Beskidy kardynała Wojtyły

191
FOTO: Anna Arciszewska/Nowy Dziennik

“Spokane z Janem Pawłem II trwało tylko 10 minut, ale były to najważniejsze minuty w moim życiu” – mówi Małgorzata Kosiarska z Regionalnego Centrum Pamięci Kardynała Karola Wojtyły w Pastwiskach. Ta niewielka miejscowość na Podkarpaciu i położona tuż obok Rudawka Rymanowska, leżące u podnóża Wzgórz Rymanowskich i Pogórza Bukowskiego, to miejsca częstych urlopów biskupa i kard. Wojtyły. Wyjątkowych, bo o tym, gdzie jest, wiedzieli tylko nieliczni. Między innymi teść pani Małgorzaty, Stefan Kosiarski, który stał się jednym z najlepszych przyjaciół przyszłego papieża.

Regionalne Centrum Pamięci Kardynała Karola Wojtyły powstało w budynku, w którym jeszcze w latach 70. mieścił się zwykły, wiejski sklep. To właśnie w nim zakupy robił biwakujący w okolicy kard. Wojtyła. Jako biskup i kardynał był częstym wędrowcem po Beskidzie i Bieszczadach. Okolica przełomu Wisłoka, między Pastwiskami a Rudawką Rymanowską, była jednym z jego ulubionych zakątków. Ile urlopów tu spędził? Na pewno ponad dwadzieścia. Często w towarzystwie przyjaciół z Krakowa – Wandy i Andrzeja Półtawskich. Zabierali ze sobą nie tylko namioty i inny sprzęt konieczny do biwakowania, ale przynajmniej jeden plecak wypełniony książkami. Ostatni raz kard. Wojtyła wypoczywał tu w roku 1978. Kilka miesięcy później został wybrany na papieża.

NIEWIELU WIEDZIAŁO, GDZIE JEST

Na ścianach Regionalnego Centrum Pamięci Kardynała Karola Wojtyły są liczne cytaty z jego wypowiedzi. W gablotach – między innymi zdjęcia, na których można zobaczyć przyszłego papieża wypoczywającego na kocu czy wychylającego się ze swojego namiotu. Właśnie ten namiot zajmuje centralne miejsce ekspozycji – jednoosobowy, niebiesko-kremowy jest skarbem regionalnego centrum. Stoi obok krzesełka turystycznego, na którym kard. Wojtyła pochłaniał kolejne książki. “Bardzo lubił, gdy czytała mu prof. Wanda Półtawska. Co ciekawe, w tym samym czasie czytał inną książkę. Kiedyś pani profesor chciała sprawdzić, czy ją słucha, i przepytała go z czytanej przez nią książki. Oczywiście odpowiedział bezbłędnie” – opowiada Małgorzata Kosiarska.

Małgorzata Kosiarska prezentuje najważniejszą ekspozycję w Regionalnym Centrum Pamięci Kardynała Karola Wojtyły – odwzorowane miejsce biwakowania kardynała i jego przyjaciół
FOTO: Anna Arciszewska/Nowy Dziennik

Przed namiotem jest niewielki plecak i ołtarzyk zrobiony na pieńku drzewa. W tle figura Matki Boskiej. To wierne odtworzenie miejsca biwakowania przyszłego papieża. “Pastwiska to niewielka miejscowość, licząca ok. 180 osób, i właśnie tę miejscowość upodobał sobie Karol Wojtyła w latach 70. Namiot rozbijał niedaleko stąd, w Rudawce Rymanowskiej, na polanie w głębi lasu, nad Wisłokiem. Ale często bywał w Pastwiskach. Wspominają niektóre panie i gospodarze, że gościli, z reguły dwóch albo kilku turystów, którzy przechodząc, wstępowali do zagrody i prosili o wodę do picia, ziemniaki czy kwaśne mleko” – opowiada Małgorzata Kosiarska. Po wybraniu Wojtyły na papieża zawożone były z Pastwisk do Watykanu grzyby zbierane w okolicznych lasach. Szczególnie borowiki. Według Jana Pawła II – najpyszniejsze. „Zdarzało się, że nie wszystkie borowiki trafiały do sióstr. Jak którymś razem mój teść był w Watykanie, papież odsunął szufladę i powiedział: panie inżynierze, a nie dałem wszystkich grzybów siostrom. Schowałem do szufladki i jak zatęsknię za Polską, to je sobie wącham” – wspomina synowa pana Kosiarskiego. Papież bardzo też lubił pierogi i sernik. Miał słabość do miodówki robionej przez teściową pani Małgorzaty.

