Antywojenne demonstracje w USA

337

Tysiące osób wyszło na ulice amerykańskich miast w proteście przeciwko atakowi rakietowemu, w którym zginął przywódca irańskich sił Al-Kuds generał Kassem Sulejmani. Demonstranci wzywali władze USA do zmniejszenia zaangażowania militarnego na Bliskim Wschodzie.

„Bez sprawiedliwości nie ma pokoju, USA z dala od Bliskiego Wschodu” – takie hasła wznosili demonstranci, którzy zgromadzili się wczoraj przed Białym Domem. Kilkuset protestujących przemaszerowało później pod należący do prezydenta USA hotel „Trump International”. Donalda Trumpa nie było w tym czasie w Waszyngtonie ponieważ od dwóch tygodni przebywa on w swoim ośrodku Mar-a-Lago na Florydzie.

Wśród uczestników waszyngtońskiej demonstracji byli pacyfistyczni aktywiści, w tym Jane Fonda. 82-letnia aktorka powiedziała zgromadzonym, że powodem nieustających amerykańskich interwencji militarnych na Bliskim Wschodzie jest ropa naftowa. Podobne protesty jak w stolicy odbyły się w Nowym Jorku, Chicago, Los Angeles i prawie osiemdziesięciu innych amerykańskich miastach.

Po ataku rakietowym, w którym zginął Kassem Sulejmani prezydent Donald Trump oświadczył, że Stany Zjednoczone nie dążą do wojny z Iranem. Wczoraj ostrzegł Teheran przed próbą dokonania ataków odwetowych. „Iran zostanie uderzony bardzo szybko i bardzo mocno” – napisał na Twitterze.