Ameryka gani Polskę: Nie dość pieniędzy na roszczenia żydowskie

607

Miliardy dolarów płynęły i wciąż płyną z polskiego budżetu do ofiar niemieckich, nazistowskich zbrodni popełnionych podczas drugiej wojny światowej nad Wisłą. Kilkanaście dni temu ukazał się raport do amerykańskiej ustawy JUST Act, w którym Polska jest chwalona za zachowanie pamięci o Holokauście, a ganiona za zbyt mały postęp w zakresie restytucji i rekompensaty za utracone mienie. Choć polski rząd milczy, to głos w parlamencie zabierają posłowie Konfederacji.

Amerykański Departament Stanu opublikował raport na temat stanu restytucji mienia ofiar Holokaustu w różnych krajach, w tym w Polsce. Obowiązek przygotowania dokumentu nakładała na resort dyplomacji USA uchwalona przez Kongres i podpisana przez prezydenta Trumpa ustawa zwana JUST Act. Raport wskazuje, że w Polsce sprawa restytucji prywatnego mienia nie została kompleksowo rozwiązana.

PAMIĘĆ NA „TAK”, ZWROTY NA „NIE”
Autorzy raportu podkreślają, że w 1939 roku Polska stała ofiarą napaści nazistowskich Niemiec i Związku Sowieckiego, a później była przedmiotem brutalnej niemieckiej okupacji. Odnotowują, że podczas wojny zginęły miliony obywateli polskich, w tym 3 miliony pochodzenia żydowskiego i że Polska poniosła ogromne straty materialne. Dodają też, że Żydzi stali się głównym celem eksterminacji i wywłaszczenia przez nazistów. Twórcy raportu podkreślają, że Polska podejmuje wiele wysiłków dla zachowania pamięci o Holokauście. Zwracają jednak uwagę na brak całościowego uregulowania kwestii restytucji.
„Choć polski rząd utrzymuje, iż wprowadził szerokie rozwiązania ustawowe, Polska jest jedynym krajem Unii Europejskiej ze znaczącymi kwestiami dotyczącymi mienia z czasów Holokaustu, który nie przyjął kompleksowego prawa restytucji mienia prywatnego” – czytamy w raporcie. Dokument stwierdza, że 10 lat po Deklaracji Terezińskiej oraz 75 lat po zakończeniu II wojny światowej wciąż występują luki w sposobach realizacji przez Polskę rekomendacji wynikających z Deklaracji Terezińskiej, zwłaszcza w zakresie restytucji lub rekompensaty za nieruchomości i mienie ruchome, dzieła sztuki i obiekty kultury.
Autorzy raportu zwracają uwagę, że będące obywatelami amerykańskimi ofiary Holokaustu lub ich spadkobiercy skarżą się, że proces dochodzenia roszczeń poprzez polski system sądowy lub poprzez porozumienia z władzami krajowymi i lokalnymi jest długotrwały, uciążliwy, kosztowny i w większości nieefektywny. W raporcie, prócz wielu ogólnych stwierdzeń, pojawiają się konkretne liczby, mówiące o wielkości środków finansowych, które wciąż płyną z polskiego budżetu. Do kwietnia 2019 r. Polska wypłaciła odszkodowania, warte około 2,29 miliarda dolarów, zgłaszającym roszczenia osobom różnych narodowości na podstawie instrumentów prawnych i procedur ustanowionych po 1989 r., w tym dokonała rzeczywistego zwrotu niektórych nieruchomości oryginalnych lub zastępczych.
Według danych rządowych, z tych 2,29 mld dol. około 4,5 mld złotych (1,2 mld USD) przeznaczono na ugody wynikające z ustawy z 2005 r. o rekompensacie za mienie zabużańskie, a 1,2 mld zł (338,7 mln USD) na ugody wynikające z przepisów prawnych odnoszących się do miasta Warszawy.
Ponadto przeznacza się fundusze publiczne na rzecz ocalałych z Holokaustu. W 2014 r. Polska przyjęła ustawę, na mocy której osoby ocalałe z Holokaustu pochodzące z Polski – bez względu na obecne miejsce zamieszkania – otrzymują comiesięczne świadczenie w wysokości równej świadczeniom otrzymywanym przez emerytów w Polsce. Ustawa z 1991 r. o kombatantach i ofiarach represji wojennych i okresu powojennego umożliwia wypłatę świadczeń uprawnionym kombatantom II wojny światowej oraz ofiarom represji. Na podstawie tej ustawy osoby ocalałe, które były więzione w gettach, obozach koncentracyjnych, obozach pracy i obozach śmierci, uzyskały prawo do świadczeń finansowych, w szczególności świadczeń emerytalnych i rent inwalidzkich.
Według danych otrzymanych w połowie 2019 r. z Ministerstwa Spraw Zagranicznych, od momentu wejścia w życie ustawy rząd wypłacił 28,4 mld zł (7,5 mld USD) w formie rent i emerytur. By nieco złagodzić ton autorzy raportu podkreślają, że przygotowany przez nich dokument wynikający z ustawy JUST nie wzywa Polski do zapłaty za nazistowskie zbrodnie wobec ludzkości. Ponadto ani ustawa JUST, ani raport z niej wynikający w żaden sposób nie oskarżają Polski o współudział w zbrodniach nazistowskich podczas II wojny światowej.
Autorzy przypominają także, że ustawa JUST nie nakłada na żaden kraj wymogu wypłaty pieniędzy osobom fizycznym, rządom innych krajów czy organizacjom międzynarodowym w celu rozwiązania kwestii restytucji i to do poszczególnych krajów należy decyzja, jak wypełniać podjęte przez nie zobowiązania wynikające z Deklaracji Terezińskiej. Dla Stanów Zjednoczonych rzeczą najważniejszą jest, by wszystkie kraje, które poparły Deklarację Terezińską, nadal czyniły w dobrej wierze starania na rzecz wypełnienia zobowiązań podjętych w 2009 r.