Rudawkę Rymanowską jako miejsce wypoczynku odkryli jego bliscy przyjaciele Wanda i Andrzej Półtawscy – ona lekarz psychiatra, on filozof. I w to miejsce przyjeżdżał właściwie tylko z nimi. „Mówi się, że Karol Wojtyła w Tatry jeździł na narty, ale po górach chodził właśnie u nas, w Beskidzie Niskim i w Bieszczadach. To są takie właśnie góry do chodzenia i kontemplacji. Jest takie piękne zdjęcie, które pokazuje, jak te wyprawy wyglądały. Karol Wojtyła idzie pochylony, zamyślony, z reguły bardzo często się modlił” – dodaje pani Małgorzata.

Jedna z ekspozycji w Regionalnym Centrum w Pastwiskach
FOTO: Anna Arciszewska/Nowy Dziennik

Do leśnego obozowiska nie dotarł nawet osobisty sekretarz kardynała, ks. Stanisław Dziwisz. Kardynał Wojtyła sam prosił o to, by nikomu nie mówić, gdzie wypoczywa. Polana w Rudawce była miejscem, gdzie się zaszywał i choć na chwilę uciekał przed światem. “Całym ciałem i duszą był oddany drugiemu człowiekowi, ale też potrzebował takiego miejsca, by tych sił nabrać i tutaj to miejsce właśnie miał” – mówi Małgorzata Kosiarska.

RUDAWKA W “TRYPTYKU RZYMSKIM”

Wyjątkowy był rok 1978. Wtedy kard. Wojtyła był w Rudawce Rymanowskiej dwa razy – w maju, a później w sierpniu. Drugi pobyt został przerwany informacją o śmierci papieża Pawła VI i wezwaniem na konklawe. Korespondencja do kardynała przychodziła do państwa Kosiarskich. Ich dom stał się punktem kontaktowym między światem zewnętrznym a biwakiem nad rzeką. “Mój teść spotkał kard. Wojtyłę w lesie, ale z początku nie miał pojęcia, z kim ma do czynienia” – opowiada Małgorzata Kosiarska.

Wszystko zaczęło się latem 1973 r. Stefan Kosiarski był zastępcą dyrektora Instytutu Zootechnicznego. Kiedyś dnia, podczas obchodu lasu i łąk, razem ze swoim dyrektorem napotkali dwóch turystów biwakujących na terenie należącym do instytutu. Dyrektor w dość nieprzyjemnych słowach kazał im się wynosić, bo są na terenach państwowych i przeszkadzają w pracach. Jego zastępca Stefan Kosiarski uśmiechnął się i podpowiedział im inne miejsce, które było jego „świątynią dumania”, chodził tam, gdy szukał samotności i wytchnienia. “Nie wiem, czy już przy tym pierwszym spotkaniu nawiązała się między nimi nić przyjaźni, ale myślę, że tak. Tatuś powiedział turystom, by poczekali, aż on skończy pracę i zaprowadzi ich w inne miejsce, które sam kiedyś odkrył podczas wielokrotnych wędrówek po lesie. Powiedział im: tam sobie, panowie, spokojnie namioty rozbijecie, jest niedaleko rzeki, więc jest dostęp do wody. Wy nikomu nie będziecie przeszkadzać, a przede wszystkim sobie odpoczniecie, bo tam do was też nikt nie trafi. To miejsce bardzo się Karolowi Wojtyle spodobało. Teraz nie wygląda tak jak kilkadziesiąt lat temu. Jest bardziej zarośnięte. A to dlatego, że prof. Półtawska poprosiła, by tak długo, jak ona żyje, nic w tym miejscu nie robić. Prawdopodobnie kiedy ona odejdzie, to powstanie jakaś kapliczka” – mówi Małgorzata Kosiarska.

