie powtarzał, że kwestia ewentualnych reparacji wojennych dla Polski jest prawnie i politycznie zamknięta. Niemieckich polityków wspomagają krajowe media, które w swoich artykułach ostrzegają Polskę, żeby nie upominała się o reparacje. Dziennik „Bild Zeitung” twierdzi, że domaganie się od Niemiec reparacji wojennych może mieć negatywny wpływ na stosunki niemiecko-polskie. Z kolei „Die Welt” twierdzi, że domagając się reparacji wojennych, polski rząd podsyca antyniemieckie uprzedzenia. „Bild Zeitung” przyznaje, że żaden kraj podczas wojny nie ucierpiał tyle, co Polska, ale dodaje zarazem, że naszemu krajowi reparacje się nie należą. Gazeta powtarza niemieckie tłumaczenia, że zgodnie z postanowieniami konferencji poczdamskiej 15 procent reparacji wojennych przyznanych Związkowi Sowieckiemu miała otrzymać Polska. Ponadto przytacza argument, jakoby Polska zrzekła się reparacji od Niemiec w 1953 roku. „Bild” twierdzi, że upieranie się w kwestii reparacji będzie „trucizną” dla dalszej polsko-niemieckiej współpracy. „Dla Berlina byłoby to przekroczenie czerwonej linii” – czytamy w dzienniku. „Bild Zeitung” przypomina, że Polska otrzymała dawne wschodnie ziemie niemieckie, co – według gazety – można potraktować jako wyrównanie długu. Według dziennika, w tej materii Warszawa nic nie ugra.

WYMAZYWANA ODPOWIEDZIALNOŚĆ

Pieniądze to tylko jedna strona medalu, drugą jest odpowiedzialność, która od 80 lat powoli jest rozmazywana, by nie powiedzieć wymazywana. Strategia, którą po wojnie II wojnie światowej przyjęły Niemcy, jest wyjątkowo skuteczna. W trakcie budowy gospodarczej siły tego państwa rządzący uznali, że tych, którzy wyrządzili światu największe krzywdy w trakcie wojny, nie byli Niemcami, tylko nazistami. Przez dziesiątki lat powstawały zatem pomniki, na których widniały napisy “Ofiarom nazistów”, a wiele młodych osób zadawało sobie pytanie: kim byli naziści i coraz mniej kojarzyli ich z Niemcami. Podobnie postępowano z nazewnictwem obozów koncentracyjnych, które ze względu na ich położenie błędnie przypisywane jest innym krajom, z czym na co dzień walczą Polacy.
Dowodów na rozmiękczanie odpowiedzialności Niemiec za II wojnę światową jest bardzo wiele, ale warto przytoczyć jeden z najświeższych. Według niemieckiego pisarza Jobsta Bittnera, który był prelegentem podczas Konferencji Przyjaźni Polsko-Niemieckiej, nad którą patronat miało miasto Gdańsk i samorząd województwa pomorskiego, niemiecki pancernik „Schleswig-Holstein”, który rozpoczął swój atak na Westerplatte, był… statkiem pasażerskim. Pisarz mówi o tym w filmie wideo, opublikowanym w internecie, który na żywo z języka niemieckiego na angielski przekłada tłumaczka siedząca obok niego. Są także mocniejsze dowody, a mianowicie ostatnia inicjatywa niemieckiego rządu, który Niemców wskazuje jako ofiarę nazistów. Jak poinformowały niemieckie media, Niemcy planują ułatwić przywracanie paszportów ofiarom nazistowskich represji i ich potomkom – mają na myśli obywateli Niemiec żydowskiego wyznania. „Żydzi, którzy uciekli przed nazistowskim reżimem, oraz ich potomkowie mają teraz mieć możliwość skorzystania z dużych ułatwień w ponownym uzyskaniu obywatelstwa niemieckiego. Inicjatywa dotyczy tych, którym naziści nie odebrali obywatelstwa, ale którzy je stracili, ponieważ przyjęli paszport innego kraju po przymusowym wyjeździe z Niemiec i osiedleniu się w innym państwie” – tłumaczy Ministerstwo Spraw Zagranicznych Niemiec. Tymczasem Polska nie tylko zmaga się od lat z walką o nienazywanie niemieckich obozów koncentracyjnych – polskimi, ale kolejny raz atakowana jest i upominana, niestety także przez USA, o zadośćuczynienie Polakom wyznania mojżeszowego, którzy swoje majątki i życie stracili na terenie kraju po niemieckiej agresji.

