Brama życia

116
Papież błogosławi wiernych podczas mszy odprawionej w Toruniu 7 czerwca 1999 roku FOTO: EPA

Dom Kopernika, Krzywa Wieża, Ratusz, ruiny Zamku Krzyżackiego, kościoły... to niezwykłe miejsca dla turystów, którzy przybywają do Torunia, żeby dotknąć gotyk popularnie zdefiniowany jako budownictwo z czerwonej cegły. Do oficjalnej listy tych miejsc, uznanych nawet przez UNESCO, dołączam miejsce głęboko zapisane w moich osobistych wspomnieniach: Aulę Uniwersytetu Mikołaja Kopernika na Bielanach.

Wiele ważnych osobistości i gwiazd gościło w auli i najczęściej jej zapamiętane obrazy są pełne widzów i ruchu na scenie. Często są one wypełnione hałaśliwą muzyką odbywających się koncertów albo akcją dyskusyjnych forów, inauguracyjnych akademii kolejnych lat akademickich czy po prostu wyjątkowych wykładów. Dla wielu wspomnienia są uzupełniane karnawałową atmosferą zabaw noworocznych organizowanych od lat w foyer dla pracowników lub ich dzieci. Dla mnie Aula UMK od dziesięciu lat jest miejscem bez widowni, miejscem ograniczonym do małego fragmentu zawierającego drzwi między foyer i sceną, miejscem nierzeczywistym i uduchowionym.

Historyczne zdjęcie przedstawiające Jana Pawła II, przejeżdżającego papamobile koło pomnika Kopernika w Toruniu. W pobliżu jest katedra. Zdjęcie zostało zaprezentowane na wystawie w katedrze Świętych Janów z okazji 10-lecia wizyty Ojca Świętego w Toruniu FOTO: CZESŁAW JARMUSZ

JAN PAWEŁ II W AULI UMK

Właśnie zbliża się dziesiąta rocznica przeżycia, które na zawsze zachowa specjalny wymiar w mojej pamięci: wizyta Ojca Świętego i jego spotkanie z przedstawicielami nauki i sztuki właśnie w Auli Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Kilka tygodni temu, w trakcie zajęć z konwersacji w języku angielskim, prowadzonych dla studentów i doktorantów fizyki, dyskutowano nad stwierdzeniem Newtona: „Jeśli widziałem dalej, to dzięki temu, że stałem na barkach olbrzyma” (Newton miał na myśli Galileusza). Na pytanie, kto jest/był tym olbrzymem dla ciebie, jedna ze studentek odpowiedziała: Jan Paweł II. Dokładnie w tym momencie w mojej pamięci ożył obraz Ojca Świętego wchodzącego z foyer na scenę w auli… 7 czerwca 1999 roku – w dzień urodzin mojej córki Natalii, która pracując jako wolontariuszka w dziennikarskim biurze obsługi wizyty Ojca Świętego uległa niefortunnemu wypadkowi i z nogą w gipsie śledziła historyczne wydarzenia w telewizji.

Tłumy Polaków witają Jana Pawła II na lotnisku w Toruniu
FOTO: EPA

WSZYSTKICH OGARNĄŁ BÓL ŻALU…

Cofając się chronologicznie do wspomnień z tego dnia, przemierzając wstecz oś czasu, konieczne jest zatrzymanie się w kalendarzu przeżyć tych dziesięciu lat na wiośnie 2005 roku, kiedy wszystkich ogarnął ból żalu. Przebywałam wtedy w Nashville w stanie Tennessee, na południu USA. Tamtej wiosny było już wiadomo, że dla Ojca Świętego nie ma powrotu do ziemskiego życia, że od nas odchodzi. Smutek i żal zjednoczył wtedy katolików, a właściwie wszystkich chrześcijan, jak również tych wyznających religie pozachrześcijańskie i tych niewierzących. Dla wszystkich papież Jan Paweł II był symbolem mądrości, wiary, miłości, nadziei, pokory, pojednania i pokoju; wszyscy razem zjednoczeni duchowo, w zadumie i w napięciu, przeżywali ostatnie chwile jego życia. I choć św. Bernardyn powiedział „Śmierć bramą życia”, nawet katolikom było trudno pogodzić się z nieodwracalnością chwili, w której zgaśnie jego gromnica i pojawi się jaskrawo oświetlone okno prywatnych apartamentów w Watykanie. Trudno było pogodzić się z nieodwracalnością i wiecznym trwaniem konsekwencji tego momentu, zupełnie tak samo, jak przeżywa się śmierć kogoś bardzo bliskiego.