O miłości papieża do tej części Beskidów świadczą chociażby jego liczne wiersze. Przede wszystkim “Tryptyk rzymski”. “Zatoka lasu zstępuje w rytmie górskich potoków… Jeśli chcesz znaleźć źródło, musisz iść do góry, pod prąd. Przedzieraj się, szukaj, nie ustępuj, wiesz, że ono musi tu gdzieś być – Gdzie jesteś, źródło?… Gdzie jesteś, źródło?! Cisza… Strumieniu, leśny strumieniu, odsłoń mi tajemnicę swego początku!” – między innymi ten fragment poematu papieża nawiązuje do wodospadu i skalistego przełomu Wisłoka tuż obok miejsca biwakowania kard. Wojtyły.

Wśród serdecznych przyjaciół papieża byli państwo Kosiarscy, których kardynał Wojtyła poznał w latach 70. w Pastwiskach. Stefan Kosiarski wskazał kardynałowi miejsce idealne do biwakowania, które stało się ulubioną kryjówką przyszłego papieża

Tego samego dnia, kiedy Stefan Kosiarski spotkał turystów w lesie, jego dom odwiedziła nieznana pani pytając, czy w okolicy nie przebywa przypadkiem kard. Karol Wojtyła. Stało się jasne, że pani pracuje w służbach PRL-u. Wtedy do taty dotarło, że właśnie spotkał go w lesie. Natomiast pani została grzecznie poproszona o opuszczenie domu, a teściowie zaprzeczyli, jakoby w ich stronach wypoczywał ktoś taki” – wspomina Małgorzata Kosiarska.
Stefan Kosiarski bywał wielokrotnie u „letników z Krakowa”. Karol Wojtyła zwracał się do niego “panie inżynierze” i słuchał z zainteresowaniem opowieści o lesie, wspominków z czasu wojny. Stefan Kosiarski był żołnierzem Armii Krajowej, był prześladowany i torturowany. Później się ukrywał i pod zmienionym nazwiskiem studiował. Z wykształcenia był inżynierem rolnikiem. Razem z kardynałem wędrowali po leśnych ścieżkach. Kardynał nie chciał, żeby go tytułować, w lesie był incognito, więc Kosiarski się do tego stosował, także wtedy, gdy już wiedział, kim są turyści. O wielkiej przyjaźni teścia z przyszłym papieżem, pani Małgorzata opowiada z nieukrywanym wzruszeniem. “Byli w podobnym wieku i mieli podobne zainteresowania. Tatuś też uwielbiał literaturę, szczególnie Słowackiego i Mickiewicza, co jak wiemy, Ojciec Święty kochał, no i Norwida. Obaj kochali las, tata miał ogromną wiedzę z racji wykształcenia, ale też swoich zamiłowań. Wiadomości te Karolowi Wojtyle przekazywał, a on chłonął je z wielką ciekawością. Tata był też z zamiłowania pszczelarzem. Chętnie częstował kardynała miodem z naszych pasiek. W centrum, o w tej gablocie, jest podziękowanie z Watykanu. Miód z Pastwisk tak mu posmakował, że nie wyobrażał sobie, by go zabrakło w Watykanie – uśmiecha się pani Małgorzata. – Jak kardynał został wybrany na papieża, tata niemal co roku u niego gościł. Bardzo dużo rozmawiali, też między innymi po łacinie, bo obaj świetnie znali ten język, ku rozpaczy niektórych obecnych z nimi osób. Jan Paweł II uwielbiał słuchać o jego ulubionym miejscu w Rudawce. Pytał, co się zmieniło? Co wyrosło? Słynna jest opowieść, jak Ojciec Święty zapytał tatusia: panie inżynierze, jak tam nasze ukochane ścieżki? A tata mówi: Ojcze Święty, zarosły pokrzywami. Papież się trochę zmartwił. A tata na to: bardzo dobrze, bo przynajmniej nikt obcy nam śladów Ojca Świętego nie zadepcze. Tata w swoich wspomnieniach pisał, że Jan Paweł II miał ogromny dar słuchania. Teść był osobą bardzo skrytą. Praktycznie nie opowiadał o swoich wspomnieniach wojennych i powojennych przejściach, i właściwie, tak naprawdę, pierwszy raz otworzył się przed kard. Wojtyłą. Dużo o tym rozmawiali, zresztą kardynał pozwolił mu wiele rzeczy poukładać sobie w głowie, zrozumieć. Tak samo było w przypadku pani prof. Półtawskiej” – dodaje Małgorzata Kosiarska.