KOMENTARZE Z WIEJSKIEJ
Próżno szukać komentarzy do opublikowanego raportu od polityków największych partii w Polsce w tym obecnie rządzącej. Jedynymi politykami, którzy zareagowali na raport, są posłowie Konfederacji, a konkretnie Grzegorz Braun i Robert Winnicki. W tej sprawie zwołali oni w Sejmie konferencję prasową, podczas której przedstawili „wnioski robocze” do opublikowanego przez amerykański Departament Stanu raportu.
Według Grzegorza Brauna, już sama jego nazwa „Just Act Report” jest kłamliwa. „Just to słowo, które znamionuje dążenie do sprawiedliwości, a w praktyce oznacza działania dyplomacji państwa i legislatywy amerykańskiej – wielką niesprawiedliwość i nieuczciwość wobec nas, Polaków – powiedział na początku konferencji poseł Braun i kontynuował krytykę raportu. – W istocie bowiem mamy do czynienia z kolejną odsłoną, nie zamknięciem bynajmniej, a otwarciem nowego etapu wywierania presji na państwo, naród polski. Kolejna odsłona tej strategii jeszcze w latach 90. zadeklarowanej przez ówczesnego szefa Światowego Kongresu Żydów pana Zingera, który wówczas już zadeklarował, że dopóki Polska nie spełni żydowskich żądań, roszczeń materialnych, majątkowych, będzie, cytuję, upokarzana na arenie międzynarodowej i wiele wody upłynęło w Wiśle od tamtej pory, ale nie zmieniła się ta strategia” – mówił Braun.
Poseł Konfederacji nazywa Departament Stanu USA „ochroniarzem”. „Amerykański Departament Stanu występuje w charakterze ochroniarza wobec żydowskich szantażystów, którzy chcą po raz kolejny dostać pieniądze za to, za co już szereg razy uzyskali rekompensaty od autentycznych sprawców nieszczęść ich poprzedników, bo rzecz w tym, że występują dziś z roszczeniami ludzie, którzy nie mają prawnego tytułu do tego, żeby o jakiekolwiek tego typu rekompensaty, odszkodowania czy zwroty mienia się ubiegać. Występują oni prawem kaduka, prawem plemiennym, powołując się na solidaryzm i prawo krwi. Cywilizowane państwa, jak wiadomo, takiego prawa nie uznają, nie kierują się nim, ale właśnie cała ta rzecz jest dalece niecywilizowaną próbą wymuszenia rozbójniczego i próbą zmuszenia państwa polskiego, narodu polskiego do tego, żeby stworzył precedens na użytek Żydów. Żeby zostały wypłacone pieniądze ludziom, którzy nie są w stanie przed żadnym sądem przedstawić tytułu, dowieść swoich praw spadkowych do dziedzictwa przodków, którzy mieliby ponieść śmierć czy straty na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej w latach II wojny światowej. I otóż jedna strona to szantażyści, druga strona to ich ochroniarze amerykańscy, a trzecia strona, co jest właściwym tematem naszej konferencji prasowej, to zachowujący w tej sprawie bierność i aktywnie dezinformujący opinię publiczną w Polsce – nasz rząd – stwierdził poseł Braun i tłumaczył: – Aktywnie wpisują się w tę strategię, dezinformując polską opinię publiczną, za każdym razem próbując sprowadzić rzecz do wymiaru jakiejś nieistotnej groźby dla Polski egzotyki politycznej. Ponieważ autorem tego raportu jest jednak jedna z najistotniejszych agend mocarstwa Stanów Zjednoczonych, nie żyjmy dłużej złudzeniem, że to są sprawy marginalne” – podkreślił poseł Konfederacji.