Renato Buzzonetti, osobisty lekarz Jana Pawła II, w swoim wspomnieniu napisał: „Zgodnie z polską tradycją, mała świeca rozjaśniała półcień pokoju, w którym gasło życie Papieża… obecni odśpiewali ‚Te Deum’. Hymn chwały i dziękczynienia łączył się z jednogłośną modlitwą, którą zgromadzeni na placu wierni wznosili w stronę nagle rozświetlonego okna Papieża… Dla Jana Pawła II wypełnił się czas błogosławionej nadziei”.

POŻEGNANIE PAPIEŻA POLAKA W NASHVILLE

Większość mieszkańców południa USA związana jest duchowo z Kościołem baptystów; tamtej wiosny, kiedy odchodził papież, wszystkie serca i ich modlitwy skierowane były do Kościoła katolickiego, jako że głównie on tracił swojego przewodnika. 7 kwietnia 2005 roku w katedrze w Nashville sprawowana była uroczysta msza żałobna celebrowana przez kilku biskupów. Skupiała ona wszystkich żegnających papieża, a dla podkreślenia korzeni jego rodowodu, chór wykonał w języku polskim bliski sercu każdego Polaka hymn „Serdeczna Matko”. W wydrukowanym programie podane były polskie słowa pieśni, ich fonetyczna wymowa i angielskie tłumaczenie, choć chór śpiewał bardzo czysto i poprawnie po polsku. Perfekcyjnie wykonane „Ave Verum Corpus” Mozarta, hymn „Oda do radości” Beethovena, a nawet pożegnalne „Salve Regina” to tylko muzyczna oprawa tej mszy; pieśń „Serdeczna Matko” była nie tylko wzruszającym gestem, ale prawdziwym pożegnaniem papieża Polaka. Było to wspólne przeżywanie końca epoki, w której jeden człowiek siłą swojej wiary i mocą swojego intelektu potrafił przemówić do serc i sumień ludzi na całym świecie, niezależnie od ich religii; epoki, w której jeden człowiek złączył narody.

Uczestnicy mszy w katedrze w Nashville, podczas której modlono się za umierającego Jana Pawła II, otrzymali kopię pieśni „Serdeczna Matko” FOTO: LIDIA SMENTEK

Wśród zgromadzonych tego wieczoru w katedrze w Nashville czułam się wyróżniona nie tylko dzięki swoim polskim korzeniom. W czasie tego pożegnania w mojej pamięci ożyły obrazy z przejazdu Ojca Świętego ulicą Kraszewskiego w 1999 roku. Z okna kamienicy, w której mieszkam, ponad głowami mieszkańców Torunia, zgromadzonych wzdłuż trasy przejazdu, jakby bliżej niż inni, bo z poziomu pierwszego piętra, widziałam pochyloną sylwetkę papieża udającego się na lotnisko, żeby celebrować mszę świętą i potem w auli wziąć udział w spotkaniu z przedstawicielami środowisk akademickich z całej Polski.