BEZCENNE PAMIĄTKI

Przyjaźń z Wandą Półtawską zaczęła się od sakramentu spowiedzi. Kiedy, po nieprawdopodobnie trudnych przejściach, chciała sobie, jako osoba wierząca, jakoś to wszystko poukładać. W czasie wojny działała w konspiracji. Gdy miała 20 lat została aresztowana przez Gestapo. Była torturowana i więziona. Pół roku później trafiła do Ravensbruck z wyrokiem śmierci. Tam stała się, razem z innymi młodymi kobietami, obiektem doświadczeń medycznych. Cudem przeżyła. “To był 1952 r., kiedy pani Półtawska poszła do spowiedzi i właśnie jakiś inny ksiądz skierował ją do ks. Wojtyły mówiąc – tam jest taki młody ksiądz, on jest bardzo fajny i wiele rzeczy ci wytłumaczy. I tak na siebie trafili. Po spowiedzi Karol Wojtyła do niej się wychylił i powiedział: przyjdź jutro na mszę świętą, a w ogóle przychodź codziennie. To jest największa moc i siła, codzienna eucharystia. Połączyła ich wielka przyjaźń i wspólna walka o rodzinę. Pani profesor stała się dla Jana Pawła II wielkim autorytetem, jeśli chodzi o kobiety, o rodzinę i małżeństwo. Razem pracowali w Instytucie Teologii Rodziny w Krakowie, ale później wspólnie działali też w Watykanie” – opowiada Małgorzata Kosiarska. Jej zdjęcia, z różnego okresu, można zobaczyć w regionalnym centrum w Pastwiskach.

FOTO: Anna Arciszewska/Nowy Dziennik

Ważne miejsce zajmuje też inna ekspozycja, nawiązująca do kaplicy w Pałacu Arcybiskupów Krakowskich. To w niej Karol Wojtyła otrzymał święcenia w 1948 r. Jak został biskupem, a później arcybiskupem, zamieszkał tu na stałe. W Pastwiskach jest kopia biurka, przy którym pracował, i obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. „Franciszkańska 3 to jeden z najsłynniejszych adresów w Polsce. To właśnie tam z okna podczas pielgrzymek do Polski Jan Paweł II prowadził długie rozmowy z wiernymi. Też słynna wypowiedź papieża: Jakby się kto pytał: Franciszkańska 3. Mówiąc, że to jest jego dom. Podobno nie lubił pracować w gabinecie, dlatego biurko stało w kaplicy” – mówi Małgorzata Kosiarska. W niej także udzielał ślubów i chrztów swoim najbliższym znajomym, a miał ich bardzo wielu, bo był bardzo otwarty na drugiego człowieka. „Wystarczy na zdjęcia popatrzeć – wskazuje kolejną gablotę pani Małgorzata. – Uśmiech od ucha do ucha. Od razu widać, jaką był osobą. Zresztą taka była jego filozofia życiowa, że on każdego człowieka przyjmował takim, jakim jest, i szanował każdego. Nieważne czy był wierzący, czy niewierzący, nie miało to dla niego znaczenia. Pamiętam, jak rok temu była u nas na prelekcji pani prof. Półtawska. Mówiła wtedy, że nigdy nie słyszała, by Karol Wojtyła na kogoś podniósł głos. On się, owszem, mógł się z kimś nie zgadzać, toczył rozmowy, ale nigdy nie podnosił głosu” – podkreśla pani Małgorzata.

Nieco dalej jest zdjęcie świadectwa dojrzałości przyszłego papieża i ocen z takich przedmiotów, jak higiena czy ćwiczenia cielesne. Tylko jedna czwórka – z matematyki, a tak to same piątki, między innymi z łaciny i greki. Jest też zdjęcie paszportu księdza Karola Wojtyły. „W tak trudnych czasach jak żył, bardzo dużo podróżował. Chyba już wtedy władze miały przed nim respekt. Bardzo się go bały. Były świadome jego wielkości” – uważa Małgorzata Kosiarska. Gdy jej teściowie dowiedzieli się, że kard. Wojtyła został papieżem, to z początku poczuli wielką radość, ale później i smutek, martwiąc się, że już nigdy nie zobaczą Karola Wojtyły. Papież nigdy nie spacerował już w tych okolicach. Raz, prawie się udało, podczas pielgrzymki do Krosna. “Miał wylądować helikopterem w ogródku teściów. Moja teściowa, ubrana cała na żółto ,biegała z flagą, ale niestety, z powodu braku czasu, helikopter nie mógł wylądować. Ojciec Święty widział mamę, bo później powiedział: tak, takie małe żółte biegało po podwórku. Bardzo żałował, że do spotkania nie doszło” – opowiada Małgorzata Kosiarska.

W regionalnym centrum są osobiste pamiątki państwa Kosiarskich, między innymi listy do Ojca Świętego, kaseta, na której nagrane jest wspólne kolędowanie, a także obrazek pobłogosławiony 8 marca 2005 r., a więc na krótko przed śmiercią papieża. “To też jest dla nas relikwia, jedna z najważniejszych, jak nie najważniejsza pamiątka związana z Ojcem Świętym” – podkreśla pani Małgorzata. Ona razem z mężem i trzema synami spotkała się z Janem Pawłem II w 2003 r. Opowiada o tym wskazując zdjęcie, na którym uwieczniona została ta chwila.

“Jako jedyna z rodziny jestem taka troszkę tupeciara i wymogłam trochę tę wizytę. Pomogła mi w tym pani prof. Półtawska. To było najważniejsze 10 minut w moim życiu, takie króciutkie spotkanie z bardzo ważnym i świętym człowiekiem. To były takie emocje, których nie da się opisać. W ogóle jestem zła na siebie, że tyle rzeczy nie zapamiętałam. Spotkanie odbyło się w Castel Gandolfo. Papież był już wtedy bardzo chory. To był ten moment, kiedy nie mógł już mówić i był bardzo słaby. My byliśmy wśród 30 osób, które miały ten zaszczyt, że mogły podejść do Jana Pawła II i przy nim uklęknąć. Ojciec Święty, mimo tej swojej choroby, uśmiechał się, troszkę z grymasem, ale widać było tę niesamowitą dobroć. Do mojego męża powiedział, że jest taki sam jak ojciec, tylko nadmuchany. Mój mąż chwileczkę rozmawiał z papieżem. Ostatni raz się widzieli, jak mąż miał 13 lat. Ja się oczywiście też pochyliłam, ucałowałam rękę. Baterie naładowane na całe życie. Ja wiem, że Pan Bóg kieruje moim życiem, ja swoje decyzje podejmuję zawsze w jakiejś tam modlitwie, to, że tutaj jestem, w Pastwiskach, to też jest jakieś zrządzenie losu” – twierdzi wyraźnie wzruszona pani Małgorzata. Przeprowadziła się tutaj z mężem z Bochni, po śmierci teścia, by zaopiekować się teściową. Jakiś czas później powstało Regionalne Centrum Pamięci Kardynała Karola Wojtyły, które ma przypominać o tym, że Jan Paweł II był przede wszystkim człowiekiem, który tak potrafił żyć, że stał się świętym. „Najważniejsze przesłanie Ojca Świętego to, według mnie, miłość do drugiego człowieka. Szanuj, kochaj drugiego, nieważne, jaki on jest” – mówi Małgorzata Kosiarska.