Boris Johnson spróbuje dziś po raz kolejny doprowadzić do przedterminowych wyborów

10
Foto: EPA

Brytyjski premier Boris Johnson jeszcze raz spróbuje dziś (09.09) doprowadzić do przedterminowych wyborów w połowie przyszłego miesiąca. Sojusz opozycji już zapowiedział, że się nie na to zgodzi, ponieważ ewentualne zwycięstwo przy urnach 15 października mogłoby pozwolić premierowi złamać zakaz twardego brexitu.

Opozycja stawia warunek: najpierw gwarancja opóźnienia brexitu, by uniknąć twardego wariantu, a potem wybory. W Izbie Gmin sojusz opozycji ma teraz większość. „Nie ufamy premierowi i chyba nikt nie ufa” – powiedział BBC John McDonell z Partii Pracy, potwierdzając, że front opozycji nie zostanie wieczorem złamany.

Premier próbuje ominąć prawną pułapkę, w jakiej znalazł się przez to, że opozycja uchwaliła w parlamencie zakaz twardego brexitu i nie zgodziła się na wybory w preferowanym przez niego terminie. Według ustawy, która dziś ma zostać podpisana przez królową, do 19 października rząd musi uzyskać umowę z Unią Europejską i akceptację Izby Gmin albo poprosić Unię o odłożenie brexitu do końca stycznia przyszłego roku.

Nie ma jednak sygnałów, by przełom w rokowaniach z Brukselą był możliwy w tak krótkim czasie. Premier mógłby wtedy prosić o przedłużenie członkostwa, ale zapowiadał, że „prędzej wyzionie ducha”. Kolejny scenariusz to złamać prawo i nie zastosować się do ustawy podpisanej przez królową. Niektórzy konserwatyści wyrazili wczoraj obawy, że Boris Johnson naprawdę rozważa taki historyczny precedens.

Większość analityków i konstytucjonalistów uważa, że ten wariant jest wysoce nieprawdopodobny. Inna opcja dostępna premierowi, jeśli przegra dzisiejsze głosowanie i nie uda mu się odwołać ustawy o zakazie twardego brexitu, to rezygnacja ze stanowiska w okolicach 19 października.

W zeszłym tygodniu głosowanie nad wcześniejszymi wyborami zakończyło się porażką szefa rządu. Boris Johnson oskarża posłów o blokowanie woli obywateli, bo w referendum z 2016 roku ponad 17 mln ludzi zagłosowało za wyjściem z Unii. Przekonuje, że kolejne przełożenie brexitu byłoby bezcelowe, bo doprowadziłoby wkrótce do podobnego impasu.