INTERESY AGRESORÓW WCIĄŻ ŻYWE

Choć dzisiejszej Rosji próżno szukać na listach mocarstw gospodarczych, to kraj ten pozostał wierny niechlubnej strategii Związku Radzieckiego i świat chce zdobywać i zdobywa militarną agresją. Gruzja i Ukraina to ofiary naszych czasów, które dobitnie się o tym przekonały. Znamienne jest to, że Niemcy i Rosja, które 80 lat temu podzieliły między sobą m.in. Polskę, dziś znów ze sobą blisko współpracują. Mimo aneksji Krymu Niemcy kontynuują z Rosjanami projekt gazociągu Nord Stream 2, który uderza w Ukrainę ale także stawia pod znakiem zapytania bezpieczeństwo energetyczne całej Europy. Mimo że Niemcy oficjalnie są za utrzymaniem sankcji dla Rosji, to ich ciepłe stosunki mają wpływ na to, co sądzą przeciętni Niemcy. Z najnowszego sondażu wynika, że ponad połowa Niemców chce zniesienia sankcji gospodarczych wobec Rosji. Za ich utrzymaniem opowiada się tylko 23 procent. Za natychmiastowym zdjęciem sankcji wobec Rosji są przede wszystkim mieszkańcy landów wschodnich. W Saksonii Anhalt utrzymania sankcji chce tylko 8 procent mieszkańców, w Brandenburgii – 11, w Saksonii – 12 procent. Trudno także nie zgadnąć, komu ma służyć niemieckie oficjalne stanowisko, sprzeciwiające się przenoszeniu amerykańskich żołnierzy z Niemiec do Polski. To kolejny ukłon w stronę wciąż zaborczej i agresywnej Rosji.


To przykre, ale swoją cegiełkę do silnej pozycji Niemiec dokładają Polacy. Wystarczy spojrzeć na polskie ulice, by zobaczyć pierwszy dowód. W kraju nad Wisłą większość samochodów to auta “made in Germany”. Mamy więc mercedesy, volkswageny, bmw, a także marki, pod którymi sprytnie ukrywają się niemieccy właściciele, jak skoda, seat czy mini. Z mediami też nie jest lepiej – przeciętny Polak dowiaduje się o tym, co dzieje się w kraju, z produktów niemieckich koncernów medialnych, a te w większości spraw narzucają mniej lub bardziej ewidentnie swoją narrację. Przysłowiowy Kowalski cieszy się także z kolejnego niemieckiego sklepu Lidl, który powstaje w jego okolicy – bo to dla niego wygoda.
Tej proniemieckiej polityce wciąż sprzyja także część polskich polityków. Dziś często możemy usłyszeć o bezsensownej inwestycji w Centralny Port Komunikacyjny. “Po co nam CPK, jeśli możemy latać z Berlina” – mówią. Inni z kolei, którzy tęsknią za przyjaźnią z Rosjanami, torpedują projekt przekopu Mierzei Wiślanej, bo po co wydawać dziesiątki milionów złotych, jak można wciąż korzystać z łaski rosyjskiego pana.
Nasza walka o prawdę historyczną przypomina syzyfową pracę. Dowód? Od lat 80. trwają zabiegi, by na ziemi niemieckiej, skąd ruszyła nawałnica na świat pod wodzą Hitlera, powstał pierwszy pomnik polskich ofiar III Rzeszy.