Aresztowania w sprawie masakry w Meksyku

0
EPA-EFE/Luis Torres

Jak podaje agencja Reuters, w Meksyku zatrzymano osoby mające związek z zabójstwem dziewięciu obywateli Stanów Zjednoczonych – trzech kobiet i sześciorga dzieci, członków mormońskiej rodziny. Tragedia rozegrała się na początku listopada w przygranicznym stanie Sonora. Władze Meksyku nie informują ile osób trafiło do aresztu. 

W poniedziałek, 11 listopada, minister bezpieczeństwa Alfonso Durazo potwierdził, że doszło do zatrzymań, ale nie podał w tej sprawie żadnych innych szczegółów. W śledztwo zaangażowani zostali prokuratorzy z Sonory, a także służby federalne. Władze Meksyku zapowiedziały też, że zwrócą się z prośbą o pomoc do FBI. Ze wstępnych ustaleń wynika, że doszło do przypadkowego zabicia dziewięciu osób przez członków dwóch walczących ze sobą karteli narkotykowych. Ofiary podróżowały trzeba samochodami. Gdy znalazły się niedaleko miasteczka Bavispe, położonego ok. 100 mil od amerykańskiej granicy, ich pojazdy zostały ostrzelane, jeden z nich eksplodował. Wśród zabitych dzieci najmłodsze – bliźniaki,  nie miały jeszcze roczku. Jedna z kobiet zdążyła wysiąść z samochodu i błagała o litość, ale także została zastrzelona. 

W sumie w pojazdach podróżowało kilkanaście osób. Bohaterem okrzyknięto 13-letniego Devina Langforda, który pomógł młodszemu rodzeństwu uratować się. Gdy sprawcy zaatakowali był w samochodzie razem z matką i dziewięciorgiem rodzeństwa. “Po prostu zaczęli do nas strzelać. Mnóstwo kul latało w powietrzu. To było przerażające. W tym czasie mama zaczęła się modlić i rozpaczliwie próbowała uruchomić samochód, ale nie była w stanie tego zrobić” – mówi chłopiec. Po pewnym czasie sprawcy kazali wysiąść dzieciom z auta i położyć się na ziemi, następnie odjechali. Mieli na sobie kamizelki kuloodporne i karabiny. W ataku zginęła matka 13-latka oraz jego dwóch braci: 2-latek i 11-latek. Pozostałe rodzeństwo zostało ciężko ranne, w tym siostra, którą postrzelono w nogę. “Staraliśmy się uciekać, szliśmy tak długo, jak to było możliwe niosąc rodzeństwo na rękach. Kiedy opadliśmy z sił, ukryliśmy się w krzakach” – wspomina te straszne chwile Devin. Ponieważ, jako jedyny, nie został ranny zdecydował się pójść po pomoc. Przeszedł 14 mil do domu, gdzie powiadomił bliskich o masakrze. Gdyby nie odważny 13-latek, jego rodzeństwo najprawdopodobniej wykrwawiłoby się. 

Kilka dni po zdarzeniu ponad 100 mormonów mieszkających na północy Meksyku przeniosła się do Stanów Zjednoczonych. Większość z nich spakowała tylko najpotrzebniejsze rzeczy, by jak najszybciej opuścić kraj, zostawiając domy i cały swój dobytek. “Przyjechałem, by zabrać moją mamę i resztę rodziny – braci, siostry i ich dzieci. Mieszkali w Meksyku od ponad 47 lat, wyjechali z praktycznie niczym” – mówi Mike Hafen. Jest przekonany, że przez to co się stało, nikt już nie będzie chciał wrócić do domu.