WIZYTA OJCA ŚWIĘTEGO W TORUNIU NIE BYŁA PRZYPADKIEM

Mikołaj Kopernik, urodzony w Toruniu, w przedmowie do swojego dzieła „O obrotach ciał niebieskich” skierował przesłanie do ówczesnego papieża Pawła III. Przedstawiając swoje dzieło zapewniał go, że nie ośmiela się twierdzić, że właśnie tak zbudowany jest wszechświat, ale podaje tylko wyniki swoich obliczeń i obserwacji; za namową wielu uczonych, wbrew uznanym poglądom, przedstawia swój model, będący teorią o „biegu Ziemi”. Kopernik nigdy nie otrzymał żadnej odpowiedzi od papieża. Dopiero Jan Paweł II w 1999 roku, właśnie podczas spotkania na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, odpowiedział na ten list z przedmowy, a zapewniając, że nie ma konfliktu między wiarą a nauką, wyjaśnił, że nauka to wynik pracy rozumu, a wiara go uskrzydla!

Plakat zapowiadający wizytę Jana Pawła II w Toruniu
FOTO: LIDIA SMENTEK

Właśnie mija dziesięć lat od tej historycznej wizyty. Zapisała się ona w mojej pamięci tak inaczej niż inne wspomnienia, że nieraz sama zadaję sobie pytanie, czy rzeczywiście byłam w auli obecna, czy tylko znam to wydarzenie z relacji innych świadków tego spotkania. Nie pamiętam obok kogo siedziałam, nie pamiętam, co się działo wokół, kto był obecny, kto przemawiał i co mówił; nie pamiętam też kiedy przedtem lub potem moja uwaga była skupiona do granicy możliwości, tak jak wtedy. Chciałam zapamiętać każdy szczegół, ale z fizycznego świata zapamiętałam tylko jeden obraz – papieża wchodzącego z foyer na scenę.

Papież w papamobile na ulicy Kraszewskiego w Toruniu – widok z okna mieszkania autorki, 7 czerwca 1999 FOTO: LIDIA SMENTEK

Wrażenie wywołane bliską obecnością Ojca Świętego było tak silne, że od tego momentu w auli był tylko on i ja, a wszystko co potem się działo w ciągu tego spotkania, było jakby nierzeczywiste, dziejące się w innym, nie fizycznym, a emocjonalnym wymiarze. Zatrzymał się wtedy czas i całe spotkanie jakby trwało tylko krótką chwilę, zachowało jednak swój duchowy wymiar w głębokości przeżyć. Od tamtej chwili, kiedykolwiek jestem w auli, niezależnie od okoliczności mojej obecności – ciągle w tym samym miejscu widzę pochyloną sylwetkę wchodzącego papieża…

NIE LUBIĘ POMNIKÓW

Nie lubię pomników uzależnionych od panujących klimatów politycznych. Pomnik Jana Pawła II przy alei jego imienia jest wyjątkowy, bo ponadczasowy, a właściwie ponadepokowy. On swoją obecnością uduchowia. Kilka razy byłam świadkiem uchylenia czapki czy kapelusza przez starszego przechodnia, w sposób dokładnie taki sam jak dawniej, kiedy według starych zwyczajów i tradycji oddawano cześć świętym miejscom.

Tron papieża w katedrze Świętych Janów w Toruniu, w której ochrzczony został Mikołaj Kopernik. Jest to pamiątka wizyty Jana Pawła II sprzed dziesięciu lat   FOTO: LIDIA SMENTEK

Specjalną wymowę miał też capstrzyk harcerski zorganizowany 2 kwietnia 2009 roku przed pomnikiem duchowego przewodnika młodzieży… Faktycznie, największe znaczenie ma to, co pozostało z nauk papieża w umysłach i sercach młodego pokolenia. Właśnie młode pokolenie jest przecież łącznikiem między przyszłością a historycznym okresem obecności Jana Pawła II w życiu wszystkich z mojej generacji.

Śmierć bramą życia!Choćby życia trwającego w pamięci tych, którzy są obecni.

Od redakcji: Powyższy tekst powstał 3 maja 2009 roku. Autorka Lidia Smentek jest profesorem nauk fizycznych w Instytucie Fizyki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu i od 1994 roku na Vanderbilt University w Nashville w stanie Tennessee. Pisząc to wspomnienie chciała chciała utrwalić wciąż żywe w jej pamięci obrazy z wizyty Jana Pawła II w Toruniu, która miała miejsce 7 czerwca 1999 roku.