Braun odniósł się także do szczegółowych kwot, z którymi można zapoznać się w raporcie: „Wymieniona pod koniec rozdziału dotyczącego Polski jest kwota 7,5 mld dol., które miały być wypłacone przez rząd Polski weteranom ocalonym z Holokaustu. Z kontekstu wynika, że mogłoby się to odnosić do przyjętego w 2014 r. prawa do wypłaty rent weteranom II wojny światowej mieszkającym w Izraelu, ale rzecz w tym, że kiedy to prawo było głosowane, to prognozowano koszty w milionach, a tu pojawiły się miliardy. Będziemy pytali rząd polski, co to za suma, skąd ona się wzięła. Dalej będziemy pytali rząd Mateusza Morawieckiego o ten do dziś nieznany polskiej opinii publicznej, ale znany władzom amerykańskim, raport Ministerstwa Spraw Zagranicznych, który, jak wszystko na to wskazuje, posłużył do wytworzenia tego dokumentu – mówił Braun. – Będziemy dociekać, kto ze strony Polski i jaki wkład wnosi w nakręcanie tej spirali nonsensu i absurdu. Bo przecież jest kompletnym absurdem domaganie się, żeby rząd polski wypłacał pieniądze z polskiego budżetu ludziom, którzy nie mają żadnych tytułów dziedziczenia czegokolwiek w Rzeczypospolitej ani w jej obecnych granicach, ani w jej granicach do roku 1939. To są roszczenia bezprawne, ahistoryczne, kontrfaktyczne i nielogiczne pod każdym względem. To jest właśnie próba wmontowania w Polski system prawnoustrojowy prawa kaduka, prawa plemiennego, prawa krwi. Na to nie możemy się w żadnym wypadku zgodzić” – oświadczył poseł Konfederacji Grzegorz Braun.
Z kolei Robert Winnicki mówił o pewnej przysłudze, którą wyświadczyli tym raportem Polsce Amerykanie, mając na myśli opublikowanie go już po wyborach prezydenckich nad Wisłą. „Opublikowanie tego raportu, opóźnionego o trzy kwartały, świadczy o tym, że rzeczywiście rząd amerykański wyświadczył pewną przysługę rządowi w Warszawie. Niemniej jednak jest to ostatnia z przysług, jaką wyświadczył w tym znaczeniu, że już sama treść tego raportu wskazuje na stale rosnący nacisk w sprawie roszczeń majątkowych – powiedział poseł Winnicki i wymienił żądania Konfederacji wobec polskiego rządu w tej sprawie. „Żądamy pełnej, transparentnej informacji ze strony rządu na temat kierowanych w stronę Polski roszczeń. Po drugie, żądamy zaprzestania jakiejkolwiek współpracy z rządami, które chcą na nas wymuszać roszczenia” – wymienił i jako trzecie żądanie dodał prowadzenie wielowektorowej polityki, zamiast, jak to ujął, „uzależniania się wyłącznie od jednego mocarstwa”.
Jego wypowiedź uzupełnił jeszcze Grzegorz Braun, który wspomniał o potrzebie przyjęcia ustawy autorstwa konfederacji o nazwie „Stop 447”. „Jej projekt leży w zamrażarce sejmowej, skierowany na boczny tor. Nic prostszego, przy zdolnościach mobilizacyjnych i perswazyjnych Prawa i Sprawiedliwości wraz z przystawkami, moglibyśmy mieć jeszcze przed wieczorem tę ustawę przegłosowaną i podpisaną przez Belweder. Projektu nie trzeba pisać, można go po prostu przyjąć. Należy to zrobić, dlatego, że rząd Rzeczypospolitej Polskiej najwyraźniej nie jest dostatecznie asertywny w stosunkach międzynarodowych i potrzebuje takiego alibi na arenie międzynarodowej, jakim będzie przesądzenie tej sprawy na forum parlamentarnym. Chodzi o przyjęcie prawa, które penalizuje wchodzenie w tego typu machinacje, w tego typu zakulisowe czy jawne negocjowanie polskich pieniędzy, które się nikomu nie należą” – stwierdził Braun.
Na zakończenie dostało się amerykańskiej ambasador w Polsce Georgette Mosbacher. „Mosbacher go home” – zaapelował Grzegorz Braun.


Jak wygląda sprawa reprywatyzacji i zwrotu mienia utraconego podczas II wojny światowej, mogliśmy zobaczyć na przykładzie afery reprywatyzacyjnej w Warszawie, gdzie prawnicy w imieniu osób mających na papierze grubo ponad 100 lat i w większości już nieżyjących wyłudzali miliony złotych z budżetu miasta. Jest wielce prawdopodobne, że obecnie rządzący nad Wisłą mają podobne zdanie co do roszczeń i samego raportu jak posłowie Konfederacji, jednak – by zachowywać dobre relacje z USA – gotowi są połknąć tę roszczeniową żabę, choćby miała smak największej goryczy. To jednak, jak bardzo niestrawna się ona okaże, przekonamy się dopiero za kilka miesięcy, kiedy ktoś po raz pierwszy na sali sądowej użyje raportu jako dowodu na swoją, a nie polską